postać Zaratustra
Nauczyciel, który zstępuje ze swej góry; bohater księgi.
Fragmenty: 513
Gdy Zaratustra trzydziestu lat dożył, opuścił kraj swój i jezioro ojczyste i poszedł w góry. Tu radował się duchowi swemu i samotności swej, a dziesięć lat tak żyjąc, nie umęczył się nimi. Wreszcie przemieniło się serce…
W trzydziestym roku życia Zaratustra odchodzi w góry, a po dziesięciu latach przemawia do wschodzącego słońca. Prosi je o błogosławieństwo dla swej przepełnionej czary i rozpoczyna swe znijście.
Czytaj w książce →
Zaratustra zstępował samotny z gór, nie spotykając po drodze nikogo. Gdy jednak w las się zanurzył, stanął nagle przed nim starzec, co opuścił chatę swą świętą, aby korzonków szukać po lesie. I rzekł starzec do…
Święty poznaje, że Zaratustra się przeobraził, i namawia go, by pozostał w lesie. Mówi, że kocha teraz Boga, nie ludzi, na co Zaratustra odpowiada, że niesie ludziom dary. Rozstają się ze śmiechem.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra sam pozostał, rzekł do swego serca: „Czyżby to było możliwe! Wszak ten święty starzec nic jeszcze w swym lesie nie słyszał o tym, że *Bóg już umarł*!”
Zostawszy sam, Zaratustra mówi do swego serca, że święty nie słyszał jeszcze o śmierci Boga.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra zaszedł do najbliższego miasta, co u skraju lasów leżało, znalazł tam wiele ludu zgromadzonego na rynku, gdyż było obwieszczone, iż linoskok da widowisko. I Zaratustra tako rzekł do ludu: — *Ja was uczę…
Na rynku Zaratustra naucza, że człowiek jest czymś, co pokonanym być powinno, jak małpa dla człowieka. Opisuje godzinę wielkiej wzgardy i nazywa nadczłowieka błyskawicą i szałem. Lud śmieje się i domaga się widowiska linoskoka.
Czytaj w książce →
— *Ja was uczę nadczłowieka*. Człowiek jest czymś, co pokonanym być powinno. Cóżeście uczynili, aby jego pokonać?
Zaratustra rozpoczyna swą mowę od nadczłowieka i żądania, by człowiek został pokonany.
Czytaj w książce →
Zaklinam was bracia *pozostańcie wierni ziemi* i nie wierzcie tym, co wam o nadziemskich mówią nadziejach! Truciciele to są, wiedni czy nieświadomi!
Zaratustra nazywa trucicielami tych, którzy głoszą nadziemskie nadzieje.
Czytaj w książce →
Zaratustra jednak spoglądał na lud i dziwił się. Po czym rzekł tymi słowy: — Człowiek jest liną rozpiętą między zwierzęciem i nadczłowiekiem, — liną ponad przepaścią. Niebezpieczne to przejście, niebezpieczne podroże,…
Zaratustra mówi, że człowiek jest mostem, a nie celem. Wylicza tych, których kocha — wszystkich gotowych zginąć dla tego, co ma nadejść.
Czytaj w książce →
— Człowiek jest liną rozpiętą między zwierzęciem i nadczłowiekiem, — liną ponad przepaścią.
Zaratustra opisuje niebezpieczne przejście człowieka.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra wyrzekł te słowa, spojrzał na lud wokół i zamilkł. „Oto stoją głusi, — rzekł do swego serca, — i oto śmieją się: nie rozumieją mnie. Jam nie jest językiem dla tych uszu. Czyżby należało wprzódy uszy im…
Zaratustra postanawia przemówić do ich dumy i mówi o ostatnim człowieku. Lud wiwatuje i prosi, by uczynił ich ostatnimi ludźmi. Zasmucony, mówi, że nie jest językiem dla tych uszu.
Czytaj w książce →
„Czym jest miłość? Czym jest twórczość? Czym jest tęsknota? Czym jest gwiazda?” — tak pyta ostatni człowiek i mruży wzgardliwie oczy.
Pierwszy opis obojętnego mrużenia oczu przez ostatniego człowieka.
Czytaj w książce →
Lecz oto wydarzyło się coś, wobec czego wszystkie usta niemiały i wszystkie oczy słupem stawały. Linoskok rozpoczął właśnie swe dzieło; wyszedł on spoza małych drzwiczek i posuwał się po linie, rozciągniętej między…
Pstre pacholę przeskakuje linoskoka, który spada obok Zaratustry. Umierający lęka się diabła i piekła. Zaratustra mówi, że nie ma ani jednego, ani drugiego, i obiecuje go pogrzebać.
Czytaj w książce →
Tymczasem wieczór nadszedł i ciemność zaległa rynek; wonczas rozbiegł się lud, gdyż nawet i ciekawość wraz z przerażeniem nużą się wreszcie. Zaratustra jednak, zatopiony w myślach, siedział przy trupie na ziemi;…
Zaratustra rozmyśla, że złowił trupa, a nie człowieka. Błazen ostrzega go, by opuścił miasto. Wyśmiany przez grabarzy i nakarmiony przez pustelnika, składa zmarłego w dziupli drzewa.
Czytaj w książce →
Długo spał Zaratustra; nie tylko jutrznia, lecz i przedpołudnie zajrzało w jego oblicze. Wreszcie rozchylił powieki i ze zdziwieniem spojrzał wokół siebie: zadziwił go las i cisza samotna, ze zdziwieniem spojrzał w…
Przebudziwszy się, Zaratustra dostrzega nową prawdę: potrzebuje żywych towarzyszy, którzy idą za samymi sobą. Nie chce już być pasterzem trzody i wyrusza na poszukiwanie współtwórców.
Czytaj w książce →
Patrzcie na tych wierzących wszelkich wiar! Kogóż oni najbardziej nienawidzą? Tego, kto kruszy tablice ich wartości, tego burzyciela, tego niszczyciela — a ten jednak jest twórcą.
Zaratustra wskazuje tych, których szuka: współtwórców, którzy wypisują nowe wartości na nowych tablicach.
Czytaj w książce →
Mówił to Zaratustra do serca swego, gdy słońce na południu stało. Nagle spojrzał pytająco w górę, gdyż usłyszał ostry krzyk ptaka. Patrzy! — oto orzeł ciągnie górą, szerokie zataczając koliska; zawisa na nim wąż,…
W południe ukazuje się orzeł z wężem owiniętym wokół szyi — nie jako łup, lecz jako druh. Zaratustra nazywa je swoimi zwierzętami, najdumniejszym i najmądrzejszym. Prosi, by jego duma szła w parze z mądrością albo z szaleństwem.
Czytaj w książce →
Nazwę wam trzy przemiany ducha: jako duch wielbłądem się staje, wielbłąd lwem; wreszcie lew dziecięciem.
Zaratustra zapowiada trzy stadia, przez które przechodzi duch.
Czytaj w książce →
Wiele jest ciężaru dla ducha, dla silnego jucznego ducha, w którym pokora zamieszka: wszystkiego, co ciężkie i najcięższe pożąda jego siła. Cóż jest ciężkie? pyta juczny duch i klęka jako wielbłąd, aby go dobrze…
Silny, pełen czci duch klęka jak wielbłąd i prosi o najcięższy ciężar. Następuje wyliczenie ciężarów samozaparcia, z którymi duch śpieszy na pustynię.
Czytaj w książce →
Lecz na samotnej pustyni dzieje się druga przemiana: lwem staje się tu duch, wolność pragnie sobie złupić i panem być na własnej pustyni. Ostatniego swego władcy szuka on tutaj: wrogiem chce mu być, jako i Bogu swemu…
Na pustyni duch staje się lwem i chce pokonać swego ostatniego władcę i Boga. Wielki smok „Musisz” pokryty jest złotymi łuskami dawnych wartości i oznajmia, że nie powinno być więcej „ja chcę”.
Czytaj w książce →
Nazwałem wam trzy przemiany ducha: jako duch wielbłądem się staje, wielbłąd lwem, wreszcie lew dziecięciem. Tako rzekł Zaratustra. A bawił on wówczas w mieście, zwanym „pstrą krową”.
Trzy przemiany zostają powtórzone. Narrator dodaje, że Zaratustra bawił wówczas w mieście zwanym „Pstrą krową”.
Czytaj w książce →
Wysławiano przed Zaratustrą mędrca, co dobrze o śnie i o cnotach mówić potrafił. Szanowano go powszechnie i nagradzano obficie; wszystka młodzież zasiadła przed jego kazalnicą. Do niego poszedł Zaratustra i zasiadł…
Wysławiają przed nim mędrca, który dobrze mówi o śnie i cnotach, a cała młodzież zasiada przed jego kazalnicą. Zaratustra idzie tam i siada pośród niej.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra te słowa usłyszał, zaśmiał się w duchu, gdyż nowe światło mu wzeszło. I tak oto rzekł do swego serca: Błaznem jest mędrzec ten wraz ze swymi czterdziestoma myślami. Sądzę jednak, iż na spaniu zna się…
Zaratustra śmieje się w duchu i uznaje mędrca za błazna, który jednak zna się na spaniu. Dochodzi do wniosku, że niegdyś szukano nauczycieli cnoty tylko dla dobrego snu.
Czytaj w książce →
I dziś jeszcze znajdzie się niejeden taki prorok cnoty, aczkolwiek nie zawsze tak uczciwie szczery. Lecz czas ich mija. I niedługo stać będą: oto leżą już. —
Zaratustra mówi, że tacy nauczyciele wciąż istnieją, lecz wkrótce zasną na dobre, i błogosławi ich senność.
Czytaj w książce →
Wyrzucił raz i Zaratustra swój omam poza człowieka, jako wszyscy zaświatowcy to czynią. Dziełem cierpiącego i zamęczonego Boga wydał mu się wówczas świat. Snem świat mi się wydał i Boga marzeniem; barwistym dymem przed…
Zaratustra opowiada, jak niegdyś wyrzucił swój omam poza człowieka i ujrzał świat jako pijaną wizję zamęczonego Boga. Potem pojął, że Bóg ten był jego własnym, ludzkim urojeniem, które go opuściło, gdy rozpalił w sobie jaśniejszy płomień.
Czytaj w książce →
Cierpienieć to było i niemoc — co stworzyło wszystkie zaświaty; i ów krótki obłęd szczęścia, którego zaznaje tylko cierpiący. Znużenie to było, co jednym skokiem chciało dotrzeć do ostatnich krańców, krokiem…
Zaratustra wyjaśnia, że zaświaty stworzyły cierpienie, niemoc i znużenie, które już nawet chcieć nie chce. Ciało, zwątpiwszy o sobie, macało po ostatnich ścianach i znalazło tylko nicość.
Czytaj w książce →
Nowej dumy uczyło mnie me „ja”, jej to ludzi uczę: nie wtykać nadal głowy w piasek rzeczy niebieskich, lecz wznosić ją wolno: głowę ziemską, co ziemską stwarza treść!
„Ja”, mimo całego swego zagubienia, najrzetelniej mówi o swym bycie i czci ciało oraz ziemię. Zaratustra uczy nowej dumy i nowej woli: wznosić głowę ziemską i pochwalać drogę człowieka.
Czytaj w książce →
Nowej dumy uczyło mnie me „ja”, jej to ludzi uczę: nie wtykać nadal głowy w piasek rzeczy niebieskich, lecz wznosić ją wolno: głowę ziemską, co ziemską stwarza treść!
Zaratustra nazywa nową dumę, której uczy: głowę, która nadaje ziemi sens.
Czytaj w książce →
Chorzy to byli i zamierający, co wzgardzili ciałem i ziemią i wynaleźli rzeczy niebiańskie oraz zbawcze krople krwi: lecz nawet i te słodkie a ponure trucizny zaczerpnęli wszak z ciała i ziemi! Niedoli swej umknąć się…
Chorzy szukali ucieczki od niedoli, wymyślając niebiańskie drogi. Zaratustra jest wobec nich łagodny i ma nadzieję, że ozdrowieją i stworzą sobie wyższe ciało, choć choroba trwa we łzach ozdrowiałego nad grobem jego Boga.
Czytaj w książce →
Wiele chorego ludu bywało zawsze wokół tych, co poezje tworzą i bogożądnymi są: zawziętą pałają oni nienawiścią przeciw poznającemu i przeciw tej najmłodszej cnocie, która zwie się: rzetelność. Wstecz spoglądają oni…
Zaratustra mówi, że bogożądni nienawidzą wątpienia i rzetelności, choć naprawdę wierzą w ciało, które uważają za schorzałe. Wzywa braci, by słuchali zdrowego ciała, które mówi o sensie ziemi.
Czytaj w książce →
„Ciałem jestem i duszą” — powiada dziecko. I dlaczegóż by nie należało mawiać jako dzieci? Lecz człek ocknięty i uświadomiony powiada: ciałem jestem na wskroś i niczym ponadto; zaś dusza jest tylko słowem na coś do…
Zaratustra przeciwstawia dziecięce „ciałem jestem i duszą” słowom człowieka ockniętego: „ciałem jestem na wskroś”. Nazywa ciało mnogością o jednej treści, a ducha jego małym narzędziem. Ciało nie mówi „ja”, lecz „ja” czyni.
Czytaj w książce →
Ciało jest wielkim rozumem, mnogością o jednej treści, jest wojną i pokojem, jest trzodą i pasterzem.
Ciało zostaje opisane jako wieloraka jedność przeciwieństw.
Czytaj w książce →
Co zmysł wyczuwa, co duch poznaje, nigdy temu końca nie masz. Lecz zmysł i duch przekonać by cię rade, iż one to są końcem rzeczy wszelkich: tak bardzo próżne są. Narzędziem i igraszką jest zmysł i duch, poza nimi jest…
Zmysł i duch są tylko igraszkami, a za nimi stoi samość, „mędrzec nieznany”, którą jest ciało. Samość śmieje się z „ja” i każe mu myśleć, nakazując ból i rozkosz.
Czytaj w książce →
Gardzicielom ciała chcę słowo rzec. Iż gardzą, dzieje się to dlatego, iż poważają. Boć czymże to jest, co stworzyło poważanie, wzgardę, wartość i wolę? Twórcza samość stworzyła sobie poważanie i wzgardę, ona stworzyła…
Zaratustra pyta, co stworzyło poważanie, wzgardę, wartość i wolę. Odpowiada, że uczyniły to twórcza samość i ciało, które stworzyło sobie ducha jako narzędzie.
Czytaj w książce →
Nawet w waszym nierozsądku i wzgardzie, wy ciała gardziciele, służycie swej samości. Powiadam ja wam: samość wasza umrzeć chce i odwraca się precz od życia. Nie podoła ona już temu, czego najserdeczniej pragnie —…
Nawet gardziciele służą swej samości, która chce umrzeć, gdyż nie zdoła już tworzyć ponad siebie. Ich wzgarda dla życia i ziemi kryje nieuświadomioną zawiść.
Czytaj w książce →
Drogą waszą ja nie pójdę, wy, ciała gardziciele! Nie jesteście wy dla mnie mostem ku nadczłowiekowi! —
Zaratustra odrzuca drogę gardzicieli i odmawia im miana mostu.
Czytaj w książce →
Bracie mój, jeśli cnotę posiadasz, a jest ona twoją cnotą, masz ją nie społem z kimkolwiek, lecz dla siebie wyłącznie. Lecz, — oczywiście! — ty pragniesz ją po imieniu nazywać, pieścić, za uszy ją psotnie targać i z nią…
Zaratustra radzi bratu, by nie nazywał swej cnoty i tylko jąkał się o niej jako o moim dobru, kochanym jako rzecz ziemska, a nie jako prawo Boga czy ludzi.
Czytaj w książce →
Dawniej miałeś namiętności i zwałeś je złymi. Teraz masz jedynie swe cnoty: wyrosły one z twych namiętności. Wytknąłeś cel najwyższy swym namiętnościom: i oto stały się cnotami i uciechą twoją. I choćbyś był z rodu…
Niegdyś namiętności zwano złymi; teraz wyrosły z nich cnoty. Dzikie psy stały się śpiewnymi ptakami, trucizna — balsamem, a jedynym złem, jakie pozostało, jest walka cnót między sobą.
Czytaj w książce →
Bracie mój, jeśli z szczęśliwych jesteś, to posiadasz jedną tylko cnotę, a nie więcej: przez taki most łatwiej się przechodzi. Czcigodny jest ten, co wiele cnót posiada. Ciężki to jednak los. Niejeden szedł na pustynię…
Jedną cnotę łatwiej nieść niż wiele. Liczne cnoty walczą o pierwszeństwo, a zazdrość może, jak skorpion, zwrócić człowieka przeciw niemu samemu.
Czytaj w książce →
Człowiek jest czymś, co powinno być pokonane: dlatego też powinieneś swe cnoty kochać, — gdyż przez nie zaginiesz. —
Rozdział kończy się powiązaniem miłości do własnych cnót z pokonaniem człowieka, gdyż cnoty doprowadzą do jego zaguby.
Czytaj w książce →
Nie chcecie zabijać, sędziowie i ofiarnicy, zanim zwierzę karku nie nagnie? Patrzcież, blady przestępca pochylił głowę: z oczu jego przemawia wielka wzgarda. „Moje «ja» jest czymś, co pokonanym być winno, moje «ja» jest…
Zaratustra zwraca się do sędziów, gdy przestępca pochyla głowę. W jego oczach czyta wielką wzgardę dla własnego „ja”. Mówi, że osądzenie samego siebie było najwznioślejszą chwilą przestępcy i że pomóc mu może tylko rychła śmierć.
Czytaj w książce →
„Wróg” winiliście mawiać, lecz nie „złoczyńca”; „chory” winniście powiadać, lecz nie „łotr”; „głupiec” winniście głosić, lecz nie „grzesznik”.
Zaratustra mówi sędziom, jakich słów używać wobec przestępcy, a z jakich zrezygnować.
Czytaj w książce →
A ty, czerwony sędzio, gdybyś ty głośno powiedzieć chciał to wszystko, cóżeś w myślach już popełnił, zawołałby każdy: „Precz z tym plugastwem, precz z tym czerwiem jadowitym!” Lecz czymś innym jest myśl, czymś innym…
Myśl, czyn i obraz czynu to trzy odrębne rzeczy i nie toczy się między nimi kolisko przyczyn. Człowiek dorósł do swego czynu, lecz nie zniósł potem jego obrazu. Zaratustra nazywa to obłędem po czynie. Obłęd przed czynem był pragnieniem krwi, które jego słaby rozum przebrał za chęć rabunku.
Czytaj w książce →
Czymże jest ten człowiek? Kupą chorób, co przez ducha sięgają w świat: i tam oto łupu swego szukają. Czymże jest ten człowiek? Kłębem dzikich węży, które rzadko w spokoju się kupią: i oto rozpełzają się one wszędy i…
Człowiek ten zostaje opisany jako kupa chorób i kłąb węży szukających łupu po świecie. Chory chce zadawać ból tym, co jego boli. Zaratustra zauważa, że inne czasy miały inne dobro i zło, kiedy chory stawał się heretykiem lub czarownicą.
Czytaj w książce →
Lecz to się w uszy wasze mieścić nie chce: waszemu dobru to szkodzi, powiadacie mi. Lecz czymże mi wasze „dobro”! Wiele z waszego dobra budzi we mnie wstręt, i zaprawdę nie ich zło. Chciałem wszak, abyście mieli obłęd,…
Zaratustra mówi, że dobrzy budzą w nim większy wstręt niż źli, i życzy im obłędu, który by ich do zaguby dowiódł. Nazywa siebie poręczą nad wartkim prądem, nie kosturem.
Czytaj w książce →
Jam jest poręczą ponad wartkim prądem: chwytaj się mnie, kto pochwycić mnie zdoła. Kosturem waszym nie jestem. —
Zaratustra opisuje, jakiego oparcia udziela.
Czytaj w książce →
Ze wszystkiego, co czytam, lubię to tylko, co krwią było pisane. Pisz krwią, a dowiesz się, że krew jest duchem.
Zaratustra oświadcza, że ceni tylko to, co pisane było własną krwią.
Czytaj w książce →
Ze wszystkiego, co czytam, lubię to tylko, co krwią było pisane. Pisz krwią, a dowiesz się, że krew jest duchem. Niełatwo cudzą krew zrozumieć: nienawidzę też czytających leniwców. Kto zna czytelnika, ten dla niego nic…
Zaratustra mówi, że lubi tylko to, co krwią było pisane. Nienawidzi czytających leniwców, ostrzega, że powszechna umiejętność czytania psuje pisanie i myśli, i mówi, że kto pisze krwią i przypowieściami, ten chce, by go uczono się na pamięć.
Czytaj w książce →
W górach najbliższą drogą jest droga od wierzchołka do wierzchołka: lecz na to trzeba mieć długie nogi. Przypowieści niechaj tu będą wierzchołkami, a ci, do których się mówi, wielcy i rośli. Powietrze rzadkie i czyste,…
Przypowieści są wierzchołkami, które wymagają długich nóg i rosłych słuchaczy. Na wyżynach Zaratustra czuje odwagę i radosną złośliwość i śmieje się z czarnej chmury, którą inni biorą za swą chmurę gradową. Pyta, kto potrafi zarazem śmiać się i być wzniosłym.
Czytaj w książce →
Mówicie mi: „życie jest ciężkiem jarzmem”. Lecz na cóż byście mieli rankiem swą dumę, a wieczorem swą uległość? Życie jest ciężkim jarzmem: ale nie bądźcież mi tacy tkliwi. Jesteśmy wszyscy zdatnymi jucznymi osłami i…
Zaratustra odpowiada tym, którzy mówią, że życie jest ciężkim jarzmem: wszyscy jesteśmy jucznymi osłami i nie powinniśmy udawać tkliwych. Kochamy życie, bo przywykliśmy do kochania, a motyle i bańki mydlane wzruszają go do łez i pieśni.
Czytaj w książce →
Wierzyłbym tylko w boga, który by tańczyć potrafił.
Zaratustra mówi, że wierzyłby tylko w boga, który potrafiłby tańczyć.
Czytaj w książce →
Gdym szatana swego ujrzał, był on poważny, ponury i głęboki: był to duch ciężkości, — przezeń wszystko ginie. Nie gniewem, lecz śmiechem się zabija. Naprzód, zabijmyż ducha ciężkości! Nauczyłem się chodzić: odtąd…
Zaratustra nazywa swego szatana duchem ciężkości i wzywa, by go zabić śmiechem. Kończy słowami, że nauczył się chodzić, biegać i latać, a teraz tańczy w nim bóg jakiś.
Czytaj w książce →
Nie gniewem, lecz śmiechem się zabija. Naprzód, zabijmyż ducha ciężkości!
Zaratustra mówi, że nie gniewem, lecz śmiechem się zabija, i wzywa słuchaczy, by zabili ducha ciężkości.
Czytaj w książce →
Dostrzegło oko Zaratustry, że jeden młodzieniec unika go. Gdy któregoś wieczora szedł samotny po wzgórzach okalających miasto zwane „pstrą krową”, spostrzegł wśród tej wędrówki owego młodzieńca; siedział on wsparty o…
Zaratustra odnajduje młodzieńca, który go unikał, siedzącego pod drzewem na wzgórzu nad miastem. Mówi, że wiatr zgina drzewo, jak niewidzialne ręce zginają nas, i że im wyżej człowiek się wspina, tym bardziej jego korzenie dążą w zło.
Czytaj w książce →
— Tak jest, w zło! — wykrzyknął młodzieniec. — Jakimże to cudem odkryłeś mą duszę? Zaratustra uśmiechnął się i odparł: — Niejednej duszy nigdy się nie odkrywa, chyba że się ją wprzódy wymyśli. — Tak jest, w zło! —…
Młodzieniec mówi, że Zaratustra odkrył jego duszę. Nie dowierza już sobie, przeobraża się zbyt szybko, na wyżynach jest sam i gardzi tymi, którzy wspinają się jak on.
Czytaj w książce →
Zaratustra uśmiechnął się i odparł:
Zaratustra odpowiada na zdumienie młodzieńca uśmiechem i tą uwagą.
Czytaj w książce →
Tu zamilkł młodzieniec. A Zaratustra, spoglądając na drzewo, przy którym stali, rzekł tymi słowy: — To drzewo stoi samotnie na wzgórzu, wyrosło ono wysoko ponad głowami ludzi i zwierząt. A gdyby mówić zapragnęło, nie…
Zaratustra mówi, że drzewo czeka snadź na pierwszy grom. Młodzieniec woła, że to Zaratustra jest tym gromem, i płacze. Zaratustra obejmuje go ramieniem i odprowadza.
Czytaj w książce →
Czas jakiś szli tak społem, wreszcie Zaratustra rozpoczął w te słowa: — Serce mi tym rozdzierasz. Wymowniej niźli twe słowa wypowiedziały mi twe oczy całe twe niebezpieczeństwo. Nie jesteś jeszcze wolny, ty *szukasz*…
Zaratustra mówi, że oczy młodzieńca zdradzają jego niebezpieczeństwo. Jest wciąż więźniem, który wymyśla wolność, a jego dzikie psy ujadają w piwnicy. Zaratustra błaga go, by nie odrzucał swej miłości i nadziei.
Czytaj w książce →
Szlachetnym czujesz się jeszcze, szlachetnym czują cię jeszcze i ci nawet, co głuchą niechęć i złe spojrzenia ślą za tobą. Wiedz, iż wszystkim stoi szlachetny na zawadzie. Nawet i dobrym stoi szlachetny na zawadzie: a…
Szlachetny stoi wszystkim na zawadzie, a dobrzy nazywają go dobrym tylko po to, by usunąć go z drogi. Jego prawdziwym niebezpieczeństwem jest stać się zuchwalcem, szydercą lub niszczycielem. Zaratustra znał szlachetnych, którzy utracili najwyższą nadzieję, zaczęli oczerniać wszelkie nadzieje i stali się rozpustnikami.
Czytaj w książce →
Lecz na miłość i nadzieję moją zaklinam cię, bracie: nie wyrzucaj bohatera z twej duszy! Dzierżyj święcie twą najwyższą nadzieję! —
Zaratustra kończy powtórnym zaklęciem młodzieńca: niech zachowa w świętości bohatera i najwyższą nadzieję.
Czytaj w książce →
Bywają kaznodzieje śmierci: a ziemia jest przepełniona takimi, których by należało nawoływać do odwrotu od życia. Pełna jest ziemia zbytecznych, zepsute jest powietrze od tych nader licznych. Niechże ich „żywotem…
Zaratustra mówi, że ziemia jest pełna kaznodziejów śmierci i zbytecznych. Następnie opisuje okrutników, którzy kryją w sobie drapieżne zwierzę i nie mają wyboru prócz chuci lub samoudręczenia.
Czytaj w książce →
To są suchotnicy na duszy: ledwie zrodzeni i już umierać poczynający i roztęsknieni ku naukom znużenia i samozaparcia. Pragnęliby nie żyć, zaś my mamy przytakiwać tej ich woli! Miejmy się na baczności i nie budźmy tych…
Suchotnicy na duszy, ledwie zrodzeni, już zaczynają umierać. Na widok chorego lub trupa mówią, że życie jest pokonane, lecz Zaratustra odpowiada, że pokonane jest tylko ich oko. Czekają ponuro na śmierć albo czepiają się życia, drwiąc z siebie, że się go czepiają.
Czytaj w książce →
„Życie jest tylko cierpieniem” — mówią inni i nie kłamią przy tym: baczcież więc, abyście sami żyć przestali. Baczcież, aby ustało to życie, które jest tylko cierpieniem.
Zaratustra przyznaje, że ci inni nie kłamią, po czym każe im baczyć, by sami żyć przestali, i uczynić „powinieneś samego siebie zabić!” nauką swej cnoty.
Czytaj w książce →
„Rozpusta jest grzechem”, — powiadają jedni z tych kaznodziejów śmierci — „usuńmy się przeto i nie płódźmy dzieci!” „Rodzenie jest mozolne, — mówią inni — i po cóż jeszcze rodzić? Rodzi się wszak tylko nieszczęśliwych!”…
Zaratustra wylicza tych, którzy potępiają rozpustę i rodzenie, oraz tych, którzy głoszą litość. Gdyby litościwi byli konsekwentni, obmierziliby bliźnim życie; ich prawdziwą dobrocią byłoby być złymi.
Czytaj w książce →
Lecz i wy, dla których życie jest wściekłą pracą i niepokojem: czyście wy nie umęczeni życiem? Czyście wy nie dojrzeli do kaznodziejstwa o śmierci? Wy, coście umiłowali pracę gwałtowną oraz wszystko, co prędkie, nowe,…
Zaratustra zwraca się przeciw słuchaczom, którzy kochają gwałtowną pracę oraz wszystko, co nowe i obce. Ich pilność nazywa ucieczką i chęcią zapomnienia o sobie. Kończy słowami, że wszystko mu jedno, czy to będzie śmierć, czy żywot wieczny, byle tylko szybko odeszli.
Czytaj w książce →
Przez naszych najlepszych wrogów oszczędzani być nie pragniemy, zarówno jak i przez tych, których umiłowaliśmy z głębi duszy. Zezwólcież mi zatem prawdę wam rzec! Bracia moi w wojnie! Umiłowałem was z głębi duszy, byłem…
Zaratustra oświadcza, że jest dla słuchaczy zarazem kimś z nich i ich najlepszym wrogiem, i nie będzie ich oszczędzał. Wzywa ich, by przyznali się do swej nienawiści i zazdrości, szukali własnego wroga i prowadzili wojnę o swe myśli.
Czytaj w książce →
Winniście miłować pokój jako środek nowej wojny. Zaś pokój krótki bardziej, niźli długi. Was nie wzywam ja do pracy, lecz do walki. Was nie nawołuję do pokoju, lecz do zwycięstwa. Waszą pracą niech będzie walka, waszym…
Zaratustra radzi walkę zamiast pracy i zwycięstwo zamiast pokoju. Wielkie rzeczy zdziałały wojna i odwaga, nie współczucie, a dobrem jest męstwo.
Czytaj w książce →
Nazywają was ludźmi bez serca: lecz wasze serce jest prawdziwe, a ja kocham wstydliwość waszej serdeczności. Wy wstydzicie się waszego przypływu, jako inni wstydzą się swego odpływu. Szpetni jesteście? Niechże i tak…
Zaratustra widzi w słuchaczach wstydliwość serdeczności i złośliwość w ich wyniosłości. Mają mieć tylko wrogów godnych nienawiści i być z nich dumni.
Czytaj w książce →
Bunt — to dostojeństwo w niewolniku. Waszym dostojeństwem niech będzie posłuszeństwo! Wasze rozkazywanie nawet niech będzie posłuszeństwem. Dobremu wojownikowi brzmi milej „musisz”, niźli „chcę”. I wszystko, co wam jest…
Bunt jest dostojeństwem niewolnika; dostojeństwem wojownika jest posłuszeństwo. Wszystko, co im drogie, mają sobie wprzódy pozwolić nakazać.
Czytaj w książce →
Wasze umiłowanie życia, niech będzie miłością waszej najwyższej nadziei: a najwyższą nadzieją waszą niech będzie najwyższa myśl życia! Zaś najwyższą myśl waszą winniście mnie pozwolić sobie rozkazać, — a brzmi ona:…
Umiłowanie życia zostaje związane z najwyższą nadzieją, a najwyższa myśl dana jest jako rozkaz. Zaratustra kończy, odmawiając oszczędzania swych braci w wojnie.
Czytaj w książce →
Zaś najwyższą myśl waszą winniście mnie pozwolić sobie rozkazać, — a brzmi ona: człowiek jest czymś, co pokonanym być winno.
Zaratustra daje słuchaczom ich najwyższą myśl: człowiek ma zostać pokonany.
Czytaj w książce →
Istnieją jeszcze gdzieś narody i stada, wszakże nie u nas, bracia moi: tu istnieją państwa. Państwo? Cóż to jest? Baczność! Uszy mi roztwórzcie, abym wam słowo me rzekł o śmierci ludów. Państwem zwie się najzimniejszy…
Zaratustra przeciwstawia żywe narody, stworzone przez twórców służących życiu, państwu, stworzonemu przez niszczycieli, którzy zastawiają sidła na wielu. Państwo kłamie we wszystkich językach dobra i zła, a wszystko, co posiada, jest kradzione.
Czytaj w książce →
Państwem zwie się najzimniejszy ze wszystkich zimnych potworów. Zimny kłam głosi ono, i ta oto łeż pełznie z jego ust: „Ja, państwo, jestem narodem”.
Państwo zostaje nazwane zimnym potworem, który kłamie.
Czytaj w książce →
Aż nazbyt wielu rodzi się: dla tych zbytecznych wynaleziono państwo! Spojrzyjcież mi, jak ono ich przynęca tych nader licznych! Jak ono ich chłonie, żuje i przeżuwa! „Nie masz na ziemi nic większego nade mnie: jam palec…
Państwo przynęca zbytecznych i kusi nawet wielkie dusze i bohaterów, by mu oddawały cześć. Wysławia umieranie wielu jako „życie” — powolne samobójstwo wszystkich.
Czytaj w książce →
Patrzcież mi na tych zbytecznych! Kradną sobie wszystkie dzieła wynalazców, wszystkie skarby mędrców: wykształceniem zwą tę kradzież swą — a wszystko staje się w nich chorobą i dolegliwością! Patrzcież mi na tych…
Powtarzając „patrzcież mi na tych zbytecznych”, Zaratustra ukazuje, jak kradną dzieła mędrców, biednieją, bogacąc się, i pną się ku tronowi, na którym siedzi być może błoto.
Czytaj w książce →
Bracia moi, chcecież się udusić w wyziewach ich paszczy i żądz! Raczej okna wyłamcie i wyskoczcie na wolność. Unikajcież tej złej woni! Uchodźcież od tego bałwochwalstwa zbytecznych! Unikajcież tej złej woni! Uchodźcież…
Zaratustra wzywa braci, by wyłamali okna, uciekli z oparów i zajęli wolną ziemię. Umiarkowane ubóstwo chroni przed byciem posiadanym.
Czytaj w książce →
Gdzie państwo się kończy, tam dopiero zaczyna się człowiek, który nie jest zbyteczny: tam się poczyna pieśń niezbędnego, jednokrotną i niezastąpioną nutą. Gdzie państwo *ustaje*, — spojrzyjcież mi, bracia moi! Czyż nie…
Zaratustra mówi, że gdzie państwo się kończy, tam zaczyna się pieśń niezbędnych i niezastąpionych, i wskazuje tęczę i mosty nadczłowieka.
Czytaj w książce →
Uciekaj, przyjacielu, do samotni twej. Widzę, żeś ogłuszony hałasem wielkich ludzi i żądłem małych. Godnie umieją milczeć wraz z tobą las i skała. Upodobnij się znów drzewu, które ukochałeś, drzewu gałęzistemu: ciche i…
Zaratustra wzywa przyjaciela, by uciekł od hałasu wielkich i żądeł małych. Wskazuje ciche drzewo nad morzem i mówi, że gdzie samotność się kończy, tam zaczyna się targ.
Czytaj w książce →
Niczym są na świecie najlepsze nawet rzeczy bez tego, który je na widownię wywiedzie: wielkimi ludźmi zwie lud tych wystawców. Mało pojmuje lud wszystko, co wielkie, to jest: twórcze. Ma on jednak zmysł ku wszelkim…
Zaratustra przeciwstawia aktorów, zmiennych i dbających o hałas i efekt, twórcom wartości. Aktor dowodzi, wywracając, przekonuje, doprowadzając do szału, i wierzy tylko w głośnych bogów.
Czytaj w książce →
Z dala od rynku i sławy dzieje się wszystko, co wielkie: z dala od rynku i sławy mieszkają z dawien dawna odkrywcy nowych wartości.
Tłum nalega na przyjaciela, by natychmiast powiedział „tak” lub „nie”, lecz prawda nigdy nie wisiała u ramienia bezwzględnych. Powinien wrócić do swego bezpieczeństwa i pozwolić, by doświadczenie przychodziło powoli, jak do głębokich studni.
Czytaj w książce →
Uciekaj, przyjacielu, do samotni twej: widzę, żeć pokąsały jadowite muchy. Umykaj tam, gdzie wieje ostre i tęgie powietrze! Uciekaj do samotni! Żyłeś zbyt blisko małych i mizernych. Uciekaj od ich zemsty niewidocznej!…
Zaratustra ostrzega, że przyjaciel krwawi od niezliczonych drobnych ukąszeń i zostanie wydrążony przez krople. Nie powinien podnosić na nie ramienia, bo nie jest jego udziałem być oganką na muchy.
Czytaj w książce →
Tak więc, przyjacielu, jesteś złym sumieniem bliźnich twoich: gdyż nie są warci ciebie. Nienawidzą cię przeto i krew by twą żłopać radzi.
Muchy schlebiają, skomlą i udają uprzejmość, lecz podejrzewają wielkiego i karzą go za jego cnoty. Nawet jego łagodność sprawia, że czują się wzgardzeni, a jego wielkość czyni je jeszcze bardziej muszymi.
Czytaj w książce →
Uciekaj, bracie, do samotni twej i tam, gdzie wieją ostre i surowe tchnienia. Nie twoim to udziałem być oganką na muchy. Tako rzecze Zaratustra.
Zaratustra powtarza nakaz ucieczki do samotni i przestrogę, by nie być oganką na muchy.
Czytaj w książce →
Ukochałem las. Ciężko żyć po miastach: zbyt wielu tam jurnych. Czyż nie lepiej wpaść w ręce zbrodniarza, niźli w marzenia chutliwej kobiety? Patrzcież mi na te otroki! — wszak ich oczy mówią wyraźnie, — nie znają oni…
Zaratustra mówi, że ukochał las, a miasta są pełne jurnych. Doradza niewinność zmysłów, a nie ich zabijanie.
Czytaj w książce →
Radzęż ja wam, abyście zabili w sobie zmysły? Ja wam doradzam zmysłów niewinność!
Zaratustra odpowiada na własne pytanie: nie radzi zabijać zmysłów.
Czytaj w książce →
Wzywamż ja was ku czystocie? Czystota ta jest u niektórych cnotą, lecz u wielu nieomal występkiem. Ci uprawiają powściągliwość: jednakże ta suka zmysłowości przeziera zawistnie ze wszystkiego, co czynią. Nawet na wyżyny…
Za powściągliwymi wciąż wlecze się suka zmysłowości, która żebrze o źdźbło ducha, gdy odmówi się jej mięsa. Przebiera się za umiłowanie tragedii i współcierpienie. Tym, którym czystota przychodzi z trudem, należy jej odradzać, by nie zawiodła ich w błoto duszy.
Czytaj w książce →
I tę przypowieść daję wam jeszcze: niejeden, co diabła z siebie wypędzić pragnął, sam przy tym w świnię wstąpił.
Zaratustra podaje przypowieść o ludziach, którzy chcą wypędzić z siebie diabła, a sami wstępują w świnię.
Czytaj w książce →
Mówięż ja może o sprawach brudnych? Nie jest to jeszcze dla mnie rzeczą najgorszą. Bo nie wówczas gdy prawda jest brudna, lecz gdy jest płytka, zanurza się badacz niechętnie w jej wody. Zaprawdę, bywają czystotni z…
Zaratustra mówi, że mówienie o sprawach brudnych nie jest najgorsze; gorsza jest prawda płytka. Kończy na czystotnych z natury, którzy śmieją się i nazywają czystotę głupstwem, które przyszło do nich jak gość.
Czytaj w książce →
„Jednego mam wokół siebie zawsze za wiele — myślał pustelnik. — Zawsze tylko: jeden razy jeden — to uczynić wreszcie gotowe dwa!” „Ja” i „mnie” są zawsze w zbyt żarliwej ze sobą gawędzie; jakżeby to wytrzymać się dało,…
Pustelnik ma wokół siebie zawsze jednego za wiele, gdyż „ja” i „mnie” wnet czynią dwa. Przyjaciel jest korkiem, który nie pozwala ich rozmowie zapaść w głębie, a nasza tęsknota do przyjaciela zdradza brak wiary w siebie.
Czytaj w książce →
Często pragnie się miłością przeskoczyć tylko zawiść. Często również urażamy, czynimy sobie wroga, aby ukryć, iż sami jesteśmy urażalni. „Bądźże przynajmniej mym wrogiem!” — tako mówi prawdziwa pokora, co o przyjaźń…
Miłością często chce się tylko przeskoczyć zawiść, a atakiem ukryć własną urażalność. Pokora, która nie śmie prosić o przyjaźń, mówi: „Bądźże przynajmniej mym wrogiem!”. W druhu należy czcić także wroga.
Czytaj w książce →
Dla przyjaciela swego nie możesz nigdy dosyć strojnie się przyodziać: gdyż winieneś mu być strzałą i tęsknotą ku nadczłowiekowi.
Ukazanie się przyjacielowi nago razi go. Twarz śpiącego przyjaciela to własna twarz w chropawym zwierciadle, co przypomina, że człowiek powinien być pokonany.
Czytaj w książce →
W odgadywaniu i przemilczaniu mistrzem powinien być przyjaciel: nie powinieneś pragnąć być wszystkim zarazem. Sen niech ci objawia, co czyni przyjaciel twój na jawie. Odgadywanie niech będzie twym współczuciem: abyś…
Nie wszystko trzeba widzieć; sen niech objawia, co przyjaciel czyni na jawie. Współczucie powinno być delikatne i kryć się pod twardą skorupą, a przyjaciel ma być powietrzem, samotnością, chlebem i lekarstwem. Niewolnik nie może być przyjacielem, a tyran mieć przyjaciół.
Czytaj w książce →
Zbyt długo tkwił w kobiecie niewolnik i tyran. Przeto nie dojrzała jeszcze kobieta do przyjaźni: zna ona tylko miłość. W miłości kobiety jest niesprawiedliwość i zaślepienie przeciw wszystkiemu, czego nie kocha. Nawet w…
Zbyt długo tkwił w kobiecie niewolnik i tyran, dlatego zna ona tylko miłość, w której jest niesprawiedliwość, zaślepienie, błyskawica i noc. Kobiety są jeszcze kotami, ptakami lub w najlepszym razie krowami, a Zaratustra pyta, którzy mężczyźni są zdolni do przyjaźni.
Czytaj w książce →
Wszak bywa kamractwo: obyż i przyjaźń była.
Zaratustra gani ubóstwo i skąpstwo duszy mężczyzn i kończy życzeniem, by kamractwo stało się przyjaźnią.
Czytaj w książce →
Wiele krain widział Zaratustra i ludów wiele: tak odkrył zło i dobro wielu ludów. I nie znalazł Zaratustra większej potęgi na świecie ponad zło i dobro. Żyć by nie zdołał żaden naród, który by wprzódy nie był oceniał;…
Zaratustra opowiada, że w swych wędrówkach nie znalazł na świecie większej potęgi niż zło i dobro. Każdy naród ocenia inaczej, by się zachować, a jego tablica wartości wyraża to, co uważa za trudne, i to, co pozwala mu panować.
Czytaj w książce →
Wiele krain widział Zaratustra i ludów wiele: większej na świecie potęgi nie znalazł Zaratustra ponad dzieła miłujących: „zło” i „dobro” to ich imiona. Zaprawdę, potworna jest potęga takiego chwalenia i przyganiania.…
Zaratustra powtarza swe odkrycie o dziełach miłujących i pyta, kto zarzuci jarzmo na tysiąc grzbietów tego zwierzęcia. Tysiąc celów było dla tysiąca narodów, lecz nie było jednego celu, a bez celu brakować może samej ludzkości.
Czytaj w książce →
Powiedzcież mi jednak, bracia: jeśli ludzkości celu jeszcze brak, zali nie brak jeszcze — jej samej?
Rozdział kończy się pytaniem: czy bez celu nie brak jeszcze samej ludzkości?
Czytaj w książce →
Tłoczycie się koło bliźnich i macie piękne słowa na to. Ja zaś powiadam wam: to wasze ukochanie bliźnich jest złym umiłowaniem samego siebie. Pierzchacie ku bliźnim przed samymi sobą i pragniecie cnotę z tego uczynić:…
Zaratustra mówi słuchaczom, że ich miłość bliźniego jest złym umiłowaniem samych siebie i ucieczką przed sobą przebraną za cnotę. Doradza zamiast tego ucieczkę od bliźniego i miłość ku najdalszym.
Czytaj w książce →
Ponad umiłowaniem najbliższych stoi miłość ku najdalszym i przyszłym; a bardziej jeszcze, niźli umiłowanie człowieka, waży mi ukochanie rzeczy i upiorów.
Miłość zostaje uszeregowana wzwyż: od bliźniego ku najdalszym i przyszłym, a jeszcze wyżej ku rzeczom i upiorom.
Czytaj w książce →
Upiór, co przed tobą majaczy, o bracie mój, jest stokroć piękniejszy od ciebie; czemu ty ciała i krwi swojej jemu nie oddasz? Lecz ty oto lękasz się widma swego i pierzchasz ku bliźniemu. Z samymi sobą podołać nie…
Zaratustra mówi, że ludzie nie mogą znieść samych siebie, więc zwodzą bliźniego, by ich pokochał, i przywołują świadków, by schlebiali ich wyobrażeniu o sobie. Taka miłość kłamie, czyni z samotności więzienie, a płacą za nią najdalsi.
Czytaj w książce →
Nie lubię was, ani uczt waszych: zbyt wielu aktorów zastawałem przy nich i zbyt wielu widzów nawet o zachowaniu aktorskim.
Zaratustra mówi, że nie lubi także ich uczt, bo zastawał przy nich zbyt wielu aktorów, a nawet widzowie zachowywali się jak aktorzy.
Czytaj w książce →
Nie bliźniego więc wskazuję ja wam, lecz przyjaciela. Przyjaciel niech wam będzie ucztą tej ziemi i przeczuciem nadczłowieka. Pouczam was o przyjacielu i jego sercu rozlewnym. Należy jednak umieć być gąbką, jeśli się…
Zaratustra uczy przyjaciela zamiast bliźniego: uczty tej ziemi i przeczucia nadczłowieka, z sercem rozlewnym i skończonym światem do rozdania. Trzeba umieć być gąbką, by być kochanym przez takie serca, a w przyjacielu kocha się nadczłowieka.
Czytaj w książce →
Bracia moi, nie ku miłości bliźnich i bliskich wzywam ja was: wołam ku umiłowaniu dalekich i co najdalszych!
Zaratustra krótko powtarza swą radę: nie miłość bliźniego, lecz umiłowanie najdalszych.
Czytaj w książce →
Chcesz więc, bracie mój, w osamotnienie iść? Chcesz drogi ku samemu sobie szukać? Uczyń zwłokę krótką i posłuchaj mnie. „Kto szuka, łatwo sam się gubi. Każde osamotnienie jest przewinieniem”: tak oto mawia trzoda. A tyś…
Zaratustra zwraca się do brata, który chce iść w osamotnienie, i prosi go o chwilę zwłoki. Mówi, że sumienie trzody będzie się w nim długo odzywać, i żąda dowodu jego siły i prawa.
Czytaj w książce →
Czyś jest nową siłą i nowym prawem? Czyś jest nowym ruchem? Z siebie toczącym się kołem? Czy możesz zmusić gwiazdy, aby wokół ciebie krążyły? Ach, tyle jest pochutliwości ku wyżynom! Bywa tyle pokurczy próżności! Pokaż…
Zaratustra poddaje próbie roszczenie do wolności: ambicja i nadęte myśli nie są siłą. Ucieczka spod jarzma nic nie znaczy, jeśli nie umie się dać sobie prawa i znieść samotności z nim.
Czytaj w książce →
Wolny — od czego? Lecz cóż to Zaratustrę obchodzić może! Jasno niech mi twe oczy zwiastują: *ku czemu* wolny?
Zaratustra pyta nie o to, od czego się jest wolnym, lecz ku czemu.
Czytaj w książce →
Dziś jeszcze cierpisz z powodu wielu, ty jeden: dziś jeszcze masz całkowitą otuchę i nadzieje wszystkie. Lecz przyjdzie czas, gdy cię umęczy samotność, gdy się twa duma nagnie, a otucha trzeszczeć pocznie. Wówczas…
Zaratustra przepowiada samotnikowi nadchodzące znużenie, zwątpienie i trwogę. Zapowiada wzgardę, zawiść i niesprawiedliwość innych i każe mu przyjąć to i mimo wszystko świecić jak gwiazda.
Czytaj w książce →
A strzeż się dobrych i sprawiedliwych! Oni zawsze radzi ukrzyżować tych, co własną sobie wynajdują cnotę, — nienawidzą samotnika. Miej się na baczności przed świętą prostodusznością. Wszystko, co nie prostoduszne, jest…
Zaratustra przestrzega przed dobrymi i sprawiedliwymi, którzy radzi ukrzyżować wynalazców własnej cnoty, przed świętą prostodusznością i przed porywami własnej miłości. Radzi podawać nie dłoń, lecz łapę — z pazurami.
Czytaj w książce →
Idziesz, samotniku, drogą ku samemu sobie! Tuż obok ciebie droga twa wiedzie i tuż obok twych siedmiu diabłów. Kacerzem będziesz dla siebie i czarownicą, będziesz i wróżbiarzem, i błaznem, i wątpicielem, i nieświętym, i…
Najgorszym wrogiem jest się samemu sobie. Droga wiedzie obok siedmiu własnych diabłów, przez bycie dla siebie kacerzem i złoczyńcą, ku spaleniu i odnowie. Miłość i wzgarda dla siebie razem napędzają tworzenie.
Czytaj w książce →
Winieneś pragnąć, abyś się spalił we własnym ogniu: bo jako odnowić się chcesz, jeśliś się wprzódy w popiół nie zamienił.
Twórca musi być gotów spalić się na popiół, by stać się nowym.
Czytaj w książce →
Z miłością swą idź do samotni i z twórczością twą, o bracie mój; — późno powlecze się wreszcie za tobą kulawa sprawiedliwość. I ze łzami mymi idź w samotnię swą, o bracie mój! Kocham tego, co ponad siebie samego tworzyć…
Zaratustra posyła brata w samotnię z miłością, twórczością i ze swoimi łzami. Mówi, że kocha tego, kto ponad siebie samego tworzyć pragnie i tak oto zanika.
Czytaj w książce →
„Czemuż, Zaratustro, przemykasz się tak płochliwie o zmierzchu? Cóż to osłaniasz tak troskliwie swym płaszczem? Jestże to skarb, który ci darowano? czy też dziecię, które ci się narodziło? Lub też poczynasz może sam…
Zapytany, co skrywa pod płaszczem, Zaratustra odpowiada, że niesforną małą prawdę. Opowiada, jak stara kobieta poprosiła go, by mówił o kobiecie, a on się zgodził.
Czytaj w książce →
Wszystko w kobiecie jest zagadką i wszystko w kobiecie ma jedno rozwiązanie: zwie się ono brzemiennością.
Zaratustra podaje brzemienność jako jedyne rozwiązanie zagadki kobiety.
Czytaj w książce →
Wszystko w kobiecie jest zagadką i wszystko w kobiecie ma jedno rozwiązanie: zwie się ono brzemiennością. Mężczyzna jest dla kobiety tylko środkiem: celem jest zawsze dziecko. Lecz czymże jest kobieta dla mężczyzny?…
Mówi, że zagadkę kobiety rozwiązuje brzemienność. Prawdziwy mężczyzna pragnie niebezpieczeństwa i igraszki, więc pożąda kobiety jako najniebezpieczniejszej igraszki, a dziecię ukryte w mężczyźnie ma zostać odkryte.
Czytaj w książce →
Igraszką niech będzie kobieta: czystą i subtelną, jako diament opromieniony cnotami świata, którego jeszcze nie ma. Promień gwiazdy niechaj lśni w waszej miłości! Nadzieja wasza niech brzmi: „obym porodziła…
Kobieta ma być czystą igraszką z promieniem gwiazdy w swej miłości. W miłości ma być waleczna i pełna czci, a mężczyzna winien się jej lękać, gdy kocha lub nienawidzi.
Czytaj w książce →
Promień gwiazdy niechaj lśni w waszej miłości! Nadzieja wasza niech brzmi: „obym porodziła nadczłowieka!”
Zaratustra wzywa kobiety, by miały nadzieję porodzić nadczłowieka.
Czytaj w książce →
Kogóż najbardziej nienawidzi kobieta? — Rzekło raz żelazo do magnesu: „nienawidzę cię najbardziej za to, że pociągasz ku sobie, lecz nie jesteś dość silne, aby przyciągnąć do siebie”. Szczęście mężczyzny brzmi: ja chcę.…
Kobieta najbardziej nienawidzi tego, kogo nie może do siebie przyciągnąć. Szczęście mężczyzny brzmi „ja chcę”, szczęście kobiety „on chce”. Jej duch jest płytką powierzchnią, jego zaś głębokim prądem, którego ona nie pojmuje.
Czytaj w książce →
Wówczas odparła mi starka: „Wiele rzeczy uprzejmych powiedział Zaratustra, osobliwie dla tych, które są jeszcze dosyć młode na to. Rzecz szczególna, Zaratustra mało zna kobiety, a jednak ma słuszność, gdy o nich mówi!…
Starka mówi, że ma on słuszność, choć mało zna kobiety. W podzięce daje mu swą małą prawdę, którą trzeba otulić i zatkać jej usta: „Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!”.
Czytaj w książce →
Pewnego razu w dzień upalny zasnął Zaratustra pod drzewem figowym, zarzuciwszy ramiona na głowę. I oto podpełzła żmija i ukąsiła go w szyję tak mocno, że Zaratustra krzyknął z bólu. Gdy odjął ramię sprzed twarzy, ujrzał…
Żmija kąsa śpiącego Zaratustrę w szyję. On dziękuje jej, że go zbudziła, mówi, że żaden smok nie umiera od jadu węża, i każe jej odebrać jad z powrotem. Żmija liże jego ranę.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra jednego razu opowiadał to uczniom swoim, pytali go: „I jakiż, o Zaratustro, jest morał twej powieści?” Zaratustra odparł na to: Burzycielem moralności zwą mnie dobrzy i sprawiedliwi: moja opowieść jest…
Uczniowie pytają, jaki jest morał tej opowieści. Zaratustra odpowiada, że dobrzy i sprawiedliwi zwą go burzycielem moralności, a jego opowieść jest niemoralna.
Czytaj w książce →
Skoro więc wroga macie, nie odpłacajcież mu dobrem za zło: gdyżby to zawstydzało. Dowiedźcież mu raczej, iż wyświadczył wam coś dobrego. A raczej gniewem zapłońcie, niżbyście zawstydzać mieli! A gdy was przeklinają,…
Zaratustra mówi uczniom, by nie zawstydzali wroga dobrem, lecz dowiedli mu, że wyświadczył im coś dobrego. Radzi dzielić się krzywdą, przedkładać małą zemstę nad żadną i brać winę na siebie, gdy jest się dość bogatym.
Czytaj w książce →
Nie znoszę waszej zimnej sprawiedliwości; z oczu sędziów waszych wyziera zawsze kat i jego zimne żelazo. Powiedzcież mi, gdzież jest tu sprawiedliwość, która jest miłością o oczach widzących? Wynajdźcież mi tę miłość,…
Nie znosi zimnej sprawiedliwości sędziów, z których oczu wyziera kat. Domaga się miłości, która podźwignie wszelką winę, i sprawiedliwości, która uniewinni każdego prócz sędziego. Mówi, że nie może być sprawiedliwy z głębi duszy, i daje każdemu to, co jego.
Czytaj w książce →
Powiedzcież mi, gdzież jest tu sprawiedliwość, która jest miłością o oczach widzących?
Zaratustra pyta, gdzie znaleźć sprawiedliwość, która jest miłością o oczach widzących.
Czytaj w książce →
Wreszcie, bracia moi, baczcie, abyście nie czynili krzywdy samotnikom! Jakże by samotnik mógł zapomnieć! Jakże by on mógł się odwzajemnić! Samotnik jest jako studnia głęboka. Łatwo kamień weń wrzucić; lecz gdy dna on…
Zaratustra przestrzega braci, by nie krzywdzili samotnika, który nie umie ani zapomnieć, ani się odwzajemnić. Porównuje go do głębokiej studni, do której łatwo wrzucić kamień, lecz nie sposób go wydobyć, i mówi, że kto go skrzywdził, niech go czym prędzej dobije.
Czytaj w książce →
Mam jedno pytanie dla ciebie jedynie, bracie mój. Rzucam je jako ołowiankę w twą duszę, abym jej głębię zmierzył. Jesteś młody i życzysz sobie dziecka, i o małżeństwie zamyślasz. Ja zaś pytam ciebie: zaliś jest…
Zaratustra rzuca pytanie jak ołowiankę w duszę młodego brata. Pyta, czy pragnienie dziecka płynie ze zwycięstwa, czy z potrzeby, i mówi, że należy budować nie tylko naprzód, lecz wzwyż.
Czytaj w książce →
Małżeństwo: tak oto zowię wolę dwojga, aby stworzyć jedno, co stanie się czymś więcej, niźli ci, co je stworzyli. Pokorą wzajemną zowię małżeństwo, pokorą przed piastującymi wolę taką.
Zaratustra podaje własne znaczenie małżeństwa: wola dwojga, by stworzyć jedno, które ich przewyższy, i wzajemna cześć dla siebie jako tych, którzy tego chcą.
Czytaj w książce →
To niechaj będzie treścią i prawdą twego małżeństwa. Lecz co ci nader liczni, ci zbyteczni małżeństwem zowią, — och, jakże bym ja to nazwać miał? O, to ubóstwo dusz we dwoje! Ten brud dusz we dwoje! Ta żałosna błogość…
Zaratustra wyszydza pospolite małżeństwo jako ubóstwo, brud i żałosną błogość dusz we dwoje. Drwi z małżeństw zawieranych w niebie i kreśli ostre portrety mężczyzn, których małżeństwo skończyło się małym kłamstwem lub jednym długim głupstwem. Dodaje, że dzieci płaczą nad takimi rodzicami.
Czytaj w książce →
Wasza miłość dla kobiety i miłość kobiety dla mężczyzny: o, gdybyż one były współczuciem dla cierpiących i ukrytych bóstw! Lecz zazwyczaj odgaduje się wzajemnie para zwierząt. Lecz nawet wasza najlepsza miłość jest…
Zaratustra mówi, że większość miłości to para zwierząt, które się odgadują. Nawet najlepsza miłość jest tylko przenośnią i pochodnią ku wyższym drogom. Pyta, czy wola małżeństwa młodzieńca jest tą strzałą tęsknoty ku nadczłowiekowi, i nazywa taką wolę świętą.
Czytaj w książce →
Wielu umiera za późno, niektórzy umierają zbyt wcześnie. Obco brzmi jeszcze nauka: „umieraj w porę!” Umieraj w porę: tako poucza Zaratustra. Oczywiście, kto nigdy w porę nie żył, jakżeby ten miał w porę umrzeć? Obyś…
Zaratustra otwiera mowę swoim nakazem i mówi, że kto nigdy w porę nie żył, nie może też w porę umrzeć. Mówi, że śmierć nie jest jeszcze świętem uroczystym.
Czytaj w książce →
Ja wam wskazuję skon dokonywujący, skon co dla żywych bodźcem i ślubowaniem się staje. Własną śmiercią umiera dokonywujący, umiera zwycięski w otoczeniu ślubujących i nadziei pełnych. Tako umierać powinni się ludzie…
Idealna śmierć jest zwycięska, w otoczeniu ślubujących i nadziei pełnych; rzeczą wtórą jest śmierć w walce. Obie zestawione są ze śmiercią, co zęby szczerzy i niby złodziej się skrada. Kto ma cel swój i puściznę po sobie, ten pragnie śmierci w porę.
Czytaj w książce →
Moją śmierć sławię ja wam, śmierć wolną, która po mnie przyjdzie, ponieważ ja tego chcę.
Zaratustra sławi śmierć, która przychodzi, ponieważ on tego chce.
Czytaj w książce →
Zaprawdę, nie chcę być jako powroźnicy, co wysnuwają nić coraz dłuższą, sami przy tym wstecz się cofając. Niejeden staje się zbyt stary dla własnych prawd i zwycięstw; bezzębne usta nie mają prawa do każdej prawdy. Zaś…
Zaratustra mówi, że niejeden staje się zbyt stary dla własnych prawd i powinien odejść, póki najlepiej smakuje. Inni zbyt długo wiszą na gałęzi, trzymani przez tchórzostwo, a on pragnie burzy, która by ich strząsnęła.
Czytaj w książce →
Obyż przyszli kaznodzieje *rychłej* śmierci! To by mi były wichry pożądane i otrząsacze drzewa życia! Zewsząd słyszę jednak tylko kaznodziejów powolnej śmierci i cierpliwości na wszystko, co „ziemskie”. Ach, wy to…
Zaratustra pragnie kaznodziejów rychłej śmierci i szydzi z tych, którzy głoszą śmierć powolną. Hebrajczyk Jezus, niedojrzały i opadnięty tęsknicą za śmiercią, może odwołałby swą naukę, gdyby żył dłużej. Kto dojrzały, ten wolny jest ku śmierci i wolny w śmierci.
Czytaj w książce →
Niechże skon wasz nie będzie bluźnierstwem człowiekowi i ziemi, przyjaciele moi: upraszam to sobie od miodu dusz waszych. W skonie waszym niech płonie duch i cnota wasza, jako zorza wieczorna ponad ziemią, — w…
Zaratustra prosi, by skon jego przyjaciół nie był bluźnierstwem człowiekowi i ziemi, lecz płonął jako zorza wieczorna. Sam w ziemię się obróci, a złotą piłkę swego celu przerzuca przyjaciołom.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra pożegnał miasto, ku któremu skłonne było serce jego, miasto, zwane „pstrą krową” — podążyli za nim ci, co się uczniami jego zwali, liczną towarzysząc mu drużyną. Tako doszli społem do rozstaju dróg:…
Opuszczając miasto zwane „pstrą krową”, Zaratustra mówi uczniom na rozstaju dróg, że dalej pójdzie samotny. Wręczają mu posoch, w którego złotej rękojeści wije się wąż wokół słońca.
Czytaj w książce →
Powiedzcież mi: czemu złoto zdobyło sobie wartość najwyższą? Ponieważ jest niepospolite, niepożyteczne, jaśniejące i w blasku swym łagodne; ono się zawsze darowuje. Tylko jako odzwierciedlenie najwyższej cnoty, zdobyło…
Zaratustra pyta, czemu złoto zdobyło wartość najwyższą, i odpowiada: bo jest niepospolite, niepożyteczne, jaśniejące i zawsze się darowuje. Uczniowie łakną, by sami stać się darem, dlatego gromadzą bogactwa, aby je znów rozdawać. To samolubstwo nazywa zdrowym i świętym.
Czytaj w książce →
Bywa wszakże inne samolubstwo, nad miarę ubogie, głodne, zawsze kraść gotowe, — chciwość chorych, chore samolubstwo. Oczyma złodzieja spogląda ono na wszystko świecące; żarłocznością głodu mierzy tych wszystkich, którzy…
Inne samolubstwo kradnie, chciwie spogląda na tych, którzy mają obfitość, i pełza wokół hojnych stołów. Zaratustra nazywa to zwyrodnieniem, zmysłem, który woła „Wszystko dla mnie”, i mówi, że odgadujemy je wszędzie tam, gdzie brak duszy obdarzającej.
Czytaj w książce →
Wzwyż wzlatują ducha naszego zamysły: i tym są one przenośnią naszego ciała; są przenośnią jego wywyższenia. Takich wywyższeń przenośnie są imionami cnót. Tako przechodzi ciało szlakiem dziejów, jako stające się i…
Imiona zła i dobra są tylko przenośniami, które napomykają. Cnota zaczyna się, gdy ciało zostaje dźwignięte, a duch mówi w przenośniach: przepełne serce wzbiera jak strumień, a wola rozkazuje wszechrzeczy jako wola miłującego. Zaratustra nazywa tę nową cnotę mocą, złotym słońcem, wokół którego wije się wąż poznania.
Czytaj w książce →
Tu zamilkł Zaratustra i spojrzał z miłością na uczniów swoich. Niebawem podjął w te słowa: — a przemienił się głos jego. Pozostańcie wierni ziemi, bracia moi, wierni potęgą waszej cnoty! Wasza miłość darząca i wasze…
Duch i cnota często odlatywały i błądziły, a człowiek jest wciąż próbą, która dziedziczy zarówno rozum, jak i szaleństwo tysiącleci. Zaratustra wzywa słuchaczy, by sami siebie uleczyli i na nowo ustanowili wartość rzeczy. Mówi, że ziemia ma stać się miejscem uzdrowienia, a samotni staną się kiedyś ludem, z którego wyrośnie nadczłowiek.
Czytaj w książce →
Pozostańcie wierni ziemi, bracia moi, wierni potęgą waszej cnoty! Wasza miłość darząca i wasze poznanie niechaj służą ziemskiej treści! Tako proszę i zaklinam was.
Odmienionym głosem Zaratustra zaklina uczniów, by ich miłość i poznanie służyły ziemskiej treści.
Czytaj w książce →
Sam oto idę dalej, młodzi moja! I wy takoż idźcie stąd, a samopas! Tako chcę. Zaprawdę, radzę ja wam: idźcie precz ode mnie i brońcie się przeciw Zaratustrze! Lub lepiej jeszcze: wstydźcie się jego! Może on was oszukał.…
Zaratustra mówi, że idzie sam, i każe uczniom odejść i bronić się przeciw niemu. Wyznawcy niewiele ważą, bo jeszcze samych siebie nie szukali; dopiero gdy wszyscy się go zaprą, powróci.
Czytaj w książce →
Tak więc wzywam was, abyście mnie zgubili, a w zamian samych siebie znaleźli; i kiedy wszyscy mnie się zaprzecie, naonczas dopiero do was powrócę.
Zaratustra uzależnia swój powrót od tego, czy uczniowie się go zaprą.
Czytaj w książce →
I raz jeszcze przyjaciółmi mymi się staniecie oraz dziećmi jednej nadziei: zaczem po raz trzeci nawiedzę was, abyśmy społem wielkie święcili południe. I tym jest to wielkie południe, iż człowiek staje wówczas na połowie…
Zaratustra obiecuje, że po raz trzeci nawiedzi uczniów, by społem z nimi, jako przyjaciółmi i dziećmi jednej nadziei, święcić wielkie południe. Rozdział kończy się wolą: „Pomarli bogowie wszyscy, niechże więc za wolą naszą nadczłowiek żyje”.
Czytaj w książce →
„*Pomarli bogowie wszyscy, niechże więc za wolą naszą nadczłowiek żyje*” — taką niechaj będzie czasu wielkiego południa nasza ostatnia wola! —
Zaratustra podaje wyznanie wiary na wielkie południe.
Czytaj w książce →
Zaczem powrócił Zaratustra w góry i do samotni swej jaskini, a odosobniwszy się od ludzi, czekał jako siewca, gdy swój posiew rzuci. Wzbierała wszakże jego dusza niecierpliwością i pożądaniem tych, których ukochał: gdyż…
Rozstawszy się z uczniami, Zaratustra czeka jako siewca, gdy swój posiew rzuci. Jego dusza wzbiera niecierpliwością ku tym, których ukochał, i pewnego zaranka przed świtem przemawia do swego serca.
Czytaj w książce →
„Jakiż to sen mnie tak przeraził, żem się aż oto zbudził? Nie zjawiłoż mi się dziecię, przystępujące do mnie ze zwierciadłem? »O, Zaratustro — rzekło do mnie dziecię — przejrzyj się w zwierciadle!« A gdym w owo lustro…
Dziecię podsuwa zwierciadło, a Zaratustra widzi w nim nie siebie, lecz diabła maszkarę. Odczytuje to jako przestrogę, że jego nauka jest w niebezpieczeństwie, że zielsko za pszenicę się podaje, i postanawia szukać straconych.
Czytaj w książce →
Z tymi słowy zerwał się Zaratustra, lecz nie jako przepłoszony, co ucieczki szuka, raczej jako jasnowidz i pieśniarz, na którego duch zstąpił. W zdumieniu spoglądały na niego orzeł i wąż: gdyż jako jutrznia promieniało…
Zrywa się nie jako przepłoszony, lecz jako jasnowidz, na którego duch zstąpił. Zdumione zwierzęta widzą na jego obliczu zbliżające się szczęście, a on mówi, że jest ranny swym szczęściem i znów może przemawiać i darowywać.
Czytaj w książce →
Miłość ma niecierpliwa potokami zlewa się na niże, na wschód i zachód. Z milczących gór, z boleści burz prądem rwie ma dusza na doliny. Za długo tęskniłem i wyzierałem w dal. Zbyt długo władała mną samotność: i tak oto…
Zbyt długo władała nim samotność, oduczył się więc milczenia i stał się wskroś ustami, strumieniem, co rwie na doliny. Skacze w wóz nawałnicy, by odnaleźć wyspy szczęśliwości, kochając nawet swych wrogów jako cząstkę swej szczęśliwości.
Czytaj w książce →
A gdy najdzikszego z mych koni dosiąść pragnę, włócznia mi moja najlepiej wonczas wygadza: ona mej nodze każdego czasu rada służy: — Ta włócznia, którą w mych wrogów cisnę! Jakżem wdzięczny nieprzyjaciołom moim, że…
Włócznia pomaga mu dosiąść najdzikszego z koni, a on jest wdzięczny wrogom, że ma w kogo nią cisnąć. Jego szczęście nadciągnie jako burza; wrogowie wezmą go za złego, a przyjaciele mogą umknąć przed jego dziką mądrością.
Czytaj w książce →
Och, bodajżebym ja potrafił fletnią pasterczą przywabić was z powrotem! Och, bodajżeby ma lwia mądrość tkliwych nauczyła się poryków! Wszak tyle nauczyliśmy się już społem!
Ma nadzieję przywabić przyjaciół z powrotem fletnią pasterską. Jego dzika mądrość, zrodzona w samotnych górach, błąka się teraz po pustkowiu, szukając miękkiej gleby serc jego przyjaciół.
Czytaj w książce →
Figi padają z drzew, dobre są one i słodkie; a gdy padają, pęka na nich skóra czerwona. Jestem wichrem północnym dla dojrzałych fig. I jako figi spadają ku wam, przyjaciele, nauki me: pijcież ich sok i słodką ich…
W jesiennej scenerii Zaratustra porównuje swe nauki do padających fig. Mówi, że słowo nadczłowiek zastępuje teraz słowo Bóg.
Czytaj w książce →
Bóg jest domniemaniem: lecz ja pragnę, aby domniemania wasze nie sięgały dalej, niźli wasza wola twórcza. Czybyście zdołali Boga *stworzyć*? — Więc milczcież mi o wszystkich bogach! Wszakże nadczłowieka stworzyć…
Zaratustra pyta, czy zdołaliby Boga stworzyć lub wyobrazić sobie, i ogranicza ich domniemania do granic pomyślanego. Dowodzi, że gdyby bogowie byli, nie zniósłby, że sam bogiem nie jest, a więc nie ma bogów.
Czytaj w książce →
Wreszcie, abym wam, przyjaciele, całkowicie me serce objawił: jeśliby bogowie byli, jakżebym ja zniósł, abym bogiem nie był! A więc nie ma bogów.
Zaratustra objawia swe serce i wypowiada wniosek, że nie ma bogów.
Czytaj w książce →
Bóg jest domniemaniem: lecz któż zdoła wypić całą mękę tego domniemania, nie przypłaciwszy jej życiem. Więc masz być odebraną tworzącemu jego wiara, orłu jego poloty po orlich dalach? Bóg jest myślą, co wszystko proste…
Zaratustra pyta, kto zdoła wypić całą mękę domniemania Boga, nie przypłaciwszy jej życiem. Myśl o Bogu nazywa kołowacizną, która czyni czas kłamstwem, i pragnie przenośni usprawiedliwiających wszelką znikomość.
Czytaj w książce →
Twórczość — oto jest wielkie wyzwolenie z cierpień i ulżenie życia. Lecz, żeby twórca powstał, wiele cierpień tu trzeba i wiele przeistoczeń.
Zaratustra mówi, że twórca potrzebuje cierpienia i wielu umierań oraz musi znosić bóle rodzącej. Wspomina własne liczne pożegnania i mówi, że jego losem jest to, czego chce jego wola.
Czytaj w książce →
Wszystko czujące cierpi we mnie i jest w więzieniu zamknięte: lecz wola ma zjawia mi się zawsze, jako wybawca i zwiastun radosny. Wola wyswabadza: oto jest prawdziwa nauka o woli i wolności; — tak was uczy Zaratustra.
Zaratustra mówi, że wszystko czujące cierpi w nim, lecz wola go wyzwala. Prosi, by oszczędzona mu była niemoc, w której się już nie chce, nie wartościuje i nie tworzy.
Czytaj w książce →
Precz od Boga i od bóstw wabi mnie ma wola twórcza; cóż by bo pozostawało do tworzenia, gdyby bogowie byli! Lecz do człowieka pociąga mnie raz po raz ma płomienna wola twórcza: tako pociąga młot ku głazowi. W kamieniu,…
Wola wabi go precz od bogów, ku człowiekowi, w którym drzemie posąg w najtwardszym głazie. Wali w niego młotem, nie dbając o odłamy, gdyż piękno nadczłowieka marą ku niemu przyszło.
Czytaj w książce →
Przyjaciele moi, głos mowy szyderczej dobiegł do waszego druha: „patrzcież na Zaratustrę! czyż nie obcuje on z nami, jako ze zwierzętami?” Lecz tak oto słuszniej rzec by należało: „poznający przebywa pośród ludzi, jako…
Zaratustra odpowiada na szyderstwo pod swym adresem: poznający przebywa pośród ludzi jak pośród zwierząt, bo człowiek zbyt często musiał się sromać. Szlachetny oszczędza cierpiącym wstydu, nie znosi miłosiernych i woli litość z daleka, z osłoniętą głową i nierozpoznany.
Czytaj w książce →
Zaprawdę, tym i owym wygodziłem cierpiącym: lecz bodaj, iż zawsze rzecz lepszą czyniłem, gdym się uczył, jakbym się lepiej radował. Od czasu gdy ludzie istnieją, za mało weselił się człowiek: to jedynie, bracia moi,…
Zaratustra tłumaczy, czemu jego pomoc zawstydzała cierpiących i jak wielkie zobowiązania rodzą zemstę, a małe dobrodziejstwa stają się toczącym robakiem. Radzi przyjmować z rezerwą, daje przyjaciołom, innym pozwala zrywać owoce ze swego drzewa i zniósłby żebraków.
Czytaj w książce →
Od czasu gdy ludzie istnieją, za mało weselił się człowiek: to jedynie, bracia moi, jest naszym grzechem pierworodnym!
Zaratustra nazywa grzechem pierworodnym ludzkości to, że za mało się weseliła; ucząc się lepiej weselić, oduczamy się przyczyniać innym boleści.
Czytaj w książce →
Zasie rzeczą najgorszą są małe myśli. Zaprawdę, lepszy jest zły czyn, niźli mała myśl.
Zły czyn jest jak wrzód, który pęka i mówi uczciwie, mała myśl zaś to ukryta zaraza, która toczy całe ciało. Opętanemu przez diabła radzi, by swego diabła wyhodował i tak znalazł drogę do wielkości.
Czytaj w książce →
Tak oto mawia wielka miłość: ona przezwycięża nawet i przebaczenie wraz z współczuciem.
Życie pośród ludzi jest trudne, bo trudno milczeć. Dla cierpiącego przyjaciela bądź twardym łożem polowym, a przyjacielowi, który cię skrzywdził, powiedz, że nie możesz mu przebaczyć krzywdy, którą wyrządził samemu sobie.
Czytaj w książce →
Należy krzepko dzierżyć serce swe; jeśli mu pozwolić rządzić, jako zechce, zaprzepaści się wraz z sercem i głowa! Och, gdzież na świecie działy się większe szaleństwa, niźli pośród litościwych? I cóż stworzyło więcej…
Nic nie stworzyło więcej cierpień niż szaleństwa litościwych, a kochający potrzebują wyżyny sięgającej ponad litość. Słowa diabła, że litość nad człowiekiem przyprawiła Boga o śmierć, są przestrogą przed ciężką chmurą.
Czytaj w książce →
Zważcież i to słowo jeszcze: każda wielka miłość jest ponad współczuciem: gdyż ona chce rzecz ukochania dopiero — stworzyć!
Na koniec Zaratustra stawia twórczą miłość ponad litością; twórca składa w ofierze siebie i bliźniego zarazem, i dlatego jest twardy.
Czytaj w książce →
Razu pewnego Zaratustra dał znak uczniom swoim i rzekł tymi słowy: „Kapłani tu są: aczkolwiek to wrogowie moi, mijajcie ich w ciszy, i niech spoczywa oręż wasz! I między nimi są bohaterzy; wielu z nich cierpiało…
Zaratustra daje znak uczniom, by w ciszy minęli kapłanów. Nazywa ich wrogami, którzy cierpieli zanadto i dlatego pragną innym cierpienia przyczyniać, mówi jednak, że krwią jest z nimi spokrewniony.
Czytaj w książce →
Lecz gdy minęli ich, ból ogarnął Zaratustrę; niedługo borykał się wszakże ze swym bólem, niebawem rzekł tymi słowy: Żałosnym zda mi się ten kapłan. Nie w smak są mi też oni; wprawdzie od czasu gdy między ludźmi bawię,…
Gdy ich minęli, ból ogarnia Zaratustrę i mówi o kapłanach jako o więźniach zakutych w okowy przez ich zbawiciela. Porównuje fałszywe wartości do śpiącego potwora wziętego za wyspę, który się zbudzi i pożre wszystko, co na nim zbudowano.
Czytaj w książce →
Patrzcież mi na te schroniska kapłanów! Świątyniami zwą oni te słodkowonne jaskinie. Och, to fałszowane światło, to zdławione powietrze! Tu duszy do własnych wyżyn — wzbijać się nie wolno! Gdyż tak oto brzmi nakaz…
Zaratustra atakuje świątynie jako słodkowonne, mroczne jaskinie, które żądają klęczenia i pokuty. Mówi, że kapłani przezwali Bogiem wszystko, co im się przeciwiało, kochali go, przybijając człowieka do krzyża, i żyją jak trupy.
Czytaj w książce →
Lepsze pieśni śpiewać mi winni, abym w ich wyzwoliciela uwierzyć zdołał: bardziej wyzwolonymi jawić mi się winni jego wyznawcy! Nago pragnąłbym ich ujrzeć: gdyż piękno jedynie winno wzywać na pokutę. Lecz któż podmówi…
Zaratustra mówi, że wyzwoleni winni wyglądać bardziej na wyzwolonych i że jedynie piękno winno wzywać na pokutę. Zbawiciele nigdy nie znali wolności ani poznania, a luki swego ducha wypełniali omamem, który przezwali Bogiem.
Czytaj w książce →
Krzętnie i wrzaskliwie pędzali swe trzody poprzez swoją ścieżkę: jak gdyby ku przyszłości tylko jedna ścieżka wiodła! Zaprawdę, i pasterze ci należeli do owiec! Małe duchy a obszerne dusze posiadali ci pasterze: lecz,…
Pasterze pędzą swe trzody jedną ścieżką ku przyszłości i wypisują krwawe znaki, ucząc, że krwią dowodzi się prawdy. Zaratustra odpowiada, że krew zatruwa naukę, czyniąc z niej obłęd i nienawiść.
Czytaj w książce →
Serce pałające, a głowa zimna: gdzie one się zetkną, tam się rodzi nawałnica, tam powstaje „wybawiciel”. Bywali więksi i zaprawdę, bardziej wysoko urodzeni od tych, których lud zbawicielami zowie, te ponoszące…
Zaratustra nazywa zbawiciela nawałnicą, która rodzi się tam, gdzie serce pałające styka się z zimną głową. Mówi, że bywali więksi i że jego bracia muszą zostać wyzwoleni przez jeszcze większych. Widział nago największego i najmniejszego człowieka i uznał ich za zbyt podobnych.
Czytaj w książce →
Nigdy nie istniał jeszcze nadczłowiek. Nago ujrzałem ich obu, największego i najmniejszego człowieka: —
Zaratustra stwierdza wprost, że nadczłowiek jeszcze nigdy nie istniał.
Czytaj w książce →
Piorunami i ogniem niebieskim należy przemawiać do śpiących i do sennych umysłów. Lecz głos piękności cichy jest: on wkrada się tylko do najczujniejszych dusz. Lekko zadrżała i zaśmiała się dziś tarcza ma; to piękna…
Zaratustra mówi, że głos piękności jest cichy i że śmiało się ono z cnotliwych: oni pragną jeszcze zapłaty. Zaprzecza istnieniu płatmistrza, nawet temu, że cnota jest własną swą nagrodą, i mówi, że jego słowa rozerwą ich dusze jak kieł dzika czy lemiesz.
Czytaj w książce →
Gdyż tym jest prawda wasza: jesteście za *schludni* na brud słów takich, jak: zemsta, kara, nagroda, odwet.
Zaratustra mówi, że prawdą cnotliwych jest ich czystość od tych słów.
Czytaj w książce →
Kochacie swą cnotę, jak matka dziecię kocha; i któż słyszał kiedy, żeby matka za tę miłość opłacona być chciała?
Cnotliwi nazwani są zbyt schludnymi na słowa zemsta, kara i nagroda. Ich cnota jest ich własną samością, jak pierścień, który dąży, by z sobą się zewrzeć, a jej światło wędruje dalej jak światło zgasłej gwiazdy.
Czytaj w książce →
Bywają wprawdzie i tacy, których cnotą jest kurcz pod biczem: baczyliście mi zanadto na krzyk takich cnotliwców! Bywają i tacy, którzy cnotą zwą zleniwienie swych nałogów: a gdy ich zemsta oraz ich zawiść członki swe…
Zaratustra wylicza tych, którzy cnotą zwą kurcz pod biczem, zleniwienie nałogów, ciężki hamulec, cykający zegar, pozę, bagno lub złe oko. Niemal każdy roi sobie, że zna się na dobru i złu.
Czytaj w książce →
Och, jakże fałszywie wypada słowo „cnota” z ich ust! A gdy mówią „jestem sprawiedliwy” brzmi to jak: „jestem pomszczony!”
Zaratustra mówi to o tych, którzy są dumni ze swej odrobiny sprawiedliwości.
Czytaj w książce →
Lecz nie na to przyszedł Zaratustra, by tym łgarzom i błaznom powiadać: „I cóż *wy wiecie* o cnocie! I cóż wy o niej wiedzieć *możecie*!” — Lecz obyście się starymi słowy znużyli, przyjaciele moi, słowy nabytymi od…
Zaratustra mówi, że nie przyszedł powiadać im, iż nic nie wiedzą o cnocie, lecz by znużyli się starymi słowami o nagrodzie i karze. Utratę ich formuł porównuje do dziecięcych igraszek porwanych przez falę, która przyniesie nowe muszelki.
Czytaj w książce →
Och, przyjaciele moi! Że *wasza* samość tkwi w postępku, jak matka w dziecięciu: takimi niech będą *wasze* słowa o cnocie!
Zaratustra daje przyjaciołom formułę cnoty w miejsce dawnych.
Czytaj w książce →
Życie jest krynicą rozkoszy; lecz gdzie i hołota pija, tam wszystkie studnie są zatrute. Sprzyjam wszystkiemu, co schludne; ale tych wyszczerzonych pysków ścierpieć nie mogę, nie znoszę pragnienia niechlujnych. Rzucili…
Zaratustra mówi, że życie jest krynicą rozkoszy, lecz hołota je zatruwa, pijąc z niej. Wylicza tych, którzy wycofali się z życia albo przyszli jako niszczyciele tylko z powodu hołoty.
Czytaj w książce →
Lecz, żem się pytał samego siebie i dusił nieomal mym pytaniem: czyżby? czyżby życie *potrzebowało* nawet i hołoty?
Zaratustra wyznaje, że wrogość i krzyże męki nie dławiły go tak jak pytanie, czy hołota jest potrzebna. Opisuje, jak żył głuchy i ślepy, z zatkanym nosem, by umknąć hołocie władzy, pióra i rozkoszy.
Czytaj w książce →
I cóż się stało ze mną? Jakżem się ja wyzwolił ze swego wstrętu? Jakżem odmłodził swe oko? Jakżem się ja wzbił na te wyżyny, gdzie żadna hołota u studzien nie zasiada? Nadarzyłże mnie wstręt własny skrzydłami i…
Pyta, jak wyzwolił się ze wstrętu, i odpowiada, że to wstręt dał mu skrzydła, by wzlecieć ku krynicy, do której nie dociera żadna hołota. Raduje się swym latem na wyżynie i wzywa przyjaciół, by dzielili jej ciszę.
Czytaj w książce →
Gdyż to jest *nasza* wyżyna i nasza ojczyzna: za wysoko i zbyt stromo mieszkamy dla wszystkich niechlujnych oraz dla ich pragnienia. Czyste oczy wasze, przyjaciele, niechże wejrzą w krynicę mojej rozkoszy! Jakżeby się…
Zaratustra zaprasza przyjaciół, by wejrzeli w krynicę i żyli jak wichry, sąsiedzi orłów, śniegu i słońca. Mówi, że kiedyś wionie między nizinami, i ostrzega wrogów przed pluciem pod wiatr.
Czytaj w książce →
Zaprawdę, wichrem jest Zaratustra dla wszelkich nizin; i tą radą radzę wrogom moim oraz wszystkiemu, co tam pluje i śliną miota: „strzeżcie się plucia *pod wiatr*!” —
Zaratustra nazywa się wichrem dla wszelkich nizin i ostrzega plujących, by mieli się na baczności.
Czytaj w książce →
Patrz, oto jest jaskinia tarantul! Chceszże samo zwierzę ujrzeć? Tu wisi jego pajęczyna: dotknij tylko, aby zadrżała. Otóż i ona: witaj, tarantulo! Czarno tkwi na twym grzbiecie twój trójkąt i znak wróżebny; ja zaś wiem…
Zaratustra wskazuje pajęczynę tarantuli i zwraca się do pająka w przypowieści. Kaznodziejów równości nazywa ukrytymi mściwcami i mówi, że szarpnie ich pajęczynę, aby ich zemsta wyskoczyła spoza słowa „sprawiedliwość”.
Czytaj w książce →
Gdyż *wyzwolenie człowieka z uczucia zemsty*: oto co mi jest mostem ku najwyższej nadziei i tęczą po długiej słocie.
Zaratustra wskazuje cel przeciwny tarantulom: wyzwolenie człowieka z uczucia zemsty.
Czytaj w książce →
Lecz tarantule pragną oczywiście inaczej. „To właśnie niech nam będzie sprawiedliwością, że świat się wypełnia burzami zemsty naszej” — tak oto mawiają między sobą. „Darzmy zemstą i spotwarzaniem tych wszystkich, którzy…
Przytoczone zostaje ślubowanie zemsty tarantul i ich wola równości, a następnie zdemaskowane jako zawiść i pycha przechodzące z ojca na syna. Zaratustra radzi przyjaciołom nie ufać tym, w których silny jest popęd karania, i tym, którzy wiele mówią o sprawiedliwości; „dobrym i sprawiedliwym” brakuje tylko władzy, by stać się faryzeuszami.
Czytaj w książce →
Przyjaciele moi, ani pomieszany z innymi, ani uchodzić za kogo innego nie pragnę. Bywają i tacy, co głoszą mą naukę o życiu: lecz są zarazem kaznodziejami równości i tarantul. A że k'woli życia przemawiają, aczkolwiek,…
Zaratustra nie chce być pomieszany z tarantulami, które ze swych nor głoszą jego naukę o życiu. Mówi, że czynią to tylko, by dokuczyć tym, którzy mają władzę, i że niegdyś były zaprzańcami życia i podpalaczami stosów kacerskich.
Czytaj w książce →
Dobro i zło, bogactwo i ubóstwo, wyniosłość i gminność, oraz wszystkie imiona wartości: orężem winny być one, a zbrojnym swym poszczękiem znamionować, iż życie samo siebie ustawicznie przezwyciężać musi!
Zaratustra chce, by ludzie cisnęli się ku przyszłości wśród coraz większej wojny i nierówności. Ich wartości mają być orężem w najwyższej walce, gdyż życie samo wznosi się ku górze kolumnami i schodami i dąży, by się wywyższyć.
Czytaj w książce →
I patrzcież mi, przyjaciele! Tu oto, gdzie tarantuli nora, wznoszą się ku górze ruiny starej świątyni, — spojrzyjcież mi tylko rozjaśnionymi oczy! Zaprawdę, kto tu niegdyś myśli swoje w kamieniu spiętrzył, ten życia…
Obok nory wznoszą się ruiny starej świątyni, której łuki i sklepienia światłem i cieniem prą przeciw sobie. Zaratustra odczytuje to jako przenośnię walki i nierówności w pięknie i prosi przyjaciół, by byli sobie wrogami w ten sam sposób.
Czytaj w książce →
Zaprawdę, zamiecią ani wichurą Zaratustra nie jest; a jeśli tancerzem bywa, przenigdy być nie chce tarantul tancerzem! —
Tarantula kąsa Zaratustrę w palec, uważając, że nie powinien darmo śpiewać o wrogości. Prosi przyjaciół, by przywiązali go do kolumny; woli być słupnikiem niż wirem zemsty.
Czytaj w książce →
Ludowi służyliście i ludu przesądom, mędrcy wy wszyscy sławni! — a *nie* prawdzie! I za to właśnie hołdowano wam w pokorze. I dlatego też cierpiano i waszą niewiarę, gdyż była ona wybiegiem i wykrętem w stronę ludu.…
Zaratustra mówi sławnym mędrcom, że służyli ludowi, który cierpiał ich niewiarę jako niewinny wybieg, a ducha wolnego szczuł jak wilka. Nazywa ich upartymi osłami, rzecznikami ludu.
Czytaj w książce →
I oto pragnę, mędrcy wy sławni, abyście nareszcie skórę lwa precz z siebie zrzucili! Futro zwierza drapieżnego barwiste oraz kudły badającego, poszukiwacza, zdobywcy! Och, ażebym ja w waszą „prawdziwość” uwierzyć miał,…
Wzywa ich, by zrzucili skórę lwa, i określa prawdziwego jako tego, kto idzie w bezbożną pustynię. Mędrcy w miastach zaś ciągną wozy ludu jak osły.
Czytaj w książce →
Dobra to bywała nieraz służba i ceny swej warta. Gdyż tak mówi cnota: „skoro masz być sługą, szukajże takiego, komu twa służba największą przyniesie korzyść! Duch i cnota twego pana winny wzrastać przez to, że tyś jest…
Zaratustra przyznaje, że byli godnymi sługami i wzrastali wraz z ludem. Dla niego jednak pozostają ludem, ludem z głupawymi oczami.
Czytaj w książce →
Duch jest życiem, co się sam w życie wrzyna: we własnej męce mnoży on swą wiedzę, — czyście wiedzieli już o tym?
Zaratustra określa ducha jako życie, które wrzyna się w życie i we własnej męce mnoży swą wiedzę.
Czytaj w książce →
Zaś szczęściem ducha jest: namaszczonym być i uświęconym łzami na zwierzę ofiarne, — czyście wiedzieli już o tym? I ślepota ślepca, i jego szukanie, i błąkanie omackiem winny świadczyć o potędze słońca, w które wejrzał,…
W szeregu pytań „czyście wiedzieli już o tym?” Zaratustra opisuje ducha jako ofiarę, kowadło, dumę i lodowatą głębię. Mówi, że uczeni znają zaledwie jego błyski, że orłami nie są i że uczynili z mądrości przytułek dla złych poetów.
Czytaj w książce →
Czcigodnie stoicie mi oto tutaj, sztywno i z wyprostowanym karkiem, mędrcy wy sławni! — was żaden silny wicher i wola silna nie porywa. Czyście nie widzieli nigdy żagla, jak po morzu sunie; wypuklony, napięty i drżący…
Mędrcy stoją czcigodnie i sztywno, nie porywa ich żaden silny wicher. „Dzika mądrość” Zaratustry sunie po morzu jak żagiel drżący od wichru, a on pyta, jakżeby zdołali za nim podążyć.
Czytaj w książce →
Nastała noc: zagadały głośniej wszystkie źródła bijące. I dusza moja jest źródłem bijącym. Nastała noc: ocknęły się wszystkie pieśni kochających. I dusza moja jest pieśnią kochającego. Coś nieukojonego, ukoić się…
Nocą Zaratustra porównuje swą duszę do źródła bijącego i do pieśni kochającego. Czuje w sobie nieukojone pożądanie miłości, które przemawia mową miłości.
Czytaj w książce →
Jam światłem jest: och, gdybymż ja był nocą! Lecz tym jest samotność moja, żem światłem w krąg opasan. O, bodaj żebym ja był ciemnym a ponocnym! Jakżebym ja ssał u piersi światła! I was błogosławiłbym nawet roziskrzone…
Zaratustra mówi, że jest światłem, i pragnie być ciemnym, by mógł ssać u piersi światła. Żyje we własnym świetle i zna tylko dawanie, co nazywa niedolą wszystkich obdarzających.
Czytaj w książce →
Biorą wprawdzie ode mnie: lecz czy poruszam ja jeszcze ich dusze? Rozłam jest między dawaniem a braniem, a najmniejszy rozłam przekroczyć bywa najtrudniej. Głód wyrasta z mego piękna: ból rad bym sprawiać tym, komu…
Zaratustra czuje rozłam między dawaniem a braniem i głód, by sprawiać ból i zrabować tych, których obdarzył. Jego szczęście obdarzania zmarło w obdarowywaniu, a ręka stała się twarda.
Czytaj w książce →
Nie zwilża się już me oko wobec wstydu proszących; ręka moja stała się zbyt twarda dla drżenia wypełnionych dłoni. Skądże ta łza na mym oku i to serca zmiękczenie nagłe? O, samotności wszystkich obdarzających! O,…
Zaratustra żali się na samotność i milczenie wszystkich świecących. Wiele słońc krąży w pustej przestrzeni i bezlitośnie podąża swymi drogami, każde za własną wolą.
Czytaj w książce →
O, wy to wszak, ciemni i ponocni, wytwarzacie dopiero ciepło ze wszystkiego, co świeci! O, wy to wszak spijacie dopiero mleko i błogie nektary z wymion światła! Och, lód jest naokół mnie, dłoń moją lodowate parzą…
Zaratustra zazdrości ciemnym, którzy spijają mleko z wymion światła, i mówi, że wokół niego jest lód, a w nim pragnienie. Powraca refren z początku, a narrator mówi, że tak śpiewał Zaratustra.
Czytaj w książce →
Pewnego wieczoru szedł Zaratustra wraz z uczniami poprzez las, a gdy zboczył z drogi w poszukiwaniu źródła, ujrzał się nagle na zielonej polanie otoczonej zacisznie drzewami i zaroślą. Na murawie tańcowały dziewczęta,…
Zaratustra z uczniami znajduje na polanie tańczące dziewczęta. Mówi im, by nie przerywały tańca, bo nie jest wrogiem dziewcząt, i zapowiada pieśń szyderczą na ducha ciężkości.
Czytaj w książce →
Jam jest Boga obrońcą przed diabłem: ten zasię jest duchem ociężałości. Jakżebym ja, o lekkie, mógł być wrogiem boskich tańców? Lub też nóżek dziewczęcych o pięknych kostkach?
Zaratustra mówi, że jest obrońcą Boga przed diabłem, a diabeł jest duchem ciężkości.
Czytaj w książce →
Taka jest pieśń, którą zaśpiewał Zaratustra, gdy Kupido z dziewczętami tańcowali społem: W oczy twe spojrzałem niedawno, o życie! I w bezdeń, zda mi się, zapadłem. Lecz ty wyciągnęłaś mnie złotą twą wędką, śmiejąc się…
Zaratustra śpiewa o tym, jak spojrzał w oczy życia i został wyciągnięty jego złotą wędką. Życie zaprzecza, by było głębokie, a mądrość zarzuca mu, że chwali życie tylko z pożądania. Wyznaje, że kocha mądrość, bo jest podobna do życia. Życie śmieje się, gdy opisuje mądrość, a on znów zapada w jego niezgłębione oczy.
Czytaj w książce →
Między nami trojgiem tak oto rzeczy stoją: z głębi serca kocham tylko życie — i, zaprawdę, najbardziej wówczas, kiedy go nienawidzę!
Zaratustra mówi, że kocha tylko życie, a najbardziej wtedy, kiedy go nienawidzi.
Czytaj w książce →
Tako śpiewał Zaratustra. Lecz gdy taniec się skończył i dziewczęta się rozeszły, nawiedził go smutek. „Słońce dawno już zaszło — rzekł wreszcie — rośną stała się łąka, a z lasów chłodem powiało. Coś nieznanego jest…
Gdy taniec się kończy i dziewczęta się rozchodzą, Zaratustrę nawiedza smutek, bo zapada wieczór. Pyta, czy nie jest szaleństwem żyć jeszcze, i prosi przyjaciół, by wybaczyli mu zasępienie.
Czytaj w książce →
„Tam wyspa grobów leży milcząca; na niej są też i groby młodości mej. Niewiędnący wieniec życia zaniosę ja tam”. Co postanowiwszy w sercu swoim, przeprawiłem się przez morze. — O, wy młodości mojej oblicza i zjawy! O,…
Zaratustra płynie na wyspę grobów, by złożyć wieniec zjawom i miłościom swej młodości, które nazywa teraz swymi nieboszczykami. Mówi, że wciąż je posiada i nie umie ich nazwać inaczej niż ich niewiernością.
Czytaj w książce →
Aby mnie zabić, duszono was, ptaki śpiewające mej nadziei! Ku wam, umiłowaniu memu, padała zawsze strzała złośliwości, aby w me serce trafić! I trafiała przecie! Wyście to wszak byli zawsze mego serca miąższą, władaniem…
Mówi, że wrogowie zabili mu najdroższych, by go zranić, i nazywa to rzeczą gorszą niż wszystkie morderstwa ludzkie. Składa wieniec wraz z przekleństwem, bo uczynili jego wieczność krótką jak zamierający ton.
Czytaj w książce →
Tymi słowy mówiła raz w dobrą godzinę ma czystość: „boskimi niechaj mi będą wszystkie istoty”. Wówczas opadliście mnie brudnymi upiory; och, dokądże pierzchła owa dobra godzina! „Dnie wszystkie niech mi uświęcone będą”…
Wspomina każde młodzieńcze ślubowanie czystości, radosnej mądrości i miłosierdzia oraz to, jak wrogowie je zatruli. Nasyłali upiory, ohydną sowę, żebraków i tłustsze ofiary, a wreszcie uwiedli jego śpiewaka, tak że najwyższy jego taniec pozostał niewypowiedziany w członkach.
Czytaj w książce →
Jakżem ja to zniósł? Jakżem przebolał i zmógł takie dopuszczenia? Jakże powstała ma dusza z tych grobów? Jest we mnie coś nierannego, co się pogrześć nie da, a skały kruszyć zdolne: zwie się to *mą wolą*. Milcząc kroczy…
Pytając, jak przetrwał takie rany, odpowiada, że jego wola, milcząca, niezmienna i twarda, jest ranna jedynie na pięcie. Sławi ją jako burzycielkę grobów.
Czytaj w książce →
Jeszcześ ty mi jest wszystkich grobów burzycielką: chwała ci, ma wolo! A gdzie groby, tam tylko bywają zmartwychpowstania. —
Zaratustra sławi swą wolę i mówi, że zmartwychpowstanie wymaga grobów.
Czytaj w książce →
„Wolą prawdy” zwiecie wszak, wy najmądrzejsi, to, co was zapałem i gorliwością darzy? Wola wyrozumienia wszelkiego bytu: tak oto mianuję wolę waszą! Wszelki byt chcecie *uczynić* możliwym do pomyślenia: gdyż wątpicie…
Zaratustra zwraca się do najmądrzejszych i na nowo określa ich wolę prawdy. Ich wartości przedstawia jako gości w łodzi na rzece stawania się, a niewyczerpaną wolę życia nazywa prawdziwym niebezpieczeństwem dla ich dobra i zła.
Czytaj w książce →
Lecz, abyście pojęli me słowo o dobru i złu: chcę wam ku temu me słowo o życiu rzec oraz o przyrodzeniu wszystkiego, co żyje. W ślady żyjącego szedłem, chadzałem wielkimi i małymi drogi, abym jego przyrodzenie poznał.…
Zaratustra wykłada swą naukę o życiu w trzech rzeczach zasłyszanych od istot żywych: wszystko jest posłuszne, temu, kto sobie ulegać nie zdoła, się rozkazuje, a rozkazywanie jest cięższe niż uleganie. Następnie mówi, że nawet ofiara, służba i spojrzenia miłości służą woli panowania, a największy stawia życie na kartę dla mocy.
Czytaj w książce →
I z tej tajemnicy zwierzyło mi się życie samo: „Patrz, jam jest tym, *co się zawsze samo pokonywać musi*.
Życie zwierza Zaratustrze swą tajemnicę. Jest walką, stawaniem się i celem, zwraca się przeciw wszystkiemu, co stworzy, a poznający jest tylko śladem jego woli.
Czytaj w książce →
Zaprawdę, powiadam ja wam: zło i dobro, które by nieprzemijające być miały — tego nie masz! Ze zła i dobra wyrastać muszą ich pokonania. Waszymi wartości i słowy o złym i dobrym czynicie przemoc, wy twórcy wartości: i…
Zaratustra odnosi naukę życia do moralności. Wartościowanie jest sposobem sprawowania przemocy, a z każdych wartości wyrasta silniejsza przemoc i je kruszy, dlatego twórca musi być burzycielem.
Czytaj w książce →
Mówmy wszakże o tym, wy najmędrsi, aczkolwiek i to jest zgubne. Milczenie jest gorsze; wszystkie przemilczane prawdy stają się jadowite.
Zaratustra wzywa do wypowiadania nawet złych prawd, bo milczenie jest gorsze, i każe, by runęło wszystko, co od tych prawd runąć może.
Czytaj w książce →
Ciche jest dno mego morza: któż by odgadł, że kryją się na nim kapryśne potwory! Nieporuszona jest ma głębia: jednakże lśni się ona od pływających zagadek i uśmiechów. Wzniosłego widziałem dziś, uroczystego, — pokutnika…
Zaratustra opisuje uroczystego, napiętego łowcę poznania, który wraca z lasu obwieszony cierniami i szpetnymi prawdami. Z jego powagi wyziera jeszcze dzikie zwierzę, a Zaratustra nie znosi takich napiętych dusz.
Czytaj w książce →
Powiadacie mi, przyjaciele, że o gusty i smaki spierać się nie podobna? Ależ wszelkie życie jest waśnią o gusty i smaki!
Wobec przyjaciół, którzy mówią, że o gusty spierać się nie podobna, Zaratustra mówi, że gust jest zarazem ciężarem, szalą i ważącym, a żyć znaczy się o niego spierać.
Czytaj w książce →
Bodaj żeby się on znużył swą wzniosłością, ów wzniosły: wówczas dopiero jego piękno świtać pocznie, — wtedy ja go skosztuję i zasmakuję w nim. I wówczas dopiero, kiedy się od siebie odwróci, przeskoczy on swój cień…
Dopiero gdy znuży się swą wzniosłością i odwróci od siebie, wzniosły stanie się piękny. Zbyt długo siedział w cieniu ze wzgardą w oku; powinien być białym bykiem, którego ryk sławi wszystko, co ziemskie.
Czytaj w książce →
Lubię ja wprawdzie jego kark byka: chcę jednak i oczy anioła w nim ujrzeć. I swej woli bohaterstwa oduczyć się jeszcze musi: wzniesionym być mi powinien, a nie wzniosłym: — bezwolnego winien eter unosić! Poskramiał…
Zaratustra lubi kark byka, lecz pragnie w nim ujrzeć oczy anioła. Bohater musi oduczyć się woli bohaterstwa, wyzwolić swe potwory i pozwolić, by pożądanie zamilkło w pięknie, a nie w sytości.
Czytaj w książce →
Gdy się moc łaskawą staje i znijść raczy ku widoczności: pięknym mianuję znijście takie.
Piękno jest dla bohatera rzeczą najtrudniejszą, a Zaratustra określa je jako moc, która zniża się ku widoczności. Prosi mocarza, by dobroć była jego ostatnim przezwyciężeniem samego siebie.
Czytaj w książce →
Śmiałem się nieraz z tej słabizny, co się za dobrą uważa, ponieważ ma wątłe łapy. Cnotę kolumny naśladować winieneś: w miarę jak wzwyż sięga, staje się ona piękniejsza i coraz to bardziej smukła, a wnętrznie coraz to…
Zaratustra śmieje się ze słabizny, która uważa się za dobrą, bo ma wątłe łapy. Za wzór stawia kolumnę, piękniejszą i wewnętrznie twardszą w miarę, jak sięga wzwyż, i obiecuje wzniosłemu, że stanie się kiedyś piękny i będzie trzymał zwierciadło dla własnego piękna.
Czytaj w książce →
Za daleko wybiegłem w przyszłość: dreszcz zgrozy mnie przejął. Bo kiedym się obejrzał, oto czas tylko był jedynym moim współcześnikiem! Pierzchnąłem czym prędzej wstecz, w czasy ojczyste i z coraz to większym…
Zaratustra mówi, że za daleko wybiegł w przyszłość i przejął go dreszcz zgrozy. Pierzchnął wstecz, do krainy oświaty, przybył z tęsknotą i przyłapał się na śmiechu z ujrzanej pstrokacizny.
Czytaj w książce →
Pięćdziesięcioma kleksami pomazani na twarzy i członkach: takich ujrzałem was ze szczerym zdumieniem, współcześni moi! I pięćdziesiąt luster wokół was, co te pstre plamy powtarzają bez końca i schlebiają wam nimi!…
Opisuje współczesnych jako pomazanych pięćdziesięcioma kleksami i otoczonych pochlebnymi lustrami. Ich twarze są ich maskami, a spoza ich gestów wyzierają wszystkie czasy i ludy. Bez farb pozostałby tylko strach na wróble, a on uciekł, ujrzawszy nagi szkielet.
Czytaj w książce →
To, tak, to jest goryczą trzewi moich, że — nagich czy odzianych — znieść was nie mogę, współcześni moi! Cała tajemnicza groza przyszłości, i to wszystko, co kiedykolwiek trwożyło ptaki zabłąkane w polotach, jest…
Nie znosi ich ani nagich, ani odzianych i mówi, że niepokojąca przyszłość jest bardziej przytulna niż ich „rzeczywistość”. Twierdzą, że są rzeczywiści i bez wiary, a są obrazami wszystkiego, w co kiedykolwiek wierzono, i tak zaprzeczają samej wierze. Bezpłodni, nie mają wiary, i są jak uchylone wrota, przy których czekają grabarze.
Czytaj w książce →
Jesteście żywym zaprzeczeniem samej wiary i torturowym kołem dla wszelkich myśli. *Niewiarogodni*! tako zwę was, wy rzeczywiści!
Zaratustra nazywa rzeczywistych niewiarogodnymi, bo zaprzeczają samej wierze.
Czytaj w książce →
O, gdy tak na was patrzę, wy, jałowi, na tę nędzę żeber waszych! A niejeden z was wejrzał zapewne nieraz już na tę nędzę swoją. I rzekł do siebie: „zapewne jakiś bóg zabrał mi coś tajemnie podczas snu mego. Zaprawdę,…
Szydzi z nędzy ich żeber i ze skargi, że jakiś bóg coś im ukradł, jak w opowieści o stworzeniu Ewy. Śmieje się z ich zdumień nad sobą i mówi, że żuki, które osiądą na jego węzełku, nie uczynią go cięższym.
Czytaj w książce →
O, dokądże dążyć mi jeszcze, dokąd się wspinać z tęsknotą swoją? Z gór wszystkich, ze szczytów wszelkich, spozieram na ziemie ojczyste i macierzyste. Ale ojczyzny nie znalazłem nigdzie. Przechodniem jestem w każdym…
Zaratustra z każdej góry wypatruje ojczyzny, lecz nie znajduje jej nigdzie, a współcześni są mu obcy. Kocha tylko ziemię swych dzieci na najdalszych morzach. Na dzieciach chce naprawić to, że jest dzieckiem swych ojców.
Czytaj w książce →
Wczoraj gdy księżyc wschodził, mniemałem, że chyba słońce porodzi: tak szeroko i brzemiennie zaległ on na widnokręgu. Lecz kłamcą był on wraz ze swoją brzemiennością; zaś ja raczej w owego chłopa na księżycu gotów…
Zaratustra wziął wschodzący księżyc za słońce brzemienne porodem, lecz był on kłamcą. Porównuje go do skradającego się kocura i pożądliwego mnicha, po czym obraca tę przypowieść przeciw tkliwym obłudnikom.
Czytaj w książce →
Zaprawdę, pełne są usta wasze słów szlachetnych, a my wierzyć mamy, iż wam, łgarze, serce tako wezbrało? Lecz słowa *moje*, to słowa liche, wzgardzone, ułomne: chętnie podejmuję, co z ust waszych pod stoły padło. Aliści…
Zaratustra nazywa swe słowa lichymi wobec ich szlachetnej mowy, mówi jednak, że zdoła nimi rzec prawdę. Mówi, że czyści ukrywają za maską Boga węża i że niegdyś sam brał ich za boskich.
Czytaj w książce →
Lecz *zbliżyłem* ja się ku wam: i oto dzień mi nastał, — nastaje on wreszcie i dla was, — przyszło wreszcie na koniec księżycowym miłostkom! Spojrzyjcież bo tylko! Przydybany i blady stoi oto księżyc — wobec jutrzni!…
Nadchodzi jutrznia, a księżyc stoi blady. Słońce pragnie morza i wypija je ku światłu, a Zaratustra mówi, że kocha życie jak słońce i że poznanie znaczy dla niego, iż wszelka głębia ma być dźwignięta ku jego wyżynie.
Czytaj w książce →
Gdym we śnie spoczywał, pożerała owca wieniec bluszczowy mego ciała, — pasła się i mówiła przy tym: „Zaratustra nie jest już uczonym”. Co rzekłszy, odeszła precz, nadęta i dumy pełna. Opowiedziało mi to dziecko. Chętnie…
Owca zjada wieniec bluszczowy z głowy śpiącego Zaratustry i oznajmia, że nie jest on już uczonym. Zaratustra przyjmuje to chętnie. Dla dzieci i pokrzyw jest jeszcze uczonym, a z domu uczonych wyprowadził się na dobre.
Czytaj w książce →
Zbyt długo siedziała ma dusza o głodzie przy ich stole; nie jestem ja, jak oni, ułożony do poznania, niby do łuskania orzechów. Swobodę kocham i świeże tchnienie ziemi i raczej na skórach wołowych spoczywać zechcę,…
Swój głód, umiłowanie swobody i palące myśli przeciwstawia uczonym, którzy siedzą chłodni w cieniu. Gapią się na przechodniów i tylko obracają myśli, które inni pomyśleli. Gdy się ich chwyci, pylą jak wory mączne.
Czytaj w książce →
Gdy się za mędrców podają, wówczas mrozi mnie od ich drobnych powiedzeń i prawd; i taka woń czepia się nieraz ich prawd, jak gdyby one z bagna pochodziły: zaprawdę, słyszałem również i żabę, co z nich rechocze! Zręczni…
Ich mądrość trąci bagnem. Są zręcznymi dziewiarzami pończoch ducha, dobrymi zegarami i młynami, pająkami czyhającymi na chromych i ostrożnymi trucicielami, którzy grają fałszywymi kośćmi. Ich cnoty odpychają go bardziej niż ich fałsze.
Czytaj w książce →
A gdym u nich mieszkał, mieszkałem ponad nimi. To ich rozgoryczyło ku mnie. Słyszeć o tym nie chcą, że ktoś ponad ich głowami kroczy; ułożyli przeto drwa, mierzwę i śmieć wszelaki między mną i głowami swymi. I tak oto…
Gdy mieszkał u nich, mieszkał ponad nimi, i to ich rozgoryczyło. Ułożyli drwa, mierzwę i śmieci między jego krokami a swymi głowami. On wciąż kroczy ponad nimi, nawet po własnych błędach.
Czytaj w książce →
Gdyż ludzie jednakowymi *nie są*: tak mówi sprawiedliwość. I czego ja chcę, tego im chcieć nie wolno.
Rozdział kończy się twierdzeniem o nierówności rangi: czego on chce, tego im chcieć nie wolno.
Czytaj w książce →
— Od czasu gdym ciało lepiej poznał, — mówił Zaratustra do jednego z uczni swoich, — jest mi duch już tylko niejako duchem; zaś wszystko „nieznikome” — przenośnią jest tylko. — Słyszałem już raz o tym — odparł uczeń; —…
Zaratustra mówi, że duch i wszystko „nieznikome” są tylko przenośniami. Uczeń pyta, dlaczego mówił, że poeci kłamią za wiele. Zaratustra odmawia podania powodów, przyznaje, że sam jest poetą, i odrzuca wiarę ucznia w niego.
Czytaj w książce →
Przypuśćmy jednak, że ktoś z całą powagą twierdzi, że poeci kłamią zbyt wiele: ten człowiek ma rację, — my kłamiemy zbyt wiele. Umiemy zbyt mało i licha jest nasza ochoczość do nauki: przeto kłamać musimy. I któryż z…
Zaratustra zalicza siebie do poetów, którzy fałszują swe wino i lubują się w babskich gawędach. Szydzi z ich zarozumienia, że przyroda im się zwierza.
Czytaj w książce →
A zwłaszcza *ponad* niebem: gdyż wszyscy bogowie są poetów przenośnią, poetów podejściem!
Poeci sadzają na obłokach pstre kukły i zwą je bogami i nadludźmi. Zaratustrę nuży to, co niedostateczne, a podawane za rzeczywiste.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra te słowa wyrzekł, żachnął się nań uczeń, wszakże się nie odzywał. Milczał też i Zaratustra; zaś oczy jego obróciły się ku wnętrzu, jak gdyby w odległe patrzały dale. Wreszcie westchnął i zaczerpnął…
Po chwili milczenia Zaratustra mówi, że jest w nim coś, co jest z jutra. Poetów uważa za powierzchownych, skłonnych do rozpusty i znudzenia, i za nieczystych mieszaczy.
Czytaj w książce →
Och, zanurzałem i ja swe sieci w ich morze w nadziei dobrego połowu; lecz za każdym razem wyciągałem z toni głowę starego boga. Tak oto zgłodniałemu dawało morze kamień. I oni sami bodaj że z morza pochodzą. Oczywiście…
Sieć Zaratustry wyławia głowę starego boga, a tam, gdzie powinna być dusza, znajduje słony śluz. Próżne morze porównuje do pawia, który roztacza ogon przed wzgardliwym bawołem, co jest przypowieścią o poetach.
Czytaj w książce →
Pokutników ducha widziałem nadchodzących: z poetów oni wyrośli. —
Zaratustra mówi, że znużył go duch poety, i spodziewa się, że duch ten znuży się samym sobą. Widział, jak poeci się zmieniali i zwracali spojrzenie ku sobie.
Czytaj w książce →
I oto jest opowieść o rozmowie Zaratustry z psem ognistym: Ziemia — mówił on — ma skórę; na skórze tej są choroby. Jedna z tych chorób zwie się, na przykład „człowiek”. Inna znowuż spośród tych chorób zwie się „pies…
Zaratustra nazywa psa ognistego brzuchomówcą ziemi, zgorzkniałym, zakłamanym i płytkim, i zaprzecza, by ryczące przewroty były wielkimi wydarzeniami. Przestrzega obalaczy posągów, a królom i kościołom radzi, by dali się obalić, aby mogli odżyć.
Czytaj w książce →
I wierzaj mi, luby wrzasku piekielny! Największe wydarzenia — to nie nasze najgłośniejsze, lecz nasze najcichsze godziny.
Zaratustra mówi, że świat obraca się niedosłyszalnie wokół wynalazców nowych wartości.
Czytaj w książce →
Tak oto mówiłem przed psem ognistym: wówczas przerwał mi mrukliwie i pytał: „Kościół? Cóż to jest?” „Kościół, odpowiedziałem, jest rodzajem państwa i to najbardziej zakłamanym. Lecz milcz, ty psie obłudny! Znasz przecie…
Zapytany, czym jest kościół, Zaratustra nazywa go najbardziej zakłamanym rodzajem państwa. Pies ognisty wścieka się z zawiści, słysząc, że państwo uchodzi za najważniejsze zwierzę.
Czytaj w książce →
Złoto wszakże i śmiech — czerpie on z serca ziemi: gdyż, abyś wiedział o tym, — *serce ziemi jest ze złota*”.
Zaratustra opowiada o innym psie ognistym, który przemawia z serca ziemi i zieje złotem i śmiechem. Pierwszy pies ognisty, zawstydzony, wpełza z powrotem do swej jamy.
Czytaj w książce →
„— i widziałem, jako wielkie zasmucenie nawiedziło ludzi. Najlepsi umęczyli się dzieły swymi. Nastała nauka, wiara tuż obok śpieszyła, iż »wszystko puste, wszystko jednakie, wszystko już było!« I ze wszystkich pagórków…
Wróżbiarz opisuje wielkie zasmucenie ludzkości: gnijące owoce, wyschłe studnie i ludzi żyjących dalej w grobowcach. Zaratustra słucha, przejmuje go to przeczucie i staje się smutny i znużony jak ci, których wróżbiarz opisał.
Czytaj w książce →
Zaprawdę, rzekł do swych uczniów, niewiele brakuje, a nastanie ów długi zmrok. Och, jakże tu uratować me światło! Aby się ono nie zdusiło w tym zasmętnieniu! Odległym wszak winno światom świecić i nocom jak najdalszym!…
Zaratustra lęka się, że długi zmrok zdusi jego światło. Przez trzy dni nie je, nie pije i nie mówi, po czym zapada w sen, a uczniowie czuwają. Budzi się i przemawia jakby z wielkiej dali.
Czytaj w książce →
„Posłuchajcież, przyjaciele, snu, który mi się przyśnił i pomóżcież odgadnąć jego znaczenie! Zagadką jest mi jeszcze ten sen; znaczenie jego tkwi w nim ukryte lub polatuje ponad nim na wolnych skrzydłach. Wszelkiego…
Zaratustra opowiada swój sen: jako stróż nocy w zamczysku śmierci na górze otwiera skrzypiące wrota zardzewiałymi kluczami. Ryczący wicher rzuca mu czarną trumnę, która pęka, wyrzucając śmiejące się maszkary, a własny krzyk go budzi.
Czytaj w książce →
Tako opowiedział Zaratustra swój sen i zamilkł potem: gdyż nie wiedział, jako ma sobie wykładać to widzenie senne. Lecz uczeń, którego najbardziej miłował, powstał szybko, schwycił rękę Zaratustry i rzekł: „Twe życie, o…
Uczeń mówi, że Zaratustra sam jest wichrem i trumną, orędownikiem życia, którego śmiech rozbije grobowce. Wrogowie byli tylko jego snem i zbudzą się, by przyjść do niego.
Czytaj w książce →
Tako mówił uczeń: zaś wszyscy inni cisnęli się do Zaratustry, chwytali jego ręce, pragnąc go namówić, aby porzucił łoże, zaniechał posępnicy i powrócił do nich. Zaratustra siedział jednak wyprostowany na łożu i…
Uczniowie podnoszą Zaratustrę; dochodzi do siebie i każe podać dobrą wieczerzę jako pokutę za niedobre sny. Mówi, że wróżbiarz będzie jadł u jego boku i że wskaże mu morze, w którym zatonąć można, po czym długo patrzy na wykładacza snu i kręci głową.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra przechodził pewnego dnia przez most, otoczyli go kalecy i żebracy, a pewien garbaty zagadnął go tymi słowy: Spojrzyj, Zaratustro! Oto i lud uczy się od ciebie i zaczyna ufać twej nauce: lecz aby…
Na wielkim moście garbus prosi Zaratustrę, by uleczył kaleki, a lud mu uwierzy. Zaratustra odpowiada, że widzi gorsze rzeczy: kaleki na wywrót, które są jednym wielkim narządem, jak ucho wielkie jak człowiek.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra tak oto odparł garbusowi oraz tym wszystkim, których on był głosem i orędownikiem, zwrócił się pełen głębokiej goryczy do uczniów swoich i rzekł: „Zaprawdę, przyjaciele moi, obracam ja się między ludźmi…
Zwracając się do uczniów, Zaratustra mówi, że obraca się między ludźmi jak pośród ułomków i członków na pobojowisku. Żyje tylko jako jasnowidz przyszłości, który składa ułomki w jedność i wyzwala przypadek.
Czytaj w książce →
Przeszłych wyzwolić, wszelkie »Było« przetworzyć w »Takom ja właśnie chciał!« — oto co bym dopiero wyzwoleniem zwał!
Zaratustra określa wyzwolenie.
Czytaj w książce →
Wola — tako zwie się oswobodziciel i zwiastun radosny: tako i ja was pouczam, przyjaciele moi! Douczcież się wszakże i tego jeszcze: wola sama jest jeszcze więźniem. Chęć oswobadza: lecz jakże się to zwie, co nawet i…
Wola jest oswobodzicielem, lecz zakuwa ją w kajdany „to było”, kamień, którego nie zdoła potoczyć. Z gniewu dręczy wszystko, co cierpieć może, i to jest właśnie zemsta.
Czytaj w książce →
*Duch zemsty*: przyjaciele moi, to było dotychczas najlepszym zastanowieniem się człowieka; a gdzie cierpienie było, tam kara zawsze być musiała. »Kara«, tym słowem przezwała zemsta samą siebie: słowem kłamliwym udaje…
Duch zemsty czyni z cierpienia karę, a z całego życia pokutę. Obłęd głosi następnie, że wszystko musi zaniknąć i że jedynym wyjściem jest, by chcenie stało się niechceniem.
Czytaj w książce →
Odwodziłem was od tych starych baśni, gdym uczył: »wola jest twórcą«. Wszelkie »to było« jest ułomkiem, zagadką, okrutnym przypadkiem, póki twórcza wola na to nie powie: »lecz tak ja właśnie chciałam!« — aż póki twórcza…
Zaratustra przeciwstawia baśniową pieśń obłędu swej nauce, że wola jest twórcą. Pyta, czy wola oduczyła się już zemsty i czy ktoś nauczył ją chcieć wstecz.
Czytaj w książce →
— Lecz w tym miejscu przerwał Zaratustra nagle swą mowę, czyniąc wrażenie człowieka, którego ostateczne przerażenie ogarnia. Przestraszonymi oczyma wodził po uczniach swoich, a oczy te przebijały jak strzały ich myśli…
Zaratustra przerywa w przerażeniu, po czym śmieje się i mówi, że milczenie jest trudne, osobliwie dla gaduły. Garbus pyta, czemu mówi inaczej do uczniów, a Zaratustra odpowiada, że z koszlawym wolno i koszlawo pogadać.
Czytaj w książce →
Nie wyż: urwa jest rzeczą straszną! Urwa, gdzie spojrzenie w dół zapada, a ręka *wzwyż* chwyta. Zawrót wówczas serce ogarnia od tej podwójnej jego chęci. Och, przyjaciele, odgadujecież serca mego wolę podwójną? Tym jest…
Zaratustra mówi, że straszna jest nie wyż, lecz urwa, bo jego spojrzenie pada wzwyż, a dłoń chwyta się głębi. Skuwa się kajdanami z człowiekiem i pozwala się oszukiwać, aby jego dłoń nie straciła wiary w mocne oparcie.
Czytaj w książce →
Tym jest me urwisko i niebezpieczeństwo moje, że spojrzenie me wzwyż pada, podczas gdy dłoń trzymać się pragnie i wesprzeć — na głębi!
Zaratustra nazywa swoje niebezpieczeństwo: szczyt przyciąga jego spojrzenie, a dłoń trzyma się głębi.
Czytaj w książce →
Lecz oto ma druga roztropność ludzka: oszczędzam *próżnych* bardziej niźli dumnych. Czyż urażona próżność nie jest matką wszelkich tragedii? Lecz gdzie duma urażona bywa, tam zwykło wyrastać jeszcze i coś lepszego niźli…
Oszczędza próżnych bardziej niż dumnych, bo są dobrymi aktorami, którzy leczą go z przygnębienia. Pod ich próżnością widzi skromność, która pyta: „czymże ja bo jestem!”.
Czytaj w książce →
I tym jest ma trzecia roztropność ludzka, że widoku ludzi *złych* nie pozwalam obmierzić sobie waszą lękliwością. Szczęśliw widzę te dziwy, które wylęga słońce upalne: tygrysy, palmy i grzechotniki. I pośród ludzi jest…
Lękliwość innych nie zdoła mu obmierzić widoku ludzi złych; raduje się wylęgiem upalnego słońca: tygrysami i grzechotnikami. Przewiduje większe smoki, aby nadczłowiek miał dobre łowy.
Czytaj w książce →
Zaprawdę, wy dobrzy i sprawiedliwi! Wiele w was śmiechu jest godne, a osobliwie wasz lęk przed tym, co się dotychczas „diabłem” zwało! Tak dalecy jesteście w duszach swoich wszelkiej wielkości, że nawet nadczłowiek w…
Zaratustra śmieje się z dobrych i sprawiedliwych i podejrzewa, że nawet najszczytniejsi nazwaliby jego nadczłowieka diabłem. Umęczony „najlepszymi”, rozwija skrzydła ku dalszym przyszłościom.
Czytaj w książce →
Lecz *was* w przebraniu widzieć pragnę, wy bliscy i bliźni moi, pięknie przyobleczonymi i próżnymi, i godnymi chcę was widzieć, jako „dobrych i prawiedliwych”. I sam w przebraniu pośród was zasiądę, abym was i siebie…
Pragnie widzieć bliźnich przebranych za „dobrych i sprawiedliwych” i sam w przebraniu pośród nich zasiąść. W ten sposób może nie poznawać ani ich, ani siebie.
Czytaj w książce →
Cóż to się ze mną stało, przyjaciele? Patrzcie, jakem jest wzburzony, gdzieś przed się party, niewolnie uległy, gotów do odejścia, — och, do odejścia od *was*! Niestety, raz jeszcze musi Zaratustra do swej powracać…
Zaratustra mówi przyjaciołom, że wbrew woli odpędza go gniewna pani, jego najcichsza godzina, i obiecuje opowiedzieć im wszystko.
Czytaj w książce →
Znacie przestrach w chwili zasypiania? Aż po palce stóp przeraża się zasypiający, iż ziemia usuwa się przed nim, a sen się poczyna. Mówię to wam jako przenośnię. Wczoraj, w najcichszą godzinę usunęła się pode mną…
W przestrachu jak przy zasypianiu, gdy usuwa się ziemia, głos bez dźwięku pyta: „Ty wiesz wszak o tym, Zaratustro?”. Przyznaje, że wie, lecz mówi, że nie wyrzeknie tego, i błaga, że to ponad jego siły.
Czytaj w książce →
Rzecze znowuż bez głosu do mnie: „I czymże ich szyderstwa! Jesteś z tych, co się posłuszeństwa oduczyli: teraz winieneś rozkazywać! Zali nie wiesz, kto im wszystkim jest najbardziej ku potrzebie? Kto rzecz wielką…
Głos nazywa jego niechęć do panowania tym, co w nim najbardziej niewybaczalne. On mówi, że brak mu głosu lwa; głos odpowiada, że najcichsze słowa niosą burzę.
Czytaj w książce →
Jam odparł: „Sromam się”. I rzecze znowuż bez głosu do mnie: „Dziecięciem stać się jeszcze musisz, a niewstydliwym. Duma młodzieńcza jest jeszcze w tobie, późnoś młodym się stał: lecz kto dziecięciem stać się chce, ten…
Zawstydzony Zaratustra znów mówi: „Nie chcę ja”. Śmiech rozdziera mu serce, a głos odsyła go do samotni, by omiękł. Leży zlany potem.
Czytaj w książce →
— Otoście wszystko słyszeli, i czemu do samotni iść muszę. Niczegom przed wami, przyjaciele, nie zataił. Więc i to usłyszeliście ode mnie, *którym* jest przed wszystkimi ludźmi najskrytszy — i nim pozostać pragnący.…
Zaratustra mówi, że niczego nie zataił, i nazywa siebie najskrytszym z ludzi. Płacze głośno, nikt nie umie go ukoić, a nocą odchodzi samotny.
Czytaj w książce →
Południe było, gdy Zaratustra wstąpił na drogę wiodącą przez górzysty grzbiet wyspy, aby wczesnym rankiem na przeciwległym stanąć wybrzeżu i na okręt się przeprawić. Dobra tam była przystań w zatoce i obce okręty…
O północy Zaratustra przechodzi przez górski grzbiet, by dotrzeć do przeciwległego wybrzeża i okrętu. Rozmyśla, że ostatecznie przeżywa się tylko samego siebie i że stoi teraz przed swym ostatnim szczytem i najtrudniejszą drogą.
Czytaj w książce →
Lecz kto z mego jest rodu, ten się takiej nie umknie godzinie, godzinie, która doń rzecze: „Aliści teraz dopiero idziesz drogą swej wielkości! Szczyt i przepaść — w jedno się to teraz zwarło! Idziesz drogą swej…
Zaratustra mówi do siebie szeregiem twardych nakazów: droga za nim zatarta, to, co w nim najłagodniejsze, musi stać się najtwardsze, a by widzieć wiele, musi nauczyć się odwracać wzrok od siebie.
Czytaj w książce →
Na głowę własną i ponad własne serce! Co najłagodniejszego jest w tobie, największą tężyzną stać się to jeszcze musi.
Nakazuje sobie wspiąć się ponad własne serce i zahartować to, co w nim najłagodniejsze.
Czytaj w książce →
Tako przemawiał do siebie Zaratustra, wspinając się na górę, twardymi przypowieściami krzepiąc swe serce: gdyż okaleczone było ono, jako nigdy przedtem nie bywało. Gdy zaś na przełęcz wstąpił, patrzy, oto w dali…
Na przełęczy, z innym morzem rozpostartym przed sobą, przyjmuje swą dolę i mówi, że musi zanurzyć się w najczarniejszą falę. Przypomina sobie, że najwyższe góry wychodzą z morza.
Czytaj w książce →
Świadectwo to w głazie wypisane mają i w skalnych ścianach swych wierzchołków. Z największej głębi muszą najwyższe szczyty ku swojej wydźwigać się wyży. —
Zaratustra mówi, że świadectwo pochodzenia najwyższych gór z morza wypisane jest w ich głazach.
Czytaj w książce →
Tako mówił Zaratustra, stojąc na szczycie góry, gdzie chłód panował; gdy jednak w pobliże morza zeszedł i gdy wreszcie samotny pośród skał przybrzeżnych stanął, zdrożonym się wówczas poczuł i jeszcze bardziej…
Na brzegu Zaratustra czuje, jak śpiące morze jęczy od złych snów, i chce je pocieszyć, po czym drwi z siebie jako z nazbyt ufnego głupca. Myśląc o przyjaciołach, płacze z gniewu i tęsknoty.
Czytaj w książce →
Gdy pośród żeglarzy gruchnęła wieść, że Zaratustra bawi na okręcie, — wraz z nim wsiadł był na okręt jeden człowiek z wysp szczęśliwości, — powstała wonczas ciekawość wielka i oczekiwanie. Lecz Zaratustra milczał dwa…
Na okręcie Zaratustra milczy dwa dni, potem poruszony opowieściami żeglarzy o dalekich podróżach zaczyna mówić. Zwraca się do odważnych poszukiwaczy przygód i opowiada o posępnej wspinaczce samotną górską ścieżką.
Czytaj w książce →
Wzwyż: — temu duchowi na przekorę, co je wstecz, w przepaść ciągnął, duchowi ciężkości, szatanowi memu i wrogowi najzaciętszemu. Wzwyż: — aczkolwiek na mnie on siedział, na poły karzeł, na poły kret, bezwładny,…
Wspinającego się Zaratustrę przygniata karzeł, który szepcze, że kamień wyrzucony tak wysoko musi opaść na niego samego. Milczenie między nimi dławi bardziej niż samotność.
Czytaj w książce →
Jest we mnie jednak coś, co się odwagą zowie: zabijała ona zawsze wszelkie pognębienie. Odwaga ta nakazała mi wreszcie stanąć i zapytać: „Karle! Ty! Albo ja!” Odwaga jest najlepszym zabójcą, — odwaga, która *naciera*:…
Odwaga Zaratustry każe mu stanąć i rzucić karłowi wyzwanie: „Karle! Ty! Albo ja!”. Wysławia odwagę jako najlepszego zabójcę, który przemaga ból, przepaście, litość i śmierć.
Czytaj w książce →
Odwaga jest najlepszym zabójcą: odwaga, co naciera: ona zabija nawet śmierć, gdyż mawia: „Byłoż to życie? Dalejże! Jeszcze raz!”
Odwaga zwycięża śmierć, odpowiadając jej żądaniem, by przeżyć to wszystko raz jeszcze.
Czytaj w książce →
„Stój! karle! — rzekłem. — Ja! Albo ty! Jam silniejszy z nas dwóch —: ty nie znasz mej myśli przepaścistej! *Jej* byś udźwignąć nie zdołał! — Wówczas stało się coś, co mnie lżejszym uczyniło: zeskoczył mi z ramion…
Zaratustra strąca karła i pokazuje mu bramę zwaną „chwila”, gdzie zbiegają się dwie wieczne drogi. Dowodzi, że wszystkie rzeczy, także pająk, światło księżyca i oni dwaj, muszą wiecznie powracać.
Czytaj w książce →
Przeczą sobie te drogi; zderzają się one ze sobą głowami: — i tu oto przy tej bramie zbiegają się ze sobą. Imię podbramia stoi oto wypisane: „chwila”.
Zaratustra nazywa bramę, przy której zbiegają się dwie przeciwne drogi wieczności.
Czytaj w książce →
Takom mówił, a coraz to ciszej: gdyż trwożyły mnie myśli me jawne i ukryte. I oto, nagle, usłyszałem psa wyjącego. Czyżbym ja już słyszał psa tak wyjącego? Myśl ma wstecz pobiegła. Tak jest! Ongi, gdy dziecięciem byłem,…
Przestraszony własnymi myślami Zaratustra słyszy wyjącego psa i przypomina sobie podobne wycie z dzieciństwa, przy księżycu w pełni. Karzeł i brama znikają, a on stoi sam pośród skał, gdzie pies wzywa pomocy nad leżącym człowiekiem.
Czytaj w książce →
I, zaprawdę, com ujrzał, tegom nigdy jeszcze nie widział. Ujrzałem młodego pastucha, miotającego się po ziemi, dławiącego się w kurczowych podnietach, o twarzy potwornie wykrzywionej: długi czarny wąż zwisał mu z gęby.…
Zaratustra znajduje młodego pastucha dławiącego się ciężkim czarnym wężem, który wgryzł mu się w gardziel. Nie mogąc go wydrzeć, krzyczy: „Ukąś! Gryź! Głowa precz! Gryź!”.
Czytaj w książce →
Do mnie, odważni! Wy poszukiwacze, usiłowacze, wy wszyscy, co, podstępnym powierzając się żaglom, na niezbadane wypływacie morza! Wy zagadką weselni! Zgadnijcież mi oto zagadkę, na którą wonczas patrzałem, wytłumaczcież…
Zaratustra prosi żeglarzy o wyłożenie widzenia: kim jest pastuch i kto musi kiedyś przyjść? Pastuch ugryzł, jak mu kazano, i daleko od siebie wypluł głowę węża.
Czytaj w książce →
Nie pasterz to, nie człowiek już, — przeistoczony, olśniony, co *śmiał się* wraz! Przenigdy nie śmiał się na świecie człowiek, jako *ten* się śmiał. O, bracia moi, śmiech jam słyszał, co człowieczym nie był śmiechem, —…
Pastuch zrywa się na nogi, olśniony, śmiejąc się tak, jak nigdy nie śmiał się żaden człowiek. Zaratustrze pozostaje niegasnąca tęsknota za tym śmiechem.
Czytaj w książce →
Z takimi zagadkami i goryczami na dnie serca przeprawiał się Zaratustra przez morze. Gdy jednak cztery już tylko doby oddzielało go od wysp szczęśliwości i od przyjaciół, wówczas pokonał wszystek ból swój —: zwycięską i…
Cztery doby drogi od wysp szczęśliwości Zaratustra przemawia do swego sumienia. Wspomina, że przyjaciół znalazł w porze popołudniowej, i to, czego wyrzekł się dla swych myśli i swej najwyższej nadziei.
Czytaj w książce →
Towarzyszy szukał niegdyś twórca i dzieci *swej* nadziei: i oto tego się wreszcie doszukał, że ich nigdzie znaleźć nie zdoła, chyba że ich wprzódy sam potworzy. I tak oto jestem w połowie dzieła swego: od dzieci moich…
Jego dzieci są drzewami w jego ogrodzie; pewnego dnia każde z nich postawi samotnie nad morzem, by uczyło się samotności i przekory. Dlatego unika swego szczęścia i wystawia się na niedolę, by poddać się ostatecznej próbie.
Czytaj w książce →
I zaprawdę, czas był już po temu, abym dalej szedł: i pielgrzyma cień i najdłuższa chwila i najcichsza godzina — wszystko mówiło mi: „czas to najwyższy!” Wionął mi wiatr poprzez szczelinę zamku i powiedział: „Chodź!”…
Cień pielgrzyma, najdłuższa chwila i najcichsza godzina mówią mu, że „czas to najwyższy”. On leży skowany pożądaniem miłości, prażąc się w słońcu własnej miłości. Tęskni do mrozu, a dawne bóle budzą się, aż kąsa go własna myśl.
Czytaj w książce →
O myśl przepaścista, któraś moją jest myślą! Kiedyż znajdę tę siłę, aby słysząc, jak się przekopujesz, nie drżeć w sobie? Aż pod gardło tłucze się we mnie serce, gdy słyszę, jak się przekopujesz! Nawet twe milczenie…
Drży, słysząc, jak przekopuje się jego przepaścista myśl, i nie miał jeszcze siły na ostatnie lwie zuchwalstwo. Ma nadzieję, że kiedyś znajdzie głos lwa, który ją wywoła.
Czytaj w książce →
Tymczasem snuję się jeszcze po niepewnych morzach; zdradliwy schlebia mi przypadek; przed się i wstecz spozieram —, wszakże końca jeszcze nie widzę. Jeszcze nie wybiła godzina mej ostatniej walki, — lub czyżby się ona…
Spokój i piękno morza i życia wydają mu się podstępne. Jak zazdrosny kochanek odpycha tę godzinę, nazywa swą szczęśliwość mimowolną i nie w porę i każe jej iść błogosławić jego dzieci przed wieczorem.
Czytaj w książce →
Tako rzecze Zaratustra. — I oczekując noc całą na swą niedolę, oczekiwał daremnie. Noc była jasna i cicha, i oto szczęście zbliżało się ku niemu: bliżej, coraz bliżej. Nad ranem zaśmiał się Zaratustra z całego serca i…
Całą noc daremnie oczekuje niedoli, a szczęście zbliża się coraz bardziej. Nad ranem śmieje się i żartuje, że szczęście ugania się za nim, bo on nie ugania się za kobietami.
Czytaj w książce →
O niebo ponade mną przeczyste! Głębokie! Świetlana ty przepaści! Ku tobie spozierającego, dreszcz boskich przejmuje mnie pożądań. W twą wyż siebie rzucić — oto *moja* głębia! W twą czystość siebie ukryć — oto *moja*…
Przed świtem Zaratustra przemawia do nieba jak do przyjaciela. Oboje milczą, bo wiedzą zbyt wiele, a całe jego wędrowanie było tylko szukaniem nieba.
Czytaj w książce →
I czegóżem ja bardziej nienawidził ponad rozwłóczone chmury i wszystko, co ciebie plami? I swą nienawiść nienawidziłem ponadto, iże ona ciebie kalała! Dla tych rozwłóczonych chmur złobym ja pełen, dla tych pełzających…
Nienawidzi chmur jako pośredników i mątw, które ani błogosławić, ani kląć nie potrafią. Pragnie bębnić błyskawicą po ich brzuchach.
Czytaj w książce →
Błogosławiącym jam się stał; zawołanie „tak” głoszącym: przetom tak długo się borykał, aby mieć kiedyś wolne dłonie ku błogosławieństwu.
Kto nie umie błogosławić, niech się uczy kląć. Zaratustra nazywa siebie błogosławiącym, który swe „tak” niesie we wszystkie przepaści.
Czytaj w książce →
Gdyż rzeczy wszelkie ochrzczone są przy krynicy wieczności i poza złem a dobrem: dobro zaś i zło międzycienie są to tylko i wilgłe smętki i chmury rozwłóczone. Zaprawdę, błogosławieństwo to, a nie lżenie, gdym pouczał:…
Ponad rzeczami wszystkimi stoi niebo przypadku, trafu i zuchwałego pokuszenia. „Z łaski trafu” to najstarsze szlachectwo świata, a wśród wszystkiego jedno niemożebne — rozsądek.
Czytaj w książce →
— i żeś tanecznym ty boiskiem dla boskich przypadków, żeś mi boskim jest stołem dla boskich kości i graczy! —
Niebo jest czyste, bo nie wisi w nim żadna wieczna pajęczyna rozumu. Jest tanecznym boiskiem dla boskich przypadków.
Czytaj w książce →
Świat głębią jest —: a głębszą, niźli myślał dzień. Nie wszystkiemu wobec dnia słowem głosić się wolno. Wszakże dzień nadchodzi: rozłączmyż się tedy!
Niebo się rumieni, a Zaratustra pyta, czy wypowiedział rzeczy niewypowiedziane. Dzień nadchodzi, więc muszą się rozłączyć.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra znowuż do stałego lądu przybił, nie ruszył on na schwał w góry ku jaskini swej, lecz na drogach okólnych i wśród pytań wielu czynił wywiady o tym i owym, aż wreszcie zaśmiał się z siebie w te słowa:…
Powróciwszy na stały ląd, Zaratustra wędruje, by się dowiedzieć, czy człowiek stał się większy, czy zmalał. Widzi małe domy i niskie drzwi, wzdycha, że musi się schylać, i jeszcze tego dnia wygłasza swą mowę.
Czytaj w książce →
Chadzam ja pośród tego ludu i otwartymi spoglądam oczyma: nie wybaczą mi tego nigdy, żem nie jest zazdrosny o ich cnoty. Gryźć mnie chcą za to, że pouczam: dla małych ludzi potrzebne są małe cnoty, — oraz że z trudem…
Zaratustra opisuje, jak mali ludzie gryzą go, plotkują o nim, chronią dzieci przed jego wzrokiem i obdarzają go kolczastą pochwałą. Pozostaje dla nich uprzejmy jak dla każdej małej zgryźliwości.
Czytaj w książce →
Chadzam pośród tego ludu i otwartymi oczyma spoglądam: zmaleli mi oni i maleją coraz bardziej: — *sprawia to ich nauka o szczęściu i cnocie*.
Zaratustra podaje przyczynę malenia: własną naukę małych ludzi o szczęściu i cnocie.
Czytaj w książce →
Albowiem i w cnocie nawet skromni są, — gdyż pragną lube uczucia niecić. Z lubością wszakże godzi się wyłącznie skromna cnota. Uczą się wprawdzie i oni kroczyć na swój sposób, kroczyć naprzód: *chromaniem* zwę to u…
Zaratustra wylicza ich przywary: chromający postęp, aktorstwo, obłudnych władców, którzy twierdzą, że służą, i skromne zabieganie o małe szczęście. Ich tak zwaną cnotę nazywa tchórzostwem, a umiarkowanie miernotą.
Czytaj w książce →
A gdy wołam: „Przekleństwo wszystkim tym tchórzliwym diabłom w was, co skwierczą, ręce składają i bogomolstwa czynić gotowi”: wonczas krzyczą: „Zaratustra jest bezbożnikiem”. Osobliwie mistrze uległości —; lecz im to…
Gdy przeklina tchórzliwe diabły, co skwierczą i bogomolstwa czynią, mistrzowie uległości krzyczą, że jest bezbożnikiem. On odpowiada: „Jam jest Zaratustra, bezbożnik” i mówi, że przypadek musi ugiąć się przed jego wolą.
Czytaj w książce →
— od tych wielu małych cnót swoich, od wielu swoich małych zaniechań, od wielu małych uległości! Nazbyt oszczędzające, nazbyt ulegające: takim jest królestwo wasze! Lecz, aby drzewo *wielkim* wyrosło, winno wokół…
Woła ku wiatrom, że mali ludzie kruszą się i ubywają. Aby drzewo wyrosło wielkim, musi wokół twardych skał zarzucić twarde korzenie, a nawet to, czego nie chcą, snuje tkaninę przyszłości.
Czytaj w książce →
„Kochajcież swych bliźnich, jako samych siebie, — lecz bądźcież mi wprzódy takimi, którzy *samych siebie kochają* —
Maksyma Zaratustry: czyńcie, co chcecie, lecz wprzódy stańcie się zdolnymi do chcenia.
Czytaj w książce →
— wielką miłością i wielką wzgardą miłujący!” Tak mówi Zaratustra, bezbożnik. Lecz po cóż ja to głoszę, skoro nikt moich uszu tu nie posiada. Jeszczem ja tu o godzinę za wczesny.
Każe im kochać bliźnich jako samych siebie, lecz wprzódy być takimi, którzy samych siebie kochają, wielką miłością i wielką wzgardą.
Czytaj w książce →
Własnym ja tu poprzednikiem pośród tego ludu, własnym kura pieniem po ciemnych zaułkach. Lecz *ich* godzina wybije! Nadejdzie wonczas i moja! Z godziny na godzinę stawać się będą mniejsi, ubożsi, bezpłodniejsi, — biedne…
Mówi, że jest tu jeszcze o godzinę za wczesny. Przepowiada, że staną znużeni jak sucha trawa, ognia żądni, a on uczyni z nich zwiastunów wielkiego południa.
Czytaj w książce →
Zima, gość dokuczliwy, przebywa w domu moim; posiniały dłonie me od jej przyjacielskiego uścisku. Godność ja mu świadczę, gościowi memu złemu, lecz rad pozostawiam go samego. Rad precz go odbiegam; a kto *szybko* biega,…
Zaratustra mówi o zimie jak o złym gościu, któremu świadczy cześć, lecz przed którym ucieka do słonecznego zakątka swej góry Oliwnej. Woli twardość i ubóstwo od bałwochwalczego ciepła i śmieje się nawet w swym zimnym łożu.
Czytaj w książce →
Złośliwością dzień każdy poczynam: drwię z zimy chłodną kąpielą: mruczy przeto surowy mego domu przyjaciel. Rad go przy tym łechczę świeczką woskową: aby mi niebo wreszcie wyzwolił z popielistego zmierzchu. Osobliwie…
Każdego ranka drwi z zimy i wyczekuje milczącego, śnieżnobrodego nieba zimy, które przemilcza nawet swe słońce. Od niego nauczył się milczenia, które się nie zdradza, tak by nikt nie dostrzegł jego ostatecznej woli.
Czytaj w książce →
Śnieżnobrode, milczące zimy ty niebo, krągłooka biała ty głowo ponade mną! O, ty niebiańska przenośnio duszy mojej oraz jej swawoli! Zalim nie *powinien* się ja ukrywać, jako ktoś, co złoto połknął, — aby mi duszy nie…
Jak ktoś, kto połknął złoto, ukrywa się i chodzi na koszturach przed zawistnikami. Otacza swe szczęście przypadłościami i zimowymi niedostatkami, by mu go nie zazdroszczono.
Czytaj w książce →
Samotność jednych to ucieczka chorego, samotność innych jest ucieczką *przed* chorym.
Zaratustra pozwala biednym zezującym nicponiom słyszeć, jak szczęka zębami i lamentuje, że zamarznie na lodzie poznania. Tymczasem biega na ciepłych nogach po swej górze Oliwnej i śpiewa, drwiąc z wszelkiej litości.
Czytaj w książce →
— O, Zaratustro, tu jest wielkie miasto: ty nie znajdziesz tu niczego, a stracić możesz wszystko. Czemuż to chcesz w tym mule grząźć? Pożałowanie miej dla nogi własnej! Spluń lepiej na bramę miejską i — zawróć! To…
Błazen namawia Zaratustrę, by splunął na miasto i zawrócił. Mówi, że wielkie myśli są tu gotowane na miałkość, i atakuje jego gazety, chucie, służalczą cnotę i pobożność oraz rządy złota kramarzy.
Czytaj w książce →
Tu przerwał Zaratustra spienionemu błaznowi i zatkał mu usta dłonią. — Zaprzestań wreszcie! — krzyknął Zaratustra — mierzi mnie i mowa twa i osoba twoja! Czemuś tak długo u bagna przebywał, żeś sam żabą i ropuchą się…
Zaratustra zatyka błaznowi usta i mówi, że gardzi jego gardzeniem. Nazywa go nie swoją małpą, lecz rechczącą świnią, i mówi, że błazen nadużywa jego słowa, nawet gdy ma rację.
Czytaj w książce →
Z miłości jedynie winna wzbijać się ma wzgarda i ptak mój ostrzegawczy: lecz nie z bagna! —
Zaratustra odróżnia własną wzgardę, zrodzoną z miłości, od wzgardy błazna, zrodzonej z bagna.
Czytaj w książce →
Tako rzekł Zaratustra, spojrzał na miasto wielkie i zamilkł na długo. Wreszcie w te odezwał się słowa: Obmierzłe jest mi to miasto wielkie i nie tylko błazen ten. I tu, i tam nic polepszyć, nic pogorszyć się nie da.…
Po długim milczeniu Zaratustra przyznaje, że i jemu obmierzłe jest to miasto. Pragnie ujrzeć słup ognisty, w którym ono spłonie.
Czytaj w książce →
Lecz tę ci naukę daję, błaźnie, na pożegnanie: gdzie kochać nie można, tam należy — *mijać*!
Zaratustra daje błaznowi naukę na pożegnanie i mija zarówno błazna, jak i wielkie miasto.
Czytaj w książce →
Biada, więdło i brunatnie rozpościera się oto błonie, tak niedawno jeszcze zielone i barwiste! Ileż miodu i nadziei zebrałem ja z niego w ule swe! Postarzała się cała ta młodzież, — lub bodaj że nie postarzała się…
Zaratustra widzi, że jego niegdyś zieloni i pełni nadziei młodzi uczniowie zmęczyli się i znów stali się pobożni. Dochodzi do wniosku, że większość ludzi jest tchórzliwa, że jego pierwszymi towarzyszami są trupy i błazny i że należy pozwolić zwiędłym liściom odejść.
Czytaj w książce →
Kto mojego jest zachowania, temu tylko moje wydarzenia przytrafiać się mogą: tak, że za pierwszych towarzyszy mieć będzie trupa i poliszynela. Wtórymi towarzyszami zaś będą mu jego *wyznawcy*: żywotny to rój, wiele tam…
Ktoś z rodu Zaratustry spotyka najpierw trupy i poliszyneli, a potem rój wyznawców pełnych miłości i szaleństwa. Zostaje ostrzeżony, by nie lgnął do nich sercem.
Czytaj w książce →
Aliści hańbą jest modlenie się! Acz nie dla wszystkich, wszelako dla ciebie i dla mnie, oraz dla tych, którzy swe sumienie w głowie mają. Dla ciebie hańbą jest modlenie się!
Zaratustra mówi odszczepieńcom prosto w oczy, że znów się modlą. Twierdzi, że dla tych, którzy swe sumienie w głowie mają, modlitwa jest hańbą, do której popycha ich małoduszny diabeł w nich samych.
Czytaj w książce →
I zaprawdę, dobrą obrałeś sobie porę: gdyż właśnie nocne wylatują znów ptaki. Nastała godzina wszelkiemu stworzeniu, które płoszy się przed światłem, wieczorna godzina odpoczynku, kiedy ono nie — „spoczywa”. Słyszę ja…
Zaratustra opisuje odrodzenie pobożności o zmierzchu: małe ukryte gminy, pająki krzyżaki, wędkarzy na bagnach, pieśniarza hymnów, widzącego duchy i dudziarza wyjącego. Niektórzy zostali stróżami nocnymi, którzy budzą stare rzeczy.
Czytaj w książce →
Pięć słów o starych rzeczach zdarzyło mi się słyszeć wczoraj nocą pod murem ogrodowym: pochodziły one z ust tych oto starych, posępnych, zasuszonych stróży nocnych. „Jak na ojca, troska się on zbyt mało o swe dzieci:…
Zaratustra podsłuchuje pod murem ogrodowym dwóch starych stróżów nocnych, którzy narzekają, że Bóg zaniedbuje swe dzieci i żąda wiary, zamiast dowieść samego siebie. Omal nie dusi się ze śmiechu nad takimi wątpliwościami.
Czytaj w książce →
Nie „zmierzchli” oni na śmierć, — kłamliwe to powieści! Raczej razu pewnego na śmierć się oni — *zaśmiali*!
Gdy zazdrosny stary Bóg oznajmił, że jest tylko jeden Bóg, inni bogowie zaśmiali się i rzekli, że boskość polega właśnie na tym, iż są bogowie, lecz nie ma Boga.
Czytaj w książce →
Tak mówił do siebie Zaratustra w mieście, które ukochał, a które mianowane jest „pstra krowa”. Stąd pozostawało mu już tylko dwa dni drogi do jaskini i do zwierząt nań oczekujących; dusza jego weseliła się nieustannie…
Zaratustra mówił to w mieście zwanym „pstra krowa”, dwa dni drogi od swej jaskini i swych zwierząt, radując się rychłym powrotem.
Czytaj w książce →
O samotności! *Ojczyzno* ty moja, samotności! Za długom ja przebywał na głuchej obczyźnie, abym bez łez do ciebie miał powracać! Pogróźże mi palcem, jako matki grożą, uśmiechnij mi się, jako matki uśmiechać się zwykły,…
Zaratustra płacze, powracając do samotności, która odpowiada mu głosem matki. Mówi, że pośród wielu był bardziej opuszczony niż kiedykolwiek przy niej i że tu może mówić do wszystkich rzeczy wprost.
Czytaj w książce →
Rzeczą inną jest opuszczenie, inną zaś samotność: to — pojąłeś wszak teraz! Oraz i to, że pomiędzy ludźmi coraz to bardziej głucho i obco czuć się będziesz.
Samotność odróżnia opuszczenie, którego doznaje się pośród ludzi, od samej samotności.
Czytaj w książce →
Inną wszakże rzeczą jest opuszczenie. Wszak pomnisz jeszcze, Zaratustro? Wonczas, gdy ptak ponad twą głową pokrzykiwał, gdy w lesie stałeś, niezdecydowany, dokąd? nieświadom, kędy? z trupem zbratany: — — i gdy rzekłeś:…
Samotność przypomina mu trupa w lesie, wyspę, gdzie poił spragnionych winem, a sam pozostał spragniony, oraz najcichszą godzinę, która wypędziła go słowami: „Rzeknij i złam się!”.
Czytaj w książce →
O samotności! Ojczyzno ty moja, samotności! Jak błogo i pieściwie przemawia do mnie twój głos! Nie zwykliśmy rozpytywać się wzajemnie, ani użalać się przed sobą, między nami drzwi wszystkie otworem wszak stoją. Gdyż…
Przy samotności nie ma pytań ani skarg. Tu wszelki byt chce stać się słowem, podczas gdy pośród ludzi mowa jest daremna, a on nie znosi nawet ich oddechu.
Czytaj w książce →
Lecz tam na dole — tam wszystko gada, tam puszcza się wszystko mimo uszu. Choćby kto swą mądrość dzwonami wydzwaniał: kramarz na rynku zagłuszy ją brzękiem miedziaków! Wszystko u nich gada, nikt rozumieć już nie…
Tam na dole, pośród ludzi, wszystko gada, puszcza się mimo uszu, zagaduje i zdradza, a nic się nie wylęga ani nie wpada w głębokie studnie. Mówi, że jego największe niebezpieczeństwo jest już za nim.
Czytaj w książce →
Oszczędzanie i współczucie było zawsze mym największym niebezpieczeństwem; zaś każda istota ludzka chce, aby ją oszczędzano i cierpiano z nią społem.
Stwierdza, że współczucie i oszczędzanie były jego największym niebezpieczeństwem pośród ludzi.
Czytaj w książce →
Z przytłumionymi prawdy, z ręką głupca i ogłupiałym sercem, zasobny w małe kłamstwa współczucia: — tak oto żyłem ja między ludźmi. W przebraniu siedziałem pośród nich, gotów *samego siebie* nie poznawać, aby ich móc…
Pośród ludzi siedział w przebraniu, gotów samego siebie nie poznawać, aby ich znieść, i kąsała go drobna złośliwość. Dobrych uznał za niesprawiedliwych i głupich, a litość kazała mu ukrywać to, co wiedział.
Czytaj w książce →
Sztywnych mędrców ich: zwałem mędrcami, nie sztywnymi: i tak oto nauczyłem się słowa połykać. Grabarzy ich: zwałem badaczami i zgłębiaczami, — tak oto nauczyłem się słowa zmieniać. Grabarze chorób się dokopują. Pod…
Nie należy poruszać bagniska; na górach żyć należy. Znów oddychając górską swobodą, jego dusza kicha i woła do siebie radośnie.
Czytaj w książce →
We śnie, w ostatnim śnieniu przedporannym stałem na wzgórzu, — poza rubieżą świata i *ważyłem* świat. O, że też tak wcześnie jutrznia dziś weszła: zbudziła mnie, zazdrosna, płomieniem swym! Zazdrosna bywa ona zawsze o…
Zaratustra opowiada sen, w którym stał na wzgórzu z wagą i ważył świat. Świat jawił mu się jako złote jabłko, drzewo i otwarta skrzynia, a on dziękuje snowi za to widzenie.
Czytaj w książce →
I aby za jawy dziennej nauczyć się jego rzeczy najlepszej i naśladować go w niej: rzucę na wagę trzy rzeczy najgorsze i postaram się dobrze, po człowieczemu je odważyć. — Ktokolwiek błogosławić uczył, uczył i…
Postanawia za jawy dziennej zważyć trzy rzeczy najgorszej sławy, tak jak sen zważył świat. Ustawia wagę nad morzem, a za świadka obiera drzewo.
Czytaj w książce →
Rozkosz: dla wszystkich włosiennicowych ciała gardzicieli ich żądło i pręgierz, jako „świat” klęta przez wszystkich zaświatowców: gdyż szydzi ona i drwi ze wszystkich błędnych i obłędnych mistrzów. Rozkosz: dla hołoty…
Rozkosz znaczy co innego dla różnych ludzi: męczarnię dla włosiennicowych i dla hołoty, niewinne ogrójcowe szczęście dla wolnych. Strzeże swych słów przed świniami i rozpustnikami.
Czytaj w książce →
Żądza panowania: rózga to płomienna najtwardszych z zatwardziałych serc, okrutne męczarnie, które najokrutniejsi dla samych siebie zachowują, ponury płomień żywych stosów. Żądza panowania: złośliwy hamulec, nakładany…
Żądza panowania obala to, co zmurszałe, uczy człowieka wzgardy dla siebie samego, a na samotnej wyżynie staje się tęsknotą, by oddać się dolinom.
Czytaj w książce →
I wonczas stało się — i zaprawdę, stało się to po raz pierwszy! —, że słowo jego uświęciło *samolubstwo*, krzepkie, zdrowe samolubstwo, co z potężnej duszy tryska: — — z duszy potężnej, z którą ciało bujne w parze…
Zaratustra błogosławi samolubstwo tryskające z potężnej duszy i ciała, które nazywa złym to, co tchórzliwe, służalcze i uległe. Kapłani i znużeni światem znieważali samolubstwo i z bezinteresowności uczynili cnotę.
Czytaj w książce →
A kto ludzkie ja uzdrowi i uświęci, samolubstwo wyzwoli, zaprawdę, wywróży on wróżbiarz i to, *co* się jemu zwiastuje: „*Patrzcie, oto idzie, oto się zbliża, wielkie idzie południe*! —
Zaratustra głosi, że bliski jest dzień miecza sądu i że kto ludzkie ja uświęci, ten wywróży wielkie południe.
Czytaj w książce →
Me usta — ludu to usta: nadto z gruba, nadto serdecznie gadam ja dla jedwabistych zajęcy. A bardziej jeszcze obco brzmi ma mowa atramentnicom oraz lisom biurkowym. Ma dłoń — sowizdrzała to dłoń: biada wszystkim stołom i…
Zaratustra opisuje swe grube usta, sowizdrzalską dłoń, końską nogę i orli żołądek. Mówi, że stworzony jest do lotu i wrogi ciężkości i że zaśpiewa o tym choćby samemu sobie.
Czytaj w książce →
Kto człowieka kiedyś latać nauczy, ten wszystkich rubieży kamienie przesunie; wszystkie kamienie graniczne w powietrze mu się uniosą, a ziemię na nowo ochrzcić on będzie musiał — jako „lekką”. Struś biega prędzej, niźli…
Kto nauczy ludzi latać, przesunie wszystkie kamienie graniczne i na nowo ochrzci ziemię. Człowiek, który latać jeszcze nie potrafi, jak struś chowa głowę w ciężką ziemię; by stać się lekkim, trzeba kochać samego siebie.
Czytaj w książce →
Należy nauczyć się samego siebie miłować — tako ja pouczam — czerstwą i zdrową miłością: aby człek z samym sobą rad przestawał i nie wałęsał się wszędy. Takie wałęsanie się chrzci siebie „miłością bliźniego”: słowem tym…
Miłość własna musi być czerstwa i zdrowa, nie chora, aby człowiek z samym sobą rad przestawał. Jest to sztuka najwykwintniejsza i ostatnia. Dzieci już w kołysce uczy się dźwigać „dobro” i „zło”, a człowiek jak wielbłąd obarcza się cudzymi ciężarami, aż życie wydaje mu się pustynią.
Czytaj w książce →
Ten zaś samego siebie odkrył, kto powiada: oto jest *moje* dobro i zło: tym zmusił do milczenia kreta i karła mówiącego: „wszystkim dobry, wszystkim zły”.
Kto powiada: „oto jest moje dobro i zło”, ten odkrył samego siebie i uciszył głos powszechnej moralności.
Czytaj w książce →
Zaprawdę, nie znoszę ja i tych, dla których rzecz każda jest dobra, a świat zgoła najlepszy. Takich zwę ja nadto skromnymi. Niewybredność, co wszystko smakować potrafi: to nie jest smak najwykwintniejszy! Szanuję oporne…
Zaratustra wylicza, co odpowiada jego smakowi, a co go razi. Nie znosi tych, dla których wszystko jest dobre, świńskich, co wszystko przeżuwają, i osła, który mówi tylko „ta-ak”. Nie znosi też miłośników mumii i upiorów, lizusów, pasożytów i tych, którzy zawsze muszą czekać.
Czytaj w książce →
Wszystko w gębę kłaść i wszystko trawić — prawdziwie świński to obyczaj! Zawsze „ta-ak” mówić, tego się osieł tylko nauczył oraz kto z jego jest ducha! —
Wszystko w gębę kłaść i wszystko trawić to świński obyczaj; ciągłe przytakiwanie to obyczaj osła.
Czytaj w książce →
Zaprawdę, poznałem ja do głębi czekanie, — lecz tylko czekanie *na siebie*. A przede wszystkim uczyłem się stać i chodzić, i biec, i skakać, wspinać się, a tańczyć. Lecz oto ma nauka: kto się kiedyś chce lotu nauczyć,…
Zaratustra mówi, że nauczył się tylko czekania na siebie, a potem stać, chodzić, biec, skakać, wspinać się i tańczyć. Kto chce latać, musi się tego wszystkiego wprzódy nauczyć.
Czytaj w książce →
Po węzłowych drabinach do niejednego wdrapywałem się okna, rączymi nogi wspinałem się na niejeden wysoki maszt: na wysokich masztach poznania siadywać wydało mi się niemałą rozkoszą, — — jako małe płomyki na wysokich…
Zaratustra wspomina, jak wdrapywał się na maszty i doszedł do swej prawdy wieloma drogami, raczej doświadczając dróg, niż o nie pytając. Tym, którzy pytają „o drogę”, odpowiada: oto moja droga, a gdzież jest wasza? Drogi bowiem nie ma.
Czytaj w książce →
„Oto — *moja* droga, — a gdzież jest wasza? tak odpowiadam tym wszystkim, którzy mnie „o drogę” pytają. *Drogi*? — nie maż jej zgoła! —
Odpowiedź Zaratustry dla tych, którzy pytają o drogę, i zarazem zamknięcie rozdziału.
Czytaj w książce →
Oto siedzę tu i czekam, wokół mnie stare połamane tablice, zarówno jak i nowe na poły zapisane. Kiedyż godzina ma nadejdzie? — godzina mego znijścia i zajścia: gdyż raz jeszcze chcę ja do ludzi zejść. Czekam tedy: gdyż…
Zaratustra siedzi wśród starych połamanych tablic i nowych, na poły zapisanych, czekając na znak swej godziny. Tymczasem opowiada samego siebie sobie samemu.
Czytaj w książce →
Gdym między ludzi poszedł, zastałem ich osiadłych na starej pysze: wszyscy mniemali, że wiedzą już z dawien dawna, co dla człowieka jest dobrem, a co złem. Starą zamęczoną rzeczą wydawały im się wszelkie gawędy o…
Zaratustra wspomina, jak zakłócił ludzką śpiączkę pewności co do dobra i zła i wezwał ludzi do śmiechu z ich moralistów. Opowiada o swym tęsknym locie ku przyszłości tańczących bogów, gdzie nad ciężkimi rzeczami przetańcowuje się.
Czytaj w książce →
— Ten ci zaś jest twórcą, kto człowieczy cel *stwarza*, ziemi zaś treść i przyszłość nadaje: on dopiero stwarza, że coś jest dobrem lub złem.
Zaratustra mówi, że tylko twórca wie, co jest dobrem, a co złem.
Czytaj w książce →
Tam też i słowo „nadczłowiek” na drodze podjąłem oraz i to, że człowiek jest czymś, co przezwyciężonym być winno, — że człowiek jest mostem, a nie celem: sławiącym swe szczęście za to południe i wieczór, jako że to jest…
Zaratustra streszcza swą naukę o nadczłowieku i wielkim południu, a wyzwoleniem nazywa stwarzanie przyszłości z tego, co było. Czeka na własne wyzwolenie i porównuje swe nadchodzące znijście do zachodu słońca.
Czytaj w książce →
Przeszłość w człowieku wyzwolić i wszelkie „To było” przetworzyć, póki wola nie rzeknie: „Tak właśnie chciałam! Tak chcieć będę —”
Zaratustra określa wyzwolenie jako przetwarzanie przeszłości, póki wola jej nie potwierdzi.
Czytaj w książce →
Patrz, oto jest nowa tablica: lecz gdzież są bracia moi, aby mi ją pomogli w doliny znieść i w mięsne serca? — Tak mi ma wielka miłość ku najdalszym nakazuje: *nie oszczędzaj swych bliźnich*! Człowiek jest czymś, co…
Nowa tablica wzywa braci, by przezwyciężali samych siebie, nawet w bliźnim swoim. Szlachetni dotrzymują przyrzeczeń danych życiu i szukają winy i bólu bardziej niż użycia.
Czytaj w książce →
O, bracia moi, kto pierwszym jest płodem, ten na ofiarę zawsze idzie. Lecz oto my pierworodnymi jesteśmy. Krwawimy wszak wszyscy od utajonych razów ofiary; płoniemy i spalamy się wszyscy na cześć starych bożyszcz. Co…
Nazywa swych braci pierworodnymi, którzy krwawią na ołtarzach starych bożyszcz, i kocha zachodzących.
Czytaj w książce →
Prawdziwymi być — mogą tylko nieliczni! Kto zaś nim być może, daleki jeszcze jest od chęci! Najmniej zaś być nimi potrafią ludzie dobrzy. Och, ci dobrzy! — *Dobrzy ludzie nigdy prawdy nie mówią*; dla ducha jest takowa…
Dobrzy są posłuszni, więc nie słyszą samych siebie i nie mogą być prawdziwi. Prawda rodzi się z zuchwałego pokuszenia, nieufności, okrutnego „nie” i cięcia w żywe ciało.
Czytaj w książce →
Gdy kłody na wodzie leżą, gdy kładki i poręcze przerzucają się ponad rzeką: zaprawdę, nikt wonczas wiary nie znajdzie, kto głosić zechce: „wszystko płynie!” Bo nawet i matołki przeczyć mu wówczas zechcą. „Jakże to? —…
W przypowieści kłody nad rzeką sprawiają, że ludzie przeczą, iż wszystko płynie, póki wiatr odwilży nie skruszy lodu i kładek. Zaratustra każe braciom głosić to po wszystkich ulicach.
Czytaj w książce →
Istnieje stary omam, co się dobrem i złem zowie. Wokół wróżbiarzy i gwiazdarzy obracało się dotychczas koło tego omamu. Niegdyś *wierzono* w gwiazdarzy i wróżbiarzy: *przeto* wierzono też, iż „Wszystko jest…
Wiara w przeznaczenie, a potem w wolność opierała się na omamie o gwiazdach i przyszłości. Święte „Nie będziesz rabował! Nie będziesz zabijał!” samo zostaje nazwane rabusiem i zabójcą prawdy.
Czytaj w książce →
Tym jest me współczucie dla wszelkiej przeszłości, iż oto widzę: na pastwę oddana jest ona, — na pastwę łaski, ducha i urojeń pokoleń następnych, które wszystko „co było” na most swój przeinaczają! Wielki, przemocny…
Zaratustra współczuje przeszłości, którą każde pokolenie przeinacza na swój most, i wzywa do wielu szlachetnych. Namaszcza swych braci na szlachectwo, które patrzy przed się, ku krainie dzieci, a nie wstecz ku przodkom czy dworom.
Czytaj w książce →
„Po cóż żyć? Wszystko jest marnością! Żyć — to słomę młócić; żyć — to spalać się nieustannie i nigdy się nie zagrzać”. — Takie staroświeckie gadanie uchodzi wciąż jeszcze za „mądrość”; a że stare jest i stęchłą ma woń,…
Zaratustra drwi ze starej mądrości, która głosi, że życie jest marnością. Mówi, że dobrze jeść i pić nie jest czczą sztuką.
Czytaj w książce →
„Dla schludnego wszystko schludne” — powiada lud. Ja zaś rzekę wam: „świnia wszystko oświni!” Przeto każą gnuśniki i zwieszające głowę świętoszki, którym i serce już obwisło: „Świat jest plugawym potworem”. Gdyż oni…
Zaratustra mówi, że świnia wszystko oświni. Odrzuca radę pobożnych zaświatowców, by zostawić świat takim, jaki jest, i zdławić swój rozum.
Czytaj w książce →
„Kto uczy się wiele, wyzbywa się wszystkich gwałtownych pożądań”, szepczą to sobie dziś po wszystkich ciemnych zaułkach. „Mądrość nuży, nie opłaca się — nic zgoła; nie powinieneś pożądać!” — tę nową tablicę widywałem…
Zaratustra atakuje tablicę, która głosi, że mądrość nuży, a pożądanie winno ustać, i obwinia o nią zepsuty żołądek. Znużonym drogą ofiarowuje swój świeży wiatr: chcenie wyzwala, a jego celem jest tworzenie.
Czytaj w książce →
Oto czeka łódź, — tędy to w wielkie Nic płynie się może. — Lecz któż w to „być może” zstąpić zechce? Nikt z was w łódź śmierci zstąpić nie pragnie! Jakże to *znużonymi światem* chcecie wy się zwać! Światem znużeni! A…
Ci, którzy zwą się znużonymi światem, nie chcą zstąpić w łódź śmierci i wciąż lgną do ziemskiej rozkoszy. Zaratustra mówi, że należy ich rózgą pobudzić do rześkości albo niech przeminą.
Czytaj w książce →
O, bracia moi, bywają tablice znużenia i tablice, które lenistwo stworzyło leniwe: aczkolwiek jednakowo one przemawiają, odmiennie słuchanymi być winny. Spojrzyjcież na tego ginącego! Zaledwie staja drogi oddziela go od…
Zaratustra odróżnia tablice stworzone przez znużenie od tych, które stworzyło lenistwo. Każe pozostawić wyczerpanego bohatera, by leżał i spał, lecz przepędzić robactwo „wykształconych”, które ucztuje na jego pocie.
Czytaj w książce →
Kręgi wokół siebie zataczam i granice święte; coraz to nieliczniejsi wspinają się ze mną na coraz to wyższe góry: piętrzę szczyty z coraz to bardziej uświęconych gór. — Gdziekolwiek wszakże ze mną wspinać się będziecie,…
Zaratustra ostrzega, że pasożyt zagnieździ się w obolałych miejscach wspinających się i wielkich. Obszernie opisuje najwznioślejszą duszę.
Czytaj w książce →
O, kogo latać nie nauczycie, nauczcież mi go — *padać co prędzej*! —
Zaratustra przyznaje, że jest okrutny i chce popychać to, co pada. Nazywa siebie przygrywką dla lepszych grajków.
Czytaj w książce →
Kocham walecznych: nie dosyć to jednak kordem być tylko rąbiącym, — należy też wiedzieć „rąb, a bacz, *kogo* zacz!” Często więcej waleczności jest w tym, że się ktoś przemoże i minie: aby się dla godniejszego…
Zaratustra każe walecznym mijać hołotę i zachować miecze dla godniejszych przeciwników. Drwi z narodów, które dziś zachowują się jak kramarze, i mówi, że człowiek jest najlepszym zwierzęciem drapieżnym.
Czytaj w książce →
I stracony niech dla nas będzie dzień, w którym choć raz jeden się nie pląsało! Fałszywą każda prawda, która choć jednym nie obdarzyła uśmiechem!
Mężczyzna i kobieta winni być zdatni: on do wojny, ona do macierzyństwa, oboje zaś do tańca.
Czytaj w książce →
Wasze małżeństw zawieranie: — baczcież, aby ono nie było złym *zawarciem*! Bo gdybyście za wcześnie zawarli: złamanie z tego wyniknie — wiary małżeńskiej złamanie! A lepszym zasię jest ono, niźli naginanie małżeństwa,…
Zaratustra krytykuje pochopne kojarzenie małżeństw i mściwość źle skojarzonych par. Rzetelnym radzi poddać swą miłość próbie czasu, by płodzić wzwyż.
Czytaj w książce →
Kto starych przedpoczątków świadom się stał, ten wreszcie nowych źródeł przyszłości szuka i nowych przedpoczątków. — O bracia moi, niedalekie to już czasy gdy *nowe ludy* wytrysną i nowe źródła w nowe potoczą się…
Zaratustra przepowiada nowe ludy i nazywa ludzką społeczność próbą tego, kto rozkazuje, a kto słucha. Każe braciom zniszczyć słowo „umowa”.
Czytaj w książce →
O bracia moi! Gdzież jest największe niebezpieczeństwo dla wszelkiej ludzkiej przyszłości? Nie znajdujeż się ono pośród dobrych i sprawiedliwych? — — jako tych, co mawiają i w sercach swych czują: „wiemy zacz co dobrym…
Zaratustra mówi, że największe niebezpieczeństwo dla ludzkiej przyszłości tkwi w dobrych i sprawiedliwych, w faryzeuszach. Każe braciom ich złamać.
Czytaj w książce →
Dobrzy *muszą* ukrzyżowywać tych, co własną sobie wynajdują cnotę! Oto co jest prawdą!
Zaratustra stwierdza, że dobrzy muszą ukrzyżowywać tych, co własną sobie wynajdują cnotę.
Czytaj w książce →
Pierzchacie przede mną? Jesteście przerażeni? Drżycie przed tym słowem? O, bracia moi, gdym was wzywał, abyście złamali dobrych i ich tablice: wówczas dopiero wywiozłem ja człowieka na jego pełne morze. I oto teraz…
Bracia pierzchają przed jego słowem, lecz Zaratustra mówi, że dopiero teraz wywiózł człowieka na jego pełne morze. Wzywa ich, by byli dzielnymi żeglarzami, którzy sterują ku krainie dzieci.
Czytaj w książce →
Pewnego poranku, w jakiś czas po powrocie do jaskini, zerwał się Zaratustra ze swego posłania jak opętany, krzyczał strasznym głosem i zachowywał się tak, jak gdyby na posłaniu pozostał jeszcze ktoś, co żadną miarą…
Zaratustra zrywa się z posłania i krzyczy na myśl jak na śpiocha, który nie chce wstać. Wita ją, po czym cofa się ze wstrętem.
Czytaj w książce →
Zaledwie jednak Zaratustra te słowa wygłosił, zwalił się z nóg jak martwy i jak martwy długi czas na ziemi leżał. Gdy przyszedł wreszcie do siebie, blady był na twarzy, drżący na ciele, z łoża podnosić się nie chciał i…
Zaratustra pada jak martwy. Orzeł znosi mu pokarm, a zwierzęta czuwają przy nim. Gdy wącha jabłko, zwierzęta przemawiają i namawiają go, by wyszedł w świat.
Czytaj w książce →
— O, zwierzęta me, odparł Zaratustra, gawędźcież dalej, a mnie słuchać zwólcie! Skrzepia mnie to, gdy waszej słucham gawędy; gdzie się gawędzi, tam świat staje się wnet dla mnie ogrodem. Jakże rozkosznym jest to, że…
Zaratustra raduje się, słuchając gawędy swych zwierząt. Nazywa słowa i dźwięki tęczami i mostami między duszami, a mowę pięknym szaleństwem.
Czytaj w książce →
— O, wy sowizdrzały i katarynki! — odparł Zaratustra i śmiał się znowuż, jakże wy dobrze wiecie, co się w ciągu dni siedmiu dokonać musiało: — — i jak mi ów potwór w gardziel wpełznął i dusił! Lecz ja odgryzłem mu głowę…
Zaratustra mówi, że odgryzł głowę potworowi, który go dusił. Wyrzuca zwierzętom, że przyglądały się jego bólowi, i mówi, że człowiek jest najokrutniejszym zwierzęciem: w tragedii, w piekle i w „litości”. Jego krzyk nie głosił, że człowiek jest zły, lecz że jego najgorsze i najlepsze są tak małe.
Czytaj w książce →
Wielki przesyt człowiekiem — *on* to mnie dławił i w przełyk zapełzał: oraz i to, o czym wróżbiarz wróżył: „wszystko jest obojętne, nie opłaca się nic, wiedza dławi”. Wielki zmrok wlókł się przede mną, długi,…
Zaratustra opowiada, jak dławił go przesyt: smutek ziewał, że człowiek mały wiecznie powraca. Ujrzał największego i najmniejszego człowieka nagich i nazbyt do siebie podobnych.
Czytaj w książce →
„Nie mów już, ty do zdrowia powracający! — odparły mu zwierzęta, raczej wyjdź z jaskini, gdzie świat na cię jako ogród czeka. Między róże i pszczoły wyjdź i między roje idź gołębie! Osobliwie do ptaków idź śpiewających:…
Zwierzęta posyłają go do ogrodu, by uczył się śpiewu od ptaków. Zaratustra mówi, że jego pociechą było to, iż znowu śpiewać musi, a one każą mu przygotować nową lirę.
Czytaj w książce →
Gdyż zwierzęta twe wiedzą wszak, o Zaratustro, kim jesteś i stać się musiałeś: patrz, *tyś jest nauczycielem wiecznego wrotu* —, oto twe przeznaczenie!
Zwierzęta mówią, że to jego przeznaczenie i największe niebezpieczeństwo. Wykładają naukę: wszystkie rzeczy i my sami powracamy w wielkim roku, który obraca się jak klepsydra.
Czytaj w książce →
A gdybyś ty teraz zemrzeć chciał, o Zaratustro, wiemy i to, jakbyś w tej chwili do się przemawiał: — wszakże zwierzęta twe błagają cię — abyś jeszcze nie umierał! Przemawiałbyś bez drżenia, raczej z przydechem błogości:…
Zwierzęta mówią, jak przemawiałby Zaratustra, gdyby umierał: dusze są śmiertelne, lecz węzeł przyczyn powraca i stworzy go ponownie. Powraca do tego samego życia, by nauczać wiecznego powrotu i zwiastować nadczłowieka.
Czytaj w książce →
Skoro zwierzęta te słowa rzekły, zamilkły i oczekiwały, aby Zaratustra do nich przemówił: Zaratustra wszakże nie słyszał, że one milczą. Leżał oto z zamkniętymi oczyma, na pozór śpiący, aczkolwiek od zaśnięcia daleki:…
Zwierzęta milkną i czekają. Zaratustra leży z zamkniętymi oczyma, nie śpiąc, a one oddalają się z uszanowaniem.
Czytaj w książce →
O duszo ma, jam cię nauczył mawiać „dziś”, jako „niegdyś” lub „ongi” i ponad wszelkim „tu”, „tam” i „ówdzie” w pląsach się ponosić. O duszo ma, jam cię wyzwolił ze wszystkich starych zakamarków, omiotłem z ciebie pył,…
Zaratustra zwraca się do swej duszy i wylicza, co dla niej uczynił: nauczył ją pląsać ponad wszelkim „tu” i „tam”, omył ją ze wstydliwości i grzechu, dał jej wolność i nowe imiona.
Czytaj w książce →
O duszo ma, nadałem ci prawo powiadać „nie!” jako nawałnica, i głosić „tak!”, jako się jasne głoszą niebiosa: oto jesteś mi cicha jak światło, i cicha przechodzisz przez nawałnice przeczenia.
Dusza może przeczyć jak nawałnica i potwierdzać jak jasne niebiosa, a przy tym pozostaje cicha jak światło, przechodząc przez nawałnice przeczenia.
Czytaj w książce →
O duszo ma, krainę twą poiłem wszelką mądrością, dawałem ci wszelkie nowe moszcze oraz wszystkie prastare, tęgie wina mądrości. O duszo ma, każde słońce zlewałem na cię, każdą noc, każde milczenie i tęsknotę każdą: — i…
Dusza wyrosła jak winny krzew ciężki od gron, wyczekujący w swym nadmiarze i wstydzący się tego oczekiwania. Dłonie Zaratustry opustoszały od dawania, a dusza pyta z uśmiechem, kto komu winien jest dzięki.
Czytaj w książce →
O duszo ma, pojmuję ja uśmiech twego smętku: nadmiar twego bogactwa wyciąga oto dłonie tęskniące! Pełnia twa zapatrzyła się na morza wzburzone i szuka, i oczekuje; tęsknota przepełni wyziera z oczu twych niebios…
Zaratustra odczytuje uśmiech smętku jako tęsknotę przepełni. Dusza nie chce płakać, bo wszelki płacz wydaje się jej skargą, a wszelka skarga oskarżeniem.
Czytaj w książce →
A skoro nie chcesz płakać, nie chcesz wypłakać purpurowego smętku swego, *śpiewać* więc będziesz musiała, o duszo ma! — Patrz, ja sam się uśmiecham, ja, coć na to wróżę: — śpiewać będziesz musiała, śpiewem jak fala…
Jeśli dusza nie chce płakać, musi śpiewać, póki nie uciszą się morza i nie przypłynie złocista łódź ze swym panem, winobrańcą o diamentowym nożu. Dusza już wdycha woń przyszłych pieśni.
Czytaj w książce →
A żem cię do śpiewu zwał, powiedz, mów: z dwojga nas — dziękować komu tu? — Lub słuszniej czyń: śpiewaj, o śpiewaj duszo ma! A mnie dziękować każ! —
Zaratustra mówi, że oddał wszystko, aż po ostatnią swą własność, którą jest wezwanie do śpiewu. Pyta, kto komu winien jest teraz dzięki, i prosi duszę, by śpiewała, a jemu kazała dziękować.
Czytaj w książce →
W oczy twe spojrzałem wreszcie, o życie: złoto błysnęło mi w twym nocnym oku, — i zamarło serce me od rozkoszy tej: — złota łódź błysnęła mi na nocnych wodach, tonąca, chłonąca i znów oto wabiąca złotej łodzi kołyska!…
Zaratustra opowiada, jak spojrzał w oczy życiu i tańczył za nim. Ono ucieka i wabi, on kocha je z daleka i lęka się go z bliska, upada, nuży się byciem jego pasterzem i podnosi bicz.
Czytaj w książce →
A życie mi na to, przysłaniając swe wdzięczne uszka: „O, Zaratustro! nie trzaskajże tak strasznie swym biczyskiem! Wiesz przecie: hałas myśli zabija. A nawiedzają mnie właśnie łagodne myśli. Jesteśmy oboje prawdziwie…
Życie odpowiada, przysłaniając uszy przed biczem. Prosi o łagodność, przyznaje, że jest zazdrosne o jego mądrość, i mówi, że jego miłość opuściłaby go, gdyby opuściła go mądrość.
Czytaj w książce →
Potem spojrzało życie w zamyśleniu poza siebie i rzekło cicho: „O, Zaratustro, tyś nie dość mi wierny! Nie kochasz mnie wcale tak bardzo, jako mówisz; toć wiem, że o tym tylko myślisz, jak by mnie niebawem opuścić. Jest…
Życie mówi, że Zaratustra nie dość mu jest wierny i myśli o odejściu, gdy o północy bije dzwon. On szepcze mu coś na ucho, ono dziwi się, że on o tym wie, i oboje płaczą na łące.
Czytaj w książce →
Spojrzeliśmy na siebie, potem przenieśliśmy wzrok na zieloną łąkę, ponad którą biegł właśnie wieczór tchnieniem wilgotnym. I zapłakaliśmy oboje. — O, wówczas było mi życie stokroć droższe nad wszystką mądrość moją. —
Po wspólnym płaczu Zaratustra mówi, że życie stało mu się droższe niż jego mądrość.
Czytaj w książce →
Jeślim wróżbiarzem jest, onego ducha wieszczego pełen, co na wysokim jarzmie między dwoma morzami się snuje, — między przeszłością i przyszłością, jako ciężka snująca się chmura, — wrogi nizinom parnym oraz wszystkiemu,…
Zaratustra widzi siebie jako ciężką chmurę między przeszłością a przyszłością, gotową do błyskawicy. Kończy refrenem, że kocha wieczność, jedyną kobietę, z którą chciałby mieć dzieci.
Czytaj w książce →
o, jakżebym ja nie miał być żądnym wieczności i weselnego pierścienia pierścieni, — pierścienia wrotu nie pragnąć!
Pierwsze pojawienie się refrenu, który zamyka każdą pieczęć.
Czytaj w książce →
Jeśli gniew mój groby kiedykolwiek burzył i, stare krusząc tablice, w przepastne spychał głębie: jeśli szyd mój zmurszałe rozpylał słowa, jeśli był jako miotła dla krzyżowych pająków i jako wicher przewiewny dla…
Zaratustra wspomina swój niszczący gniew i szyderstwo, a mimo to nazywa siebie światu błogosławiącym obok posągów starych świata oszczerców. Następuje refren.
Czytaj w książce →
Jeśli choć jedno tchnienie z twórczego nawiedziło mnie tchnienia, z onego musu niebiańskiego, co przypadki nawet zmaga i w gwiezdne koliska pląsać je zniewala: jeśli śmiałem się kiedykolwiek onym błyskawicowym śmiechem,…
Mówi o niebiańskim musie, który nawet przypadki zniewala do gwiezdnych pląsów, i o grze w boskie kości, aż ziemia drży.
Czytaj w książce →
Jeślim kiedykolwiek pełnym pijał zaciągiem z onego korzenno-pienistego dzbana, w którym rzeczy wszelkie dobrze rozczynione są: jeśli dłoń ma dolewała kiedy dale najdalsze do bliży najbliższych i ogień do ducha, i ochotę…
Zaratustra opisuje dzban, w którym dale najdalsze i bliże najbliższe, ochota i cierpienie, rzeczy najgorsze i najlepsze są dobrze rozczynione, a siebie samego jako ziarno onej wyzwalającej soli.
Czytaj w książce →
Jeślim morzu jest skłonny oraz wszystkiemu, co morza tchnienie z sobą niesie, a najskłonniejszy wówczas, gdy mi się ono gniewnie przeciwi: jeśli owa poszukiwań pochopność jest we mnie, co żagle ku nieodkrytym krainom…
Kocha morze i pochopność poszukiwań, która wydyma żagle ku nieodkrytym krainom. Woła, że ląd ginie sprzed oczu i opadają ostatnie łańcuchy.
Czytaj w książce →
Jeśli cnota ma tancerza jest cnotą, jeślim skokiem nóg obu wskakiwał często w złoto-szmaragdowe olśnienie: jeśli ma złośliwość śmiejącym się jest szydem, zagnieżdżonym pośród róż pnących i liliowych zagąszczy: — a w…
Zaratustra nazywa swą cnotę cnotą tancerza i mówi, że w śmiechu jednoczy się wszelkie zło, lecz uświęcone i rozgrzeszone. Wskazuje swą alfę i omegę: każde ciało tancerzem, każdy duch ptakiem.
Czytaj w książce →
jeśli alfą i omegą mą jest, że wszystko ciężkie lekkim, każde ciało tancerzem, każdy duch ptakiem stać się winien: a zaprawdę, toć jest alfą i omegą moją! —
Ogłasza swą pierwszą i ostatnią zasadę.
Czytaj w książce →
Jeślim kiedykolwiek ciche ponad sobą rozpinał niebiosa i o własnych skrzydłach we własne wzbijał się nieba: jeślim, igrając, w głębokich światła pławił się dalach, gdzie mej wolności mądrość, — mądrość ptaka nawiedziła…
Wzbijając się we własne niebo, słyszy mądrość ptaka: nie ma góry ani dołu, więc śpiewaj i nie mów już. Ostatni refren zamyka pieśń.
Czytaj w książce →
— I znowuż minęły i miesiące, i lata ponad duszą Zaratustry, nie baczył na nie; wszakże osiwiał włos jego. Pewnego dnia, gdy zasiadł na kamieniu przed jaskinią swoją i przed się wyglądał, — a wyziera się stamtąd na…
Zwierzęta pytają, czy wypatruje szczęścia. Odpowiada, że dąży do swego dzieła, a jego szczęście jest ciężkie jak smoła. Potem to odwołuje: dojrzewa jak owoc, z miodem w żyłach. Postanawia wejść na wysoką górę i złożyć obiatę miodową.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra na górze się znalazł, odprawił zwierzęta, które mu towarzyszyły, i znalazł się wreszcie sam ze sobą: — wówczas śmiał się z całego serca, obejrzał się raz jeszcze i tak oto przemówił: Żem o obiacie i o…
Sam, śmieje się i przyznaje, że „obiata miodowa” była tylko podstępem. Miód jest w istocie przynętą, a świat — bogatym morzem pełnym cudów.
Czytaj w książce →
Osobliwie świat człowieczy, morze ludzkie: — w jego to wody zanurzam swą złotą różdżkę wędkową i mówię: roztwórz się, ludzka ty przepaści! Roztwórz się i wyrzuć mi swe ryby i raki błyskotliwe! Najlepszą nętą wabię dziś…
Zanurza swą złotą wędkę w ludzkie morze. Chce ukrytymi ostrzami zwabić ku swej wyży najdziwaczniejszych, najbarwniejszych ludzi. Nazywa siebie przewódcą i hodowcą.
Czytaj w książce →
Albowiem tym ci jestem z głębi duszy i z przedpoczątku: pociągającym, przyciągającym, naprowadzającym, — ja przewódca, hodowca, sfornego chowu mistrz, co nie darmo samego siebie niegdyś nawoływał: „Stań się, kim jesteś!”
Przypomina sobie radę, którą niegdyś dał samemu sobie.
Czytaj w książce →
Przeto niechaj ku mnie oto *wschodzą*: gdyż na znak jeszcze oczekuję, zali nie nadszedł czas mego znijścia; jeszcze sam między ludzi nie schodzę, jako to uczynić będę musiał. Na toż to oczekuję podstępnie i szyderczo na…
Oczekuje znaku swego znijścia. Nie jest zniecierpliwiony i oduczył się cierpliwości, bo już nie „cierpi”. Cieszy się, że los zostawia mu czas, i nie jest jak ziejący gniewem kaznodzieje, którzy krzyczą w doliny.
Czytaj w książce →
Cóż to nadejść musi i minąć nie powinno? Nasz wielki hazard, nasze wielkie dalekie królestwo człowiecze, królestwo Zaratustry, tysiącletnie — — Jakże daleka może być ta „dal”? cóż mnie to obchodzi! Krzepko stojęć mimo…
Nadejść musi wielki hazard, królestwo Zaratustry, tysiącletnie. Stoi pewnie na twardym pragłazie, gdzie wszystkie wichry pytają: Gdzie? i Skąd? i Kędy?
Czytaj w książce →
Śmiej się tu, śmiej, ma jasna, krzepka złośliwości! Z wysokich gór rzuć swój migotliwy szydu śmiech! Przynęć mi twym migotaniem najpiękniejsze ryby ludzkie! Oraz wszystko, co w morzach wszelkich *do mnie* należy, me…
Wzywa swój śmiech, wędkę i miód, by wyłowiły z mórz to, co do niego należy. Spogląda na mnogość mórz i świtających przyszłości ludzkich, pod różaną ciszą.
Czytaj w książce →
Następnego dnia siedział znowuż Zaratustra na głazie przed jaskinią swą, podczas gdy zwierzęta krążyły po świecie, szukając nowego pokarmu i nowego miodu: jako że stary miód roztrwonił Zaratustra i rozdał doszczętnie.…
Zaratustra, odrysowujący swój cień przed jaskinią, przestrasza się drugiego cienia: to wróżbiarz. Witają się, a wróżbiarz ostrzega, że wokół góry wznoszą się fale niedoli.
Czytaj w książce →
— *Współczucie*! — odparł wróżbiarz w serdecznym okrzyku i wzniósł oba ramiona, — o, Zaratustro, przychodzę, abym ciebie do twej ostatniej godziny zwiódł! —
Wróżbiarz odpowiada z przepełnionym sercem: „Współczucie!” i oznajmia swój zamiar.
Czytaj w książce →
Zaratustra milczał, zmieszany i wzburzony do głębi, wreszcie zapytał, jak ten, co się z postanowieniem waha: „I któż to jest, co mnie tam woła?” „Wszak ty sam wiesz o tym, odparł wróżbiarz, czemu się ukrywasz? *Wyższy…
Wróżbiarz wyjawia, że wołanie pochodzi od wyższego człowieka. Zaratustra, grozą przejęty, pokrywa się potem.
Czytaj w książce →
„O, Zaratustro — wszczął więc smutnym głosem — nie wyglądasz jako ten, co szczęście swe w obrót puszcza: będziesz musiał tańczyć, abyś mi się nie obalił! Lecz gdybyś nawet przede mną zatańczyć zechciał i wszystkie swe…
Wróżbiarz mówi, że Zaratustra będzie musiał tańczyć, by się nie obalić, i że u ukrytych, zakopanych żywcem nie znajdzie się ani radosnego człowieka, ani szczęścia.
Czytaj w książce →
Tako wzdychał wróżbiarz; przy ostatnim jego westchnieniu rozjaśniał Zaratustra i stał się znowuż pewnym siebie, jak ktoś, co z głębokiego podziemia na światło nagle wyjrzy. — Nie! nie! Po trzykroć nie! — wołał głosem…
Zaratustra odzyskuje pogodę ducha, każe wróżbiarzowi przestać go obryzgiwać niedolą i postanawia natychmiast iść do lasu, skąd dobiegło wołanie.
Czytaj w książce →
Z tymi słowy zwrócił się Zaratustra do odejścia. Wówczas rzecze wróżbiarz: „O Zaratustro, jesteś przebiegły! Wiem ja wszak: chcesz się mnie pozbyć! Raczej w lasy uciekniesz i złe zwierzęta tropić zechcesz! Lecz na cóż…
Wróżbiarz zarzuca Zaratustrze ucieczkę i mówi, że będzie czekał w jaskini. Zaratustra częstuje go swym miodem i mówi, że i on jest wróżbiarzem.
Czytaj w książce →
Zaratustra nie bawił jeszcze godziny w swych górach i lasach, gdy spostrzegł nagle dziwny pochód. Po tej drodze, którą zejść właśnie zamierzał, wchodzili dwaj królowie, w korony i pasy purpurowe strojni i barwni, jak…
Zaratustra, godzinę drogi w dół góry, kryje się w zaroślu, gdy przechodzą dwaj ukoronowani królowie, pędząc objuczonego osła. Zauważa, że widzi dwóch królów i tylko jednego osła; królowie to słyszą i odpowiadają, że myślą to samo, lecz tego nie wypowiadają.
Czytaj w książce →
Zaratustra, który na tę królów rozmowę oczy i uszy rozwierał, podniósł się czym prędzej ze swego ukrycia, wystąpił przed króli i rzekł: — Kto was podsłuchuje, kto rad was podsłuchuje, o królowie, zowie się Zaratustra.…
Zaratustra wychodzi z ukrycia, przedstawia się i mówi, że on także szuka wyższego człowieka. Królowie mówią, że zostali przejrzani. Twierdzą, że największym nieszczęściem jest, gdy możni nie są zarazem pierwszymi ludźmi, bo wtedy wszystko staje się fałszywe i potworne.
Czytaj w książce →
— Co słyszę? — odparł Zaratustra — jakaż mądrość pośród króli! Jestem zachwycony i, zaprawdę, chętka mnie już bierze, by rymy na to złożyć: — — aczkolwiek nie będą to rymy dla wszystkich uszu przydatne. Z dawna…
Zaratustra, zachwycony mądrością królów, mówi, że odpowie rymem, i że dawno oduczył się mieć wzgląd na długie uszy. Osioł ryczy „ta-ak”, a Zaratustra recytuje rym, w którym Sybilla biada, że świat zmarniał, Rzym stał się dziewką, a Bóg — Żydem.
Czytaj w książce →
Na tych rymach Zaratustry paśli się królowie; zaczem król po prawej rzecze: — O, Zaratustro, jakżeśmy dobrze uczynili, wybrawszy się w drogę, aby ciebie ujrzeć! Albowiem wrogowie twoi pokazali nam obraz twój w swoim…
Król po prawej mówi, że wrogowie pokazali im Zaratustrę jako diabła, lecz jego słowa i tak ich ukłuły. Przytaczają jego wojownicze powiedzenia, od których zawrzała krew ich ojców, i sławią ojców, którzy łaknęli wojny i wstydzili się długiego pokoju.
Czytaj w książce →
Gdy królowie tak oto o szczęściu ojców swych mówili i gawędzili, opadła Zaratustrę chętka zadrwić z ich gorliwości: gdyż najoczywiściej byli to pokojowo usposobieni królowie o starych i wytwornych obliczach. Przemógł…
Zaratustra chce zadrwić z wojowniczej gorliwości królów, bo najoczywiściej są pokojowo usposobieni, lecz się przemaga. Wskazuje im drogę do jaskini i mówi, że wołanie na ratunek przynagla go do odejścia. Dodaje, że królowie, których ostatnią cnotą jest „potrafić czekać”, dobrze się czekania nauczą.
Czytaj w książce →
I Zaratustra zanurzał się w zamyśleniu coraz dalej i głębiej w lasy, mijając przydroża bagienne. Jak to się temu przytrafia, co w ciężkiej zadumie przed się na ślepo idzie, nastąpił niespodzianie na człowieka. I oto w…
Pogrążony w zadumie Zaratustra nadeptuje człowieka ukrytego w bagnie i w przestrachu go bije. Śmieje się z własnego szaleństwa, opowiada przypowieść o przestraszonym psie i wędrowcu i zaprasza krwawiącego człowieka do swej jaskini, by opatrzyć mu rany.
Czytaj w książce →
Gdy nadepnięty usłyszał imię Zaratustry, przeistoczył się nagle. — Jakaż dola mnie ściga! — wykrzyknął,— *któż* bo obchodzi mnie jeszcze w życiu, prócz tego jednego człowieka, prócz Zaratustry i tego zwierzęcia, co…
Usłyszawszy imię Zaratustry, człowiek przeistacza się. Leżał w bagnie jako przynęta dla pijawek, a teraz sławi Zaratustrę jako najlepszą pijawkę, największą pijawkę sumienia. Zaratustra jest rad i pyta, kim on jest.
Czytaj w książce →
Lepiej nic nie wiedzieć, niźli wiele, a połowicznie! Lepiej być głupcem na własną rękę, niźli mędrcem według cudzego mniemania! Ja — sięgam dna:
Nazywa siebie sumiennym z ducha i mówi, że swej surowości nauczył się od Zaratustry. Chce tylko pewnej podstawy, choćby najmniejszej, i w prawdziwym poznaniu nie widzi nic wielkiego ani małego.
Czytaj w książce →
A żeś raz wyrzekł, o Zaratustro: »Duch jest życiem, co samo w życie się wrzyna«, więc te oto słowa zwiodły mnie i przywiodły do nauki twej. Bo, zaprawdę, krwią własną mnożyłem wiedzę swą!
Twierdzi, że włada jednym małym światem — mózgiem pijawki — i jest z tego dumny. Wszystko inne odrzuca, nienawidzi tego, co mgliste i marzycielskie, i chce być surowy i rzetelny tam, gdzie wie, a ślepy tam, gdzie nie wie.
Czytaj w książce →
— Jak o tym poucza oczywistość — wpadł mu Zaratustra w słowa; gdyż krew ociekała wciąż jeszcze z nagiego ramienia człowieka sumiennego. Dziesięć pijawek wpiło się weń. O, człeku ty dziwaczny, jakże wiele poucza mnie ta…
Na jego krwawiącym ramieniu widać dziesięć pijawek, co Zaratustra bierze za dowód oddania tego człowieka. Zaprasza go do jaskini jako gościa i obiecuje wynagrodzić mu nadepnięcie. Wołanie na ratunek wzywa Zaratustrę dalej.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra minął skałę na zboczu, ujrzał nieopodal na pochyłości drogi człowieka miotającego się jak opętany i powalającego się wreszcie twarzą na ziemię. „Baczność! — rzekł Zaratustra do swego serca, snadź ten jest…
Zaratustra znajduje na ziemi drżącego starca, który zawodzi wierszem do okrutnego Boga-myśliwca, co go dręczy. Błaga Boga, by wrócił, by był jego bólem i ostatnim szczęściem.
Czytaj w książce →
— Tu jednak Zaratustra dłużej pohamować się nie zdołał, pochwycił kij i począł z całych sił bić biadającego. „Zaprzestań! — wołał z jadowitym śmiechem,— zaprzestań, ty aktorze! Ty fałszerzu! Ty łgarzu z głębi duszy!…
Zaratustra okłada zawodzącego kijem i nazywa go aktorem i fałszerzem. Starzec przyznaje, że było to przedstawienie, że grał pokutnika ducha i że Zaratustra mu uwierzył.
Czytaj w książce →
— Przebieglejszych ode mnie mogłeś był oszukiwać,— odparł twardo Zaratustra.— Ja nie mam się na baczności przed oszustami, ja muszę być bez ostrożności: tak chce dola ma. Ty wszakże — *musisz* oszukiwać: na tyle znam…
Zaratustra mówi, że czarownik musi oszukiwać i dla samego siebie nie ma już żadnego kłamstwa. Czarownik podaje się za największego człowieka, po czym przyznaje, że szukał wielkości i poniósł klęskę. Zaratustra czci tę jedyną szczerą chwilę.
Czytaj w książce →
Czyż nie wiesz o tym, o Zaratustro? *Ja szukam Zaratustry*.
Zapytany, czego szukał i czemu wystawiał Zaratustrę na próbę, czarownik mówi, że szuka człowieka wielkiego i na wskroś rzetelnego — że szuka Zaratustry.
Czytaj w książce →
— Tu nastało długie między nimi milczenie; Zaratustra zatonął w myślach tak głęboko, że aż oczy przymknął. Po czym, zwróciwszy się do wiły, pochwycił jego rękę i rzekł pełen ugrzecznienia i przebiegłości: Dobrze więc!…
Zaratustra po długim milczeniu wskazuje czarownikowi drogę do swej jaskini i zwierząt. Mówi, że nie widział jeszcze wielkiego człowieka, tylko nadęte żaby, i odchodzi, śmiejąc się, pocieszony.
Czytaj w książce →
Pozbywszy się wiły, ujrzał Zaratustra niebawem znowuż kogoś na drodze, po której szedł. Nieopodal siedział czarny, smukły człowiek o chudej bladej twarzy: *ten* przygnębiał swoją postacią. „Biada, rzekł Zaratustra do…
Ledwie umknąwszy czarownikowi, Zaratustra widzi przy drodze wysokiego, czarnego, bladego człowieka i przeklina kapłanów i czarnoksiężników. Próbuje prześlizgnąć się obok, lecz człowiek zrywa się i idzie prosto ku niemu.
Czytaj w książce →
— Kimkolwiek jesteś, wędrowcze, rzekł, pomóż zbłąkanemu i szukającemu starcowi, któremu tu łatwo coś złego przytrafić się może! Obcy mi świat ten i daleki, słyszę też i zwierząt dzikich poryki; zaś ten, kto by mi…
Starzec prosi o pomoc i mówi, że szukał w lesie świętego, który tymczasem umarł. Nazywa siebie ostatnim papieżem, wysłużonym i bez pana. Serce posłało go na poszukiwanie Zaratustry.
Czytaj w książce →
Tako rzecze starzec, bystrym okiem patrząc na tego, co przed nim stał; Zaratustra pochwycił dłoń starego papieża i przyglądał się jej długo z podziwem. — Spojrzyj, wielebny, jakaż piękna i długa dłoń! To dłoń człowieka,…
Zaratustra podziwia długą, błogosławiącą dłoń starca, która teraz trzyma bezbożnego Zaratustrę. Przytacza własne powiedzenie i przenika myśli papieża.
Czytaj w książce →
— Kto najbardziej kochał i posiadał, najbardziej go też i utracił —: — patrz, z nas dwóch, ja jestem obecnie bardziej chyba bezbożny? Lecz któż by mógł radować się z tego! — — Służyłeś mu aż do ostatka,— rzekł…
Zaratustra pyta, czy zdławiła Boga litość, gdy ujrzał człowieka na krzyżu, a papież odwraca wzrok. Potem papież mówi, że jego Bóg był ukryty, niegdyś twardy i mściwy, potem stary i litościwy, aż wreszcie się udusił.
Czytaj w książce →
— Stary papieżu — wtrącił tu Zaratustra — czyś ty to własnymi oczyma oglądał? Być może, iż tak się to działo: tak, lub też inaczej. Gdy bogowie umierają, konać zwykli wieloraką śmiercią. Wszakże, stało się! Tak czy…
Zaratustra mówi, że bogowie konają wieloraką śmiercią. Zarzuca temu Bogu niewyraźność i zemstę na własnych nieudanych stworzeniach, co nazywa grzechem przeciw dobremu smakowi.
Czytaj w książce →
— Co słyszę! — rzekł stary papież, nastawiwszy czujnie uszu; o Zaratustro, tyś pobożniejszy, niźli sam myślisz, wraz z taką niewiarą! Jakowyś Bóg w tobie nawrócił cię do twej bezbożności. Czy nie twa pobożność w Boga…
Papież mówi, że jakowyś Bóg nawrócił Zaratustrę do jego bezbożności i że rzetelność wywiedzie go poza dobro i zło. Czuje błogosławieństwo w dłoniach Zaratustry i prosi, by mógł być jego gościem przez jedną noc.
Czytaj w książce →
— Amen! Niech się tak stanie! — rzekł Zaratustra w wielkim zdumieniu — tędy górą wiedzie droga do jaskini Zaratustry. Chętnie, czcigodny, zawiódłbym cię sam, gdyż kocham wszystkich ludzi pobożnych. Wszakże teraz wołanie…
Zaratustra się zgadza i wskazuje drogę do swej jaskini, lecz wołanie na ratunek wzywa go dalej. Mówi, że nie zdejmie z papieża jego posępności, gdyż stary Bóg nie żyje.
Czytaj w książce →
Gdyż stary ten Bóg nie żyje; zgoła martwy jest on już. —
Zaratustra kończy rozmowę słowami, że stary Bóg nie żyje.
Czytaj w książce →
„Zaratustro! Zaratustro! Zgadnij mą zagadkę! Powiadaj! Mów! Czym jest *zemsta na świadku*? Ja cię wstecz przywabiam, gładki tu jest lód! Baczże, bacz, aby duma twa nóg tu nie połamała! Mądrym się mniemasz, dumny…
Głos wzywa Zaratustrę, by odgadł jego zagadkę. Opada go litość i runie, lecz powstaje i mówi, że ten człowiek jest mordercą Boga, który zemścił się na świadku, co go oglądał.
Czytaj w książce →
— Poznaję ja cię — rzekł spiżowym głosem:— *tyś jest mordercą Boga*! Puśćże mnie.
Zaratustra rozpoznaje tę istotę i próbuje odejść.
Czytaj w książce →
Tako rzekł Zaratustra i chciał odejść precz; lecz owo niewypowiedzialne pochwyciło go za brzeg szaty, poczęło znów bełkotać i szukać słów. „Pozostań!” — rzekło wreszcie — — pozostań! Nie mijaj mnie! Zgadłem, jaka to…
Zatrzymuje Zaratustrę i błaga, by ten stał się jego ucieczką przed prześladowaniem litością. Mówi, że milczący rumieniec Zaratustry świadczył, iż go poznał. Jest zbyt bogaty w brzydotę, by być żebrakiem proszącym o jałmużnę.
Czytaj w książce →
Ponad tymi wszystkimi spozieram ja górą, jako pies ponad grzbietami rojnego stada owiec. Drobne to, miękką wełną porosłe, dobrochętne i szare plemię. Jako czapla, z zarzuconą w tył głową, wzgardliwie na miałkie spogląda…
Spogląda ponad małymi ludźmi, jak pies ponad stadem owiec. Wini ich świętego, kaznodzieję litości, który mówił „ja — jestem prawda”, i przyznaje Zaratustrze zasługę odpowiedzi trzykrotnym „nie”.
Czytaj w książce →
Sam jednak — przestrzeż siebie przed *własną swą* litością! Gdyż wielu jest już w drodze ku tobie: wielu cierpiących, wątpiących, rozpaczających, tonących, marznących. — Ostrzegam cię i przed sobą. Odgadłeś wszak mą…
Ostrzega Zaratustrę przed jego własną litością wobec wielu, którzy do niego zdążają. Wyjaśnia, że wścibski, litościwy Bóg, który widział wszystko, nawet i człowieka, musiał umrzeć.
Czytaj w książce →
Tak oto mówił najszpetniejszy człowiek. Zaratustra wszakże powstał w zamiarze odejścia: gdyż mroziło go aż do głębi trzew. — Ty niewypowiedzialny — rzekł — ostrzegasz mnie przed swoją drogą. W podzięce za to sławię ci…
Zmrożony do głębi trzew Zaratustra dziękuje mu, sławiąc własną drogę. Odsyła go do jaskini i do najdumniejszego i najprzebieglejszego zwierzęcia, po czym idzie dalej, zamyślony i powolny.
Czytaj w książce →
„Jakże ubogi jest człowiek! myślał w swym sercu, jakże szpetny, bełkotliwy i jakże pełen ukrytego wstydu! Powiadają mi, że człowiek samego siebie kocha: och, jakże wielka musi być ta miłość siebie! Ileż wzgardy ma ona…
Sam, Zaratustra rozmyśla, że wielkiej miłości siebie odpowiada wielka wzgarda. Kocha wielkich gardzicieli i powtarza, że człowiek jest czymś, co przezwyciężonym być winno.
Czytaj w książce →
Kocham wielkich gardzicieli. Człowiek jest czymś, co przezwyciężonym być winno”. — —
Końcowa myśl Zaratustry.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra opuścił najszpetniejszego człowieka, ogarnął go chłód i poczucie samotności: snuło mu się w myślach tyle rzeczy zimnych i samotnych, że aż członki jego przy tym oziębły. Gdy jednak — dalej i coraz dalej…
Zaratustra wędruje dalej, znów robi mu się ciepło i znajduje krowy zgromadzone wokół człowieka, który do nich przemawia. Rozpędza zwierzęta, lękając się, że komuś stała się krzywda, i znajduje łagodnego kaznodzieję górskiego.
Czytaj w książce →
— Czego szukam tutaj? — odparł — tegoż, czego i ty, który mi spokój oto zakłócasz! szukam szczęścia na ziemi. K'woli temu chciałbym się od tych krów niejednego nauczyć. Wiedzże, iż pół dnia przemawiam już do nich, i…
Żebrak mówi, że szuka szczęścia na ziemi i chce się od krów nauczyć przeżuwania. Twierdzi, że bez tego człowiek nie pozbędzie się swego wielkiego utrapienia — wstrętu.
Czytaj w książce →
Tak oto mówił kaznodzieja górski i teraz dopiero zwrócił spojrzenie na Zaratustrę, — dotychczas spoczywało ono z lubością na krowach —: spojrzawszy jednak, zmienił się nagle. — Z kimże to ja mówię? — zawołał przerażony…
Żebrak rozpoznaje w Zaratustrze pogromcę wielkiego wstrętu i całuje jego dłonie. Zaratustra przypomina, że żebrak porzucił niegdyś bogactwa, ubodzy go odtrącili, a on poznał, jak trudno jest dobrze dawać.
Czytaj w książce →
— Osobliwie dzisiaj, — odparł dobrowolny żebrak — dziś, gdy wszystko niskie staje się butownicze, trwożliwe i butne: na sposób ciżby mianowicie. Gdyż nastała, jak wiesz, godzina wielkiego, złowróżbnego, długiego i…
Żebrak opisuje nadchodzący bunt motłochu i niewolników. Mówi, że ubodzy nie są już błogosławieni, a bogacze to wyzłocony motłoch. Zbrzydziwszy sobie jednych i drugich, uciekł do krów.
Czytaj w książce →
Tak mówił poczciwiec, sapał zaś przy tym i pocił się przy swych słowach: tak, że krowy dziwiły się ponownie. Zaratustra wszakże przy tych twardych jego słowach spoglądał mu w twarz z uśmiechem i potrząsał głową w…
Zaratustra uśmiecha się i mówi żebrakowi, że taki gniew nie przystoi jego ustom, oku ani żołądkowi. Żebrak przyznaje, że lubi miód i miele ziarna, i sławi krowy za to, że przeżuwają, leżą na słońcu i stronią od ciężkich myśli.
Czytaj w książce →
— Dobrze więc! — rzekł Zaratustra — winieneś wobec tego ujrzeć i *moje* zwierzęta: orła mego i węża, — nie masz bo dziś równych im na świecie. Patrz, tędy oto wiedzie droga do jaskini Zaratustry: bądź gościem u mnie tej…
Zaratustra zaprasza żebraka do swej jaskini, by rozmawiał z orłem i wężem o szczęściu zwierząt, bo wołanie na ratunek wzywa go dalej. Gdy żebrak nazywa go lepszym nawet niż krowa, Zaratustra drwiąco przepędza go kijem.
Czytaj w książce →
Ledwie że dobrowolny żebrak uciekł i Zaratustra na chwilę sam pozostał, gdy odezwał się za nim inny głos: „Stój Zaratustro! Poczekajże chwilę! to ja jestem, Zaratustro, ja, twój cień!” Lecz Zaratustra nie czekał, gdyż…
Usłyszawszy głos, który nazywa się jego cieniem, Zaratustra w rozdrażnieniu ucieka, tak że trzej biegną jeden za drugim: żebrak, Zaratustra, cień.
Czytaj w książce →
„Tam do licha! — rzekł — czyż nie działy się z dawien dawna najśmieszniejsze rzeczy pomiędzy nami, starymi pustelnikami i świętymi? Zaprawdę, nierozsądek mój wyrósł wysoko pośród gór! Oto słyszę, jak sześć starych…
Zaratustra śmieje się z siebie, zatrzymuje się i zawraca, i przeraża się, jak chudy, sczerniały i przeżyty wydaje się jego naśladowca.
Czytaj w książce →
— Daruj, — odparł cień — że ja to jestem; a jeślim ci się nie spodobał, wiedzże, Zaratustro, chwalę za to ciebie i dobry twój smak. Pielgrzymem jestem, który z dawna już wędruje śladem twoich stóp: zawszem ja w podróży,…
Cień mówi, że wędrował za Zaratustrą bez celu i siedziby, złamał wszelką cześć i przekonał się, że i on utracił niewinność, a prawda kopnęła go w twarz.
Czytaj w książce →
Tak oto mówił cień, a Zaratustry oblicze wydłużyło się przy tych słowach. — Ty jesteś mym cieniem! — rzekł wreszcie, ze smutkiem. — Niemałe jest twe niebezpieczeństwo, duchu ty wolny i pielgrzymi! Zły miałeś dzień,…
Zaratustra przestrzega cień, że jakaś ciasna wiara może go zniewolić niczym bezpieczeństwo więźnia, zaprasza go do jaskini i biegnie dalej, obiecując wieczorem tańce.
Czytaj w książce →
— Śpieszył więc Zaratustra i śpieszył coraz dalej, i nie spotykał już nikogo, i był sam jeden, i raz wraz myślą do siebie powracał, i rozkoszował się samotnością, i chłonął ją, i rozmyślał o wielu dobrych rzeczach, —…
Biegnąc samotnie, Zaratustra mija stare drzewo oplecione winnym krzewem, ciężkim od gron. Chce zerwać grono, lecz woli zlec i zasnąć, z oczyma wciąż otwartymi na drzewo.
Czytaj w książce →
„Cicho! Cicho! Czyż nie doskonałym stał się właśnie świat? Cóż to ze mną dzieje się? Jak pieściwe wiatru tchnienie po taflowej morza toni tańczy niewidzialnie, lekko, jak puch zwinnie: tak oto — sen po mnie pląsa. Oka…
Zasypiając, Zaratustra mówi do swego serca o śnie, który lekko po nim pląsa, a duszę zostawia w jawie. Porównuje się do nawy w cichej zatoce i każe duszy milczeć, gdy południe pije kroplę złotego szczęścia.
Czytaj w książce →
Owóż to najmniejsze, to najcichsze, to najlżejsze, jaszczurki jednej szmer, jedno tchnienie, jeden mig, oka jedno mgnienie: — *mało*, oto przymiot *najlepszego* szczęścia. Cicho!
Zaratustra odwołuje swe dawne powiedzenie, że do szczęścia mało potrzeba, nazywając je bluźnierstwem. Teraz widzi, że najlepsze szczęście składa się z rzeczy najcichszych i najlżejszych.
Czytaj w książce →
— Cóż się dzieje ze mną: bacz! Czyż nie pierzchnął czas? Czy nie spadam ja? Czy nie spadłem — bacz! w studnię wieczności? — Cóż się dzieje ze mną? Cicho! Razi mnie — o biada — w serce? W serce mnie uraża! O złam się,…
Czas zdaje się pierzchać, a Zaratustra czuje, że spadł w wieczność, ugodzony w serce. Goni umykającą złotą obręcz, potem każe nogom i sercu wstawać, lecz dusza broni się i znów zapada w sen.
Czytaj w książce →
„Wstawaj — rzekł Zaratustra — ty złodziejko mała, mitrężąca dzienny czas! Jakże to? Jeszcze ciągle przeciągać się chcesz, ciągle ziewać, wzdychać i w głębokie studnie padać? Kimże jesteś! O duszo ma!” (i tu przeraził…
Zaratustra budzi się, przestraszony promieniem słońca na twarzy. Pyta niebo, kiedy spije z powrotem jego przedziwną duszę, po czym wstaje jak z upojenia i widzi, że spał tylko krótko.
Czytaj w książce →
Na podwieczerz dopiero po długim szukaniu i błądzeniu daremnym powrócił Zaratustra do swej jaskini. Lecz gdy znalazł się naprzeciw niej o niespełna dwadzieścia kroków, stało się coś, czego najmniej oczekiwał: usłyszał…
Wracając do domu, Zaratustra znów słyszy wołanie na pomoc, tym razem z własnej jaskini. Zastaje tam wszystkich, których za dnia spotkał, i wita ich z uprzejmą ciekawością.
Czytaj w książce →
— Wy rozpaczający! Dziwni wy ludzie! Więc to *wasz* krzyk słyszałem? Teraz wiem wreszcie, gdzie szukać tego, któregom daremnie dzień cały poszukiwał: gdzie szukać *wyższego człowieka* —: — w mej własnej jaskini siedzi…
Zaratustra mówi, że sam przywabił wyższego człowieka swym szczęściem. Ofiarowuje mu swą jaskinię, zwierzęta i bezpieczeństwo, potem mały palec, a wreszcie całą dłoń.
Czytaj w książce →
— Po tym, o Zaratustro, jakeś podaniem dłoni i ukłonem powitał, poznajemy, żeś Zaratustra. Poniżyłeś się przed nami; nieomal, że zadrasnąłeś naszą pokorę —: — któż by jednak zdołał z taką, jak ty, poniżyć się dumą? Tym…
Król po prawej mówi, że pokora Zaratustry ich podźwignęła, przyrównuje go do wysokiej pinii i mówi, że wielu pyta, kim on jest. Prosi o wielką nadzieję, której potrzebują, by żyć.
Czytaj w książce →
Tak rzekł król po prawej i pochwycił dłoń Zaratustry, aby ją ucałować; lecz Zaratustra wzbraniał się od tego uczczenia i cofnął się przerażony, milczący i jakby nagle w odległe odlatujący dale. Po chwili jednak powrócił…
Zaratustra cofa się, gdy król chce ucałować jego dłoń, po czym wraca i zapowiada, że będzie mówił „po niemiecku i wyraźnie”. Król po lewej na stronie bierze to za zapowiedź prostactwa.
Czytaj w książce →
Jesteście tylko pomostami: niechże wyżsi po was kroczą! Oznaczacie stopnie: nie złorzeczcież temu, co się po was na *swoją* wyżynę wspina!
Zaratustra mówi gościom, że nie są jego prawym ramieniem: są zbyt delikatni, zbyt obciążeni i skrzywieni, i żaden kowal nie wyprostuje ich młotem. Są tylko pomostami i stopniami.
Czytaj w książce →
— czekam na wyższych, bardziej krzepkich i zwycięskich, bardziej ochoczych, na tych, co są umiernie zbudowani na ciele i duchu: *śmiejące się lwy* przyjść tu muszą!
Mówi, że goście są tylko zapowiedzią, i zaprzecza, by byli ludźmi wielkiej tęsknoty czy resztką Boga. Czeka na innych, prosi, by mu mówiono o jego dzieciach i wyspach szczęśliwości, i mówi, co by za nie oddał.
Czytaj w książce →
Tako rzekł Zaratustra i zatrzymał się nagle w swej mowie: gdyż owładnęła nim tęsknota, zamknął oczy i usta w poruszeniu serdecznym. I goście jego milczeli również: stali niemowni i zmieszani: tylko stary wróżbiarz…
Zaratustra urywa w pół słowa, owładnięty tęsknotą, i zamyka oczy i usta. Goście milkną, tylko stary wróżbiarz daje znaki.
Czytaj w książce →
W tym mianowicie miejscu przerwał wróżbiarz powitanie Zaratustry z gośćmi: przecisnął się naprzód, jak ktoś co nie ma czasu do stracenia, pochwycił dłoń Zaratustry i zawołał: — Ależ Zaratustro! Jedno jest niezbędniejsze…
Wróżbiarz przerywa powitanie, przypomina Zaratustrze, że zaproszono go na posiłek, i skarży się na głód, pragnienie i brak wina. Zwierzęta Zaratustry uciekają przerażone jego apetytem.
Czytaj w książce →
Przy tej sposobności, gdy wróżbiarz dopominał się wciąż o wino, stało się, że przemówił także król po lewej, najbardziej ze wszystkich milczący. — O wino — rzekł — dbaliśmy już razem z moim bratem, z królem po prawej:…
Milczący król mówi, że wino mają, lecz chleba brak. Zaratustra odpowiada, że pustelnicy chleba nie miewają, ofiarowuje dwoje jagniąt, korzenie, owoce i orzechy i mówi, że wszyscy, królowie nie wyłączając, muszą pomóc.
Czytaj w książce →
Jam jest zakonem dla swoich tylko ludzi, nie jestem prawem dla wszystkich. Wszakże kto do mnie należy, winien być człowiekiem o mocnych kościach i lekkich stopach, —
Dobrowolny żebrak sprzeciwia się mięsu, winu i korzeniom. Zaratustra każe mu trzymać się własnych obyczajów i opisuje tych, którzy do niego należą: biorą najlepszą strawę, najczystsze niebo, najmocniejsze myśli i najpiękniejsze kobiety.
Czytaj w książce →
Tako rzekł Zaratustra; zaś król po prawej odparł: — Szczególne! Słyszał kto kiedy tak rozsądne słowa z ust mędrca? I zaprawdę, rzeczą najszczególniejszą w mędrcu jest to, gdy bywa w dodatku nawet i rozsądnym, i nie…
Król po prawej dziwi się, że mędrzec bywa rozsądny, a nie osłem. Osioł odpowiada złośliwie „ta-ak” i zaczyna się długa wieczerza, przy której mówi się wyłącznie o wyższym człowieku.
Czytaj w książce →
Gdym po raz pierwszy do ludzi przyszedł, szaleństwo pustelnika popełniłem wówczas, wielkie szaleństwo: ustawiłem się na rynku. I przemawiając do wszystkich, nie mówiłem do nikogo. Pod wieczór zaś linoskocy byli…
Zaratustra wspomina swe pierwsze przyjście do ludzi, gdy mówić do wszystkich znaczyło nie mówić do nikogo. Mówi ludziom wyższym, że motłoch pomruguje: „jesteśmy wszyscy równi”, i że muszą opuścić rynek.
Czytaj w książce →
Hejże! Hej! Ludzie wy wyżsi! Teraz dopiero rodzi góra ludzkiej przyszłości. Bóg umarł: niechże za *naszą* wolą, — nadczłowiek teraz żyje.
Zaratustra mówi ludziom wyższym, że Bóg był ich największym niebezpieczeństwem i że dopiero odkąd leży w grobie, zmartwychwstali. Pyta, czy przeraża ich przepaść, po czym dodaje im otuchy.
Czytaj w książce →
Najtroskliwsi pytają dziś: „jak zachować człowieka?” Zaratustra wszakże pyta, jako pierwszy i jedyny: „jak *przezwyciężyć* człowieka? Nadczłowiek leży mi na sercu, *on* jest mą pierwszą i jedyną rzeczą, — a *nie*…
Zaratustra mówi, że na sercu leży mu nadczłowiek, nie człowiek, i że kocha człowieka jako przejście i zanik. Kocha ludzi wyższych za to, że gardzą i rozpaczają, i wzywa ich, by przezwyciężyli małe cnoty dzisiejszych panów.
Czytaj w książce →
Dusze zimne, muły, ślepce i opoje krzepkimi sercem dla nas nie są. Serce posiada, kto trwogę zna, lecz ją *zmaga*; kto przepaść widzi, lecz widzi ją z *dumą*.
Zaratustra pyta ludzi wyższych, czy mają odwagę pustelnika i orła, a nie odwagę przy świadkach. Mówi, że odwaga to chwytać przepaść orlimi szponami.
Czytaj w książce →
„Człowiek jest zły” — mówili mi ku pociesze wszyscy najmędrsi. Och, gdybyż to dziś prawdą jeszcze było! Gdyż zło jest w człowieku największą siłą! „Człowiek stać się musi lepszy i gorszy” — tak oto ja pouczam. Najgorsze…
Zaratustra odwraca pociechę mędrców, że człowiek jest zły, i naucza, że człowiek stać się musi lepszy i gorszy. Wielki grzech bierze za swą pociechę i przestrzega, że takich słów nie mówi się dla długich uszu.
Czytaj w książce →
Mniemacie wy może, ludzie wyżsi, żem na to jest, by poprawiać, coście licho zdziałali? Lub że pragnę wam cierpiącym, wygodniej na przyszłość słać? Wam niestatecznym, zbłąkanym, na górnych drogach zaprzepaszczonym nowe…
Zaratustra zaprzecza, że jest po to, by poprawiać, co oni licho zdziałali, czy wskazywać lżejsze ścieżki. Mówi, że cierpią nad sobą, nie nad człowiekiem, i że jego mądrość, zebrana jak chmura, zrodzi grom, który oślepi dzisiejszych ludzi.
Czytaj w książce →
Nie pragnijcie nigdy ponad to, co zdziałać jesteście w stanie: istnieje niedobry fałsz pośród tych, co ponad swą możność chcą. Osobliwie, gdy pragną wielkich rzeczy! Gdyż oni budzą nieufność do rzeczy wielkich, ci…
Zaratustra mówi ludziom wyższym, by nie chcieli ponad swą możność, i nad wszystko ceni rzetelność. Radzi nieufność wobec motłochu i jego prawd oraz wobec uczonych, którzy chlubią się tym, że nie umieją kłamać.
Czytaj w książce →
Jeśli ku wyżynie zmierzasz, własnych używaj nóg! Nie pozwalaj się *wnosić*, nie siadaj na cudze grzbiety i głowy! Lecz ty na konia oto wskakujesz? I oto cwałujesz szybko do swego celu? Pięknie, przyjacielu mój! Lecz oto…
Zaratustra przestrzega przed tym, by dać się wnosić na wyżyny czy siadać na cudze grzbiety. Chroma noga jeźdźca jedzie razem z nim i na swej wyżynie będzie się potykał.
Czytaj w książce →
Wy twórcy, wyżsi wy ludzie! Własnym dzieckiem brzemiennym się tylko bywa. Nie pozwalajcież wgadywać w siebie niczego i wmawiać! Któż to jest waszym bliźnim? Aczkolwiek działacie „dla bliźniego”, — nie tworzycie wszak…
Zaratustra mówi twórcom, by oduczyli się owego „dla” cnoty bliźniego, gdyż ich miłość należy do własnego dziecka. Dodaje, że kto rodzi, jest chory i nieczysty i musi obmyć swą duszę.
Czytaj w książce →
Nie bądźcie cnotliwi ponad własne siły! I nie wymagajcie od siebie niczego nad podobieństwo! Chodźcie tymi śladami, którymi już cnota waszych ojców chadzała! Jakże to chcecie wysoko się wspiąć, gdy cnota ojców waszych z…
Zaratustra radzi ludziom wyższym chodzić śladami, którymi chadzała cnota ich ojców, i nie chcieć być świętymi tam, gdzie ojcowie mieli nałogi. Drwi z klasztorów i mówi, że samotność nie jest dla wielu.
Czytaj w książce →
Bądźcie dobrej myśli, bo cóż na tym zależy! Ileż bo możliwości pozostaje jeszcze! Uczcie się śmiać z samych siebie, jako śmiać się należy!
Zaratustra przyrównuje ludzi wyższych do tygrysa, któremu skok się nie udał, i do graczy, którym rzut kośćmi chybił. Mówi, że im wyższy rodzaj, tym rzadziej się udaje, i zachęca ich, by się śmiali i otaczali małymi, doskonałymi rzeczami.
Czytaj w książce →
Jakiż to największy grzech popełniono dotychczas na świecie? Czyż nie były nim słowa tego, który rzekł: „Biada tym, którzy się śmieją!” Czyż nie znalazł powodu do śmiechu chociażby na ziemi tej? Snadź źle szukał.…
Zaratustra nazywa słowa „Biada tym, którzy się śmieją!” największym grzechem na ziemi i mówi, że ten, kto je wyrzekł, nie dość kochał i pochodził z motłochu. Każe ludziom wyższym schodzić z drogi takim bezwzględnym, którzy nie umieją tańczyć.
Czytaj w książce →
Krok wskazuje, czy ktoś po *swojej* drodze kroczy: patrzcież, jak chodzę! Kto zaś do celu swego się zbliża, ten tańczy.
Zaratustra mówi, że dobre rzeczy dochodzą do celu krętymi drogami i śmieją się. Kocha szybki bieg, mówi, że lekkie stopy przebiegają przez błoto, i każe słuchaczom podnieść serca i nogi.
Czytaj w książce →
Tę koronę śmiejącego się, tę różańcową koronę: sam włożyłem sobie na skroń, sam uświęciłem śmiech swój. Nie znalazłem nikogo o dostatecznej ku temu mocy. Zaratustra tancerz, Zaratustra lekki, skrzydłami powiewający,…
Zaratustra mówi, że sam włożył sobie na skroń różańcową koronę śmiejącego się i sam uświęcił swój śmiech. Nazywa siebie tancerzem, gotowym do lotu, ani niecierpliwym, ani bezwzględnym.
Czytaj w książce →
Lepiej oszaleć ze szczęścia, niźli oszaleć z niedoli, lepiej niezdarnie tańczyć, niźli chromo chodzić. Nauczcież się wreszcie mej mądrości: nawet najlichsza rzecz ma dwie dobre strony, —
Zaratustra powtarza wezwanie, by podnieść serca i nogi, zauważając, że nawet ciężkie zwierzęta bywają szczęśliwe, jak słoń, który próbuje stanąć na głowie. Wzywa ludzi wyższych, by oduczyli się żałosnych westchnień.
Czytaj w książce →
Czyńcie mi jako wicher, gdy się z górskich czeluści rwie: w takt własnych dud pląsać on rad, a morza drżą i skaczą pod jego tąpaniem. Który osłom skrzydła daje, a lwice doi, sławiony niech będzie ten dobry niepohamowany…
Zaratustra sławi dziki duch wichru, który pląsa po trzęsawiskach i dmie pył w oczy czarnowidom. Kończy, rzucając ludziom wyższym koronę śmiechu i każąc im uczyć się śmiać.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra te mowy kończył, stał on blisko wyjścia; wraz z ostatnimi słowy wymknął się gościom swoim i uciekł z jaskini na chwilę. — O czyste wokół mnie woni, — zawołał — o błogosławiona wokół mnie ciszo! Lecz…
Zaratustra wychodzi z jaskini, przywołuje orła i węża i mówi, że ich kocha. Zauważa, że ludzie wyżsi niemiłą wydają woń. Wszyscy troje stoją w milczeniu i chłoną czyste powietrze.
Czytaj w książce →
Zaledwie jednak Zaratustra opuścił swą jaskinię, podniósł się stary wiła, obejrzał się chytrze naokoło siebie i rzekł: — Już wyszedł! I zaledwie to uczynił, o ludzie wyżsi — gdyż chcę wam tym samym schlebiać imieniem i…
Ledwie Zaratustra wyszedł, stary czarownik mówi, że opada go jego posępny szatan. Drwi z Zaratustry jako z maski świętego, po czym, gdy zapada wieczór, chwyta za harfę.
Czytaj w książce →
*Trwoga* bowiem — jest naszym stanem wyjątkowym. Odwaga wszakże, żądza przygód, ochoczość do wszystkiego, co niepewne, na co nikt się jeszcze nie poważył — *odwaga* zda mi się człowieka przedhistorią całą.
Zaratustra wraca, śmieje się, rzuca róże i nazywa prawdę sumiennego szaleństwem. Mówi, że trwoga jest wyjątkiem, a odwaga — całą przedhistorią człowieka. Ta odwaga, uduchowiona, o orlich skrzydłach i wężowej mądrości, zwie się dziś Zaratustra.
Czytaj w książce →
„*Zaratustra*”! zawołali wszyscy obecni, jakby jednymi usty i wszczęli przy tym wielki śmiech, który wszakże oderwał się od nich jako ciężka chmura. Nawet wiła śmiał się i rzekł przezornie: — Niechże i tak będzie! Już…
Zgromadzeni wołają „Zaratustra!” i wybuchają śmiechem, a czarownik mówi, że prysnął jego zły duch. Docina, że Zaratustra kocha swych wrogów, lecz mści się na przyjaciołach. Zaratustra obchodzi gości, ściskając im dłonie, po czym tęskni za czystym powietrzem i swymi zwierzętami i chce się wymknąć.
Czytaj w książce →
— Nie odchodź, — rzekł wówczas pielgrzym, zwący siebie cieniem Zaratustry — pozostań z nami, — gdyż dawna głucha żałość gotowa nas znów ogarnąć. Już stary wiła swym najgorszym zadrwił z nas w najlepsze i spojrzyj tylko,…
Cień prosi Zaratustrę, by nie odchodził. Mówi, że pieśń czarownika, łzy papieża i udawany spokój królów pokazują, że dawny posępek wciąż się czai. Przypomina pieśń poobiednią, którą ułożył niegdyś wśród dziewcząt Wschodu, po czym bierze harfę czarownika i zaczyna śpiewać.
Czytaj w książce →
Po pieśni pielgrzyma i cienia rozbrzmiała nagle jaskinia wrzawą i śmiechem; a że wszyscy zebrani goście mówili równocześnie, że i osieł wobec takiej zachęty nie pozostawał milczący, ogarnęła Zaratustrę nieznaczna…
Zaratustra wymyka się z gwarnej jaskini i rozmawia ze zwierzętami. Jest lekko szyderczy wobec gości, lecz zadowolony, a ich rosnącą wdzięczność uważa za najlepszy znak.
Czytaj w książce →
Zwycięstwem jest ten dzień: ustępuje już i pierzcha *duch ciężkości*, mój stary wróg pierworodny! Jakże dobrze kończy się ten dzień, co rozpoczął się tak dokuczliwie i ciężko!
Zaratustra raduje się, że ciężar dnia ustępuje.
Czytaj w książce →
Nagle przeraziło się ucho Zaratustry: w jaskini, dotychczas pełnej wrzawy i krzyku, zapanowała martwa cisza; — nos jego węszył błogo wonne dymy i kadzidła jakby tlących się szyszek piniowych. — Cóż się dzieje tam? Co…
W jaskini zapada cisza i napełnia się ona wonią kadzideł. Zaratustra zagląda do środka i widzi wszystkich ludzi wyższych klęczących i modlących się do osła, a najszpetniejszy człowiek zaczyna litanię.
Czytaj w książce →
W tym miejscu litanii nie mógł się Zaratustra dłużej pohamować, krzyknął sam „tak!” jeszcze głośniej, niźli osieł, i poskoczył między swych oszalałych gości. — Ludzie, cóż wy tu wyrabiacie? — wołał, podnosząc klęczących…
Zaratustra przerywa litanię własnym „tak!” i podnosi gości z ziemi. Stary papież i cień tłumaczą swe bałwochwalstwo i winią najszpetniejszego człowieka za to, że wskrzesił Boga.
Czytaj w książce →
— Zaś ty, — rzekł Zaratustra — ty stary wiło, cóż ty czynisz! Któż w tych czasach wolnomyślnych w ciebie będzie wierzył, skoro ty sam wierzysz w takie ośle bałwochwalstwa? Głupstwo to było, coś popełnił; jakeś mógł, ty…
Zaratustra łaje czarownika, który przyznaje, że było to głupstwo i że sam się go brzydzi. Sumienny z ducha mówi, że to widowisko sprawia jego sumieniu rozkosz, i ostrzega, że sam Zaratustra mógłby z nadmiaru mądrości stać się osłem.
Czytaj w książce →
— Zwracam się wreszcie i do ciebie, — rzekł Zaratustra do najszpetniejszego człowieka, który wciąż jeszcze na ziemi leżał i wyciągał ramię do osła (poił go winem w ten sposób). — Mów, ty nazwać się niedający, cóż ty…
Zaratustra pyta przeistoczonego najszpetniejszego człowieka, po co wskrzesił Boga. Ten nazywa Zaratustrę nicponiem i niebezpiecznym świętym i przypomina, że nauczył się od niego, iż kto najpewniej zabić chce, ten się śmieje.
Czytaj w książce →
Wówczas Zaratustra, zdziwiony nawałem tych złośliwych odpowiedzi, cofnął się żywo ku wrotom swej jaskini i, zwróciwszy się do gości, krzyknął mocnym głosem: — O, wy sowizdrzały i figlarze! Czemuż to udajecie przede mną…
Zdziwiony łobuzerskimi odpowiedziami, Zaratustra cofa się do wrót jaskini i nazywa gości sowizdrzałami i figlarzami, którzy znajdują rozkosz w modlitwie jak dzieci. Wyprasza ich z bawialni i mówi: mężami staliśmy się, przeto chcemy królestwa ziemskiego.
Czytaj w książce →
Lecz my nie pragniemy bynajmniej dostać się do królestwa niebieskiego: mężami staliśmy się, — *przeto chcemy królestwa ziemskiego*.
Na słowa o królestwie niebieskim Zaratustra odpowiada wyborem ziemi.
Czytaj w książce →
I raz jeszcze jął przemawiać Zaratustra. — O przyjaciele moi, — rzekł — dziwni wy ludzie wyżsi, jakże podobacie mi się teraz, — — od czasu gdyście się znowuż radośni stali! Zaprawdę, rozkwitliście mi wszyscy: zda mi…
Zaratustra mówi swym nowym przyjaciołom, że takim kwiatom potrzeba nowych świąt. Ośle święto uważa za dobrą wróżbę i prosi, by je powtarzali dla własnej uciechy i na jego pamiątkę.
Czytaj w książce →
Tymczasem jeden gość za drugim wymykał się z jaskini w chłodną i zadumy pełną noc; Zaratustra zaś wiódł pod ramię najszpetniejszego człowieka, aby mu pokazać swe królestwo nocy, wielki krągły księżyc i srebrne siklawy…
Na dworze, w nocy, najszpetniejszy człowiek pyta, czy i oni nie powiedzieliby śmierci „Jeszcze raz!” przez wzgląd na Zaratustrę. Ludzie wyżsi tłoczą się, by uczcić Zaratustrę, a wróżbiarz tańczy.
Czytaj w książce →
Zaratustra jednak podczas tych wydarzeń z najszpetniejszym człowiekiem stał jak pijany: wejrzenie jego przygasło, język bełkotał i słaniały się nogi. I któż by wówczas odgadnął, jakie myśli przemykały przez jego duszę?…
Zaratustra stoi jak pijany, potem coś słyszy i trzykrotnie każe wszystkim ucichnąć i słuchać. Rozlega się głos dzwonu, a on mówi: wyjdźmy w noc.
Czytaj w książce →
O, ludzie wyżsi, północ się zbliża; chcę wam coś na ucho rzec, jak ten stary dzwon, co mi nieraz w ucho szepcze, — — tak tajemnie, tak okrutnie, tak serdecznie, jak przemawia ten północy dzwon, co przeżył więcej, niż…
W tajemniczej, sennej mowie Zaratustra powtarza za dzwonem: świat śpi, godzina pyta, kto ma być panem ziemi, a groby mamroczą. Oznajmia, że świat jest głęboki.
Czytaj w książce →
Słodka lutni! Lutni słodka! Kocham ja twój ton, twój upojny ton kumaka! — z jak dalekich dziejów, z jak dalekich stron dziś nawiedza mnie twój ton? hen, z oddali, gdzie kochania cichy staw! Stary dzwonie, słodka lutni!…
Stary dzwon i lutnia mówią o dawnym bólu, który dojrzał jak jesienne grona. Upojne szczęście północy jest głębsze, niż dzień zdołałby wyczytać.
Czytaj w książce →
Puść mnie! puść! Nie tykaj mnie! Jam dla ciebie za czysty. Czyż nie doskonały stał się owo świat? Za czysta skóra ma dla dłoni twych dotknięcia. Puść mnie, głupi i prostacki, puść mnie, gnuśny dniu! Zali północ nie…
Zaratustra odpycha prostacki dzień i świat, mówiąc, że panami ziemi mają być najczystsi, dusze północne. Nazywa siebie lutnią północy, której nikt nie rozumie, i mówi, że rozkosz jest głębsza niż ból.
Czytaj w książce →
— swój ból przeżuwa we śnie ona, głęboka stara ta północ, a bardziej jeszcze rozkosz swą. Albowiem rozkosz już, gdzie głęboki ból: *nad ból rozkosz głębiej drga*.
Zaratustra stwierdza, że rozkosz jest głębsza niż ból.
Czytaj w książce →
rozkosz wszakże chce nie dzieci, nie dziedziców, — rozkosz chce siebie samej, chce wieczności, chce wrotu, chce „wszystkiego, co zawsze jednakie”.
Zwracając się do winnego krzewu, Zaratustra przeciwstawia cierpienie, które chce przejść na dziedziców i zniknąć, rozkoszy, która chce siebie samej i powrotu.
Czytaj w książce →
Czyście potwierdzali kiedykolwiek waszym „tak” jaką bądź rozkosz? O, przyjaciele moi, waszym potwierdzeniem rzekliście zarazem „tak” i na *wszelaki* ból. Wszystkie rzeczy spętane są ze sobą, splątane i zakochane w…
Zaratustra mówi, że północ jest zarazem południem, ból — rozkoszą, przekleństwo — błogosławieństwem. Dowodzi, że kto chciał, by jedna chwila powróciła, chciał, by powróciło wszystko.
Czytaj w książce →
Gdyż rozkosz wszelka chce wieczności rzeczy wszelkich, chce miodu, chce drożdży, chce upojnej północy, chce grobów, chce ukojenia łez nagrobnych, zorzy chce pozłocistej — — *czegóż* rozkosz bo nie pragnie! bardziej ona…
Rozkosz jest bogatsza i straszliwsza niż ból. Chce wszystkiego, nawet bólu i tego świata, a ludzie wyżsi muszą się nauczyć, że rozkosz chce głębokiej, głębokiej wieczności.
Czytaj w książce →
Nauczyliście się już pieśni mej? Odgadliście już, dokąd ona zmierza? Hejże! Hej! Ludzie wy wyżsi, śpiewajcież mi pieśń mą okrężną! Śpiewajcież mi tę pieśń, której imię „Jeszcze raz”, a treść „po wieki wieczne!” —…
Zaratustra prosi ludzi wyższych, by zaśpiewali jego pieśń okrężną, po czym podaje jej słowa: świat jest głęboki, rozkosz głębsza niż ból, a wszelka rozkosz chce wieczności.
Czytaj w książce →
Rankiem po owej nocy skoczył Zaratustra z łoża, opasał lędźwie i wystąpił ze swej jaskini, płomienny i potężny, jako słońce poranne, gdy zza ciemnych wschodzi gór. — Jasności ty olbrzymia — rzekł, jako niegdyś już…
Zaratustra wstaje płomienny jak słońce poranne i pozdrawia gwiazdę, jak niegdyś. Mówi, że ludzie wyżsi jeszcze śpią i nie są jego prawymi towarzyszami, i chwali swego orła jako prawe zwierzę, choć brak mu prawych ludzi.
Czytaj w książce →
Tako rzecze Zaratustra; wówczas przytrafiło się nagle, że chmara ptastwa zaroiła się wokół niego i zaszumiała mu w uszach, — a łopot skrzydeł i natłok wokół jego głowy był tak wielki, że Zaratustra przymknął oczy. I…
Otacza go chmura gołębi, a on czuje kudłatą grzywę lwa i słyszy jego łagodny ryk. Rozpoznaje znak, mówi, że dzieci jego są w pobliżu, płacze, a lew zlizuje mu łzy.
Czytaj w książce →
Na to wszystko rzekł Zaratustra jedno tylko słowo: „*dzieci moje w pobliżu są, dzieci me*” —, topniało wszakże serce jego, a z oczu poczęły się sączyć łzy kropliste i padać na dłoni. I nie baczył już na nic więcej.…
Jedyne słowa Zaratustry na widok lwa i gołębi.
Czytaj w książce →
Działo się to czas długi lub czas krótki: gdyż, mówiąc po prawdzie, dla takowych rzeczy *nie masz* czasu na ziemi —. Tymczasem jednak ludzie wyżsi w jaskini Zaratustry obudzili się wreszcie i ustawiwszy się do pochodu,…
Ludzie wyżsi budzą się i idą go pozdrowić; lew z rykiem skacze ku jaskini, a oni krzyczą i znikają. Zaratustra zostaje sam, oszołomiony.
Czytaj w książce →
— *Współczucie*! *Współczucie z człowiekiem wyższym*! wykrzyknął i oblicze jego przeistoczyło się w spiż. Hejże! Temu — minął już czas!
Przypominając sobie wczorajszy dzień, Zaratustra wspomina zapowiedź wróżbiarza o ostatnim grzechu. Po namyśle zrywa się i nazywa go współczuciem z człowiekiem wyższym, oznajmiając, że jego czas minął.
Czytaj w książce →
Me czucie i współczucie — cóż na tym zależy! Baczęż ja *szczęścia*? *Dzieła* mego baczę! Hejże więc! Przyszedł lew, dzieci me w pobliżu są, Zaratustra źrzałym się stał, godzina ma nadeszła: — *Mój* to poranek, mój dzień…
Mówi, że baczy na swe dzieło, nie na szczęście, oznajmia, że stał się źrzały i nadeszła jego godzina, i opuszcza jaskinię płomienny i potężny, jak na początku księgi.
Czytaj w książce →
*Mój* to poranek, mój dzień świta: *bywaj mi, bywaj, wielkie ty moje południe*! — —
Ostatni okrzyk Zaratustry przed opuszczeniem jaskini.
Czytaj w książce →