postać Ludzie wyżsi (jako gromada)
Goście zgromadzeni w jaskini Zaratustry w części IV: wieczerza, święto osła, pieśń pijana.
Fragmenty: 42
Na podwieczerz dopiero po długim szukaniu i błądzeniu daremnym powrócił Zaratustra do swej jaskini. Lecz gdy znalazł się naprzeciw niej o niespełna dwadzieścia kroków, stało się coś, czego najmniej oczekiwał: usłyszał…
Wracając do domu, Zaratustra znów słyszy wołanie na pomoc, tym razem z własnej jaskini. Zastaje tam wszystkich, których za dnia spotkał, i wita ich z uprzejmą ciekawością.
Czytaj w książce →
— Wy rozpaczający! Dziwni wy ludzie! Więc to *wasz* krzyk słyszałem? Teraz wiem wreszcie, gdzie szukać tego, któregom daremnie dzień cały poszukiwał: gdzie szukać *wyższego człowieka* —: — w mej własnej jaskini siedzi…
Zaratustra mówi, że sam przywabił wyższego człowieka swym szczęściem. Ofiarowuje mu swą jaskinię, zwierzęta i bezpieczeństwo, potem mały palec, a wreszcie całą dłoń.
Czytaj w książce →
— Po tym, o Zaratustro, jakeś podaniem dłoni i ukłonem powitał, poznajemy, żeś Zaratustra. Poniżyłeś się przed nami; nieomal, że zadrasnąłeś naszą pokorę —: — któż by jednak zdołał z taką, jak ty, poniżyć się dumą? Tym…
Król po prawej mówi, że pokora Zaratustry ich podźwignęła, przyrównuje go do wysokiej pinii i mówi, że wielu pyta, kim on jest. Prosi o wielką nadzieję, której potrzebują, by żyć.
Czytaj w książce →
Jesteście tylko pomostami: niechże wyżsi po was kroczą! Oznaczacie stopnie: nie złorzeczcież temu, co się po was na *swoją* wyżynę wspina!
Zaratustra mówi gościom, że nie są jego prawym ramieniem: są zbyt delikatni, zbyt obciążeni i skrzywieni, i żaden kowal nie wyprostuje ich młotem. Są tylko pomostami i stopniami.
Czytaj w książce →
— czekam na wyższych, bardziej krzepkich i zwycięskich, bardziej ochoczych, na tych, co są umiernie zbudowani na ciele i duchu: *śmiejące się lwy* przyjść tu muszą!
Mówi, że goście są tylko zapowiedzią, i zaprzecza, by byli ludźmi wielkiej tęsknoty czy resztką Boga. Czeka na innych, prosi, by mu mówiono o jego dzieciach i wyspach szczęśliwości, i mówi, co by za nie oddał.
Czytaj w książce →
Tako rzekł Zaratustra i zatrzymał się nagle w swej mowie: gdyż owładnęła nim tęsknota, zamknął oczy i usta w poruszeniu serdecznym. I goście jego milczeli również: stali niemowni i zmieszani: tylko stary wróżbiarz…
Zaratustra urywa w pół słowa, owładnięty tęsknotą, i zamyka oczy i usta. Goście milkną, tylko stary wróżbiarz daje znaki.
Czytaj w książce →
W tym mianowicie miejscu przerwał wróżbiarz powitanie Zaratustry z gośćmi: przecisnął się naprzód, jak ktoś co nie ma czasu do stracenia, pochwycił dłoń Zaratustry i zawołał: — Ależ Zaratustro! Jedno jest niezbędniejsze…
Wróżbiarz przerywa powitanie, przypomina Zaratustrze, że zaproszono go na posiłek, i skarży się na głód, pragnienie i brak wina. Zwierzęta Zaratustry uciekają przerażone jego apetytem.
Czytaj w książce →
Przy tej sposobności, gdy wróżbiarz dopominał się wciąż o wino, stało się, że przemówił także król po lewej, najbardziej ze wszystkich milczący. — O wino — rzekł — dbaliśmy już razem z moim bratem, z królem po prawej:…
Milczący król mówi, że wino mają, lecz chleba brak. Zaratustra odpowiada, że pustelnicy chleba nie miewają, ofiarowuje dwoje jagniąt, korzenie, owoce i orzechy i mówi, że wszyscy, królowie nie wyłączając, muszą pomóc.
Czytaj w książce →
Tako rzekł Zaratustra; zaś król po prawej odparł: — Szczególne! Słyszał kto kiedy tak rozsądne słowa z ust mędrca? I zaprawdę, rzeczą najszczególniejszą w mędrcu jest to, gdy bywa w dodatku nawet i rozsądnym, i nie…
Król po prawej dziwi się, że mędrzec bywa rozsądny, a nie osłem. Osioł odpowiada złośliwie „ta-ak” i zaczyna się długa wieczerza, przy której mówi się wyłącznie o wyższym człowieku.
Czytaj w książce →
Gdym po raz pierwszy do ludzi przyszedł, szaleństwo pustelnika popełniłem wówczas, wielkie szaleństwo: ustawiłem się na rynku. I przemawiając do wszystkich, nie mówiłem do nikogo. Pod wieczór zaś linoskocy byli…
Zaratustra wspomina swe pierwsze przyjście do ludzi, gdy mówić do wszystkich znaczyło nie mówić do nikogo. Mówi ludziom wyższym, że motłoch pomruguje: „jesteśmy wszyscy równi”, i że muszą opuścić rynek.
Czytaj w książce →
Hejże! Hej! Ludzie wy wyżsi! Teraz dopiero rodzi góra ludzkiej przyszłości. Bóg umarł: niechże za *naszą* wolą, — nadczłowiek teraz żyje.
Zaratustra mówi ludziom wyższym, że Bóg był ich największym niebezpieczeństwem i że dopiero odkąd leży w grobie, zmartwychwstali. Pyta, czy przeraża ich przepaść, po czym dodaje im otuchy.
Czytaj w książce →
Najtroskliwsi pytają dziś: „jak zachować człowieka?” Zaratustra wszakże pyta, jako pierwszy i jedyny: „jak *przezwyciężyć* człowieka? Nadczłowiek leży mi na sercu, *on* jest mą pierwszą i jedyną rzeczą, — a *nie*…
Zaratustra mówi, że na sercu leży mu nadczłowiek, nie człowiek, i że kocha człowieka jako przejście i zanik. Kocha ludzi wyższych za to, że gardzą i rozpaczają, i wzywa ich, by przezwyciężyli małe cnoty dzisiejszych panów.
Czytaj w książce →
Dusze zimne, muły, ślepce i opoje krzepkimi sercem dla nas nie są. Serce posiada, kto trwogę zna, lecz ją *zmaga*; kto przepaść widzi, lecz widzi ją z *dumą*.
Zaratustra pyta ludzi wyższych, czy mają odwagę pustelnika i orła, a nie odwagę przy świadkach. Mówi, że odwaga to chwytać przepaść orlimi szponami.
Czytaj w książce →
Mniemacie wy może, ludzie wyżsi, żem na to jest, by poprawiać, coście licho zdziałali? Lub że pragnę wam cierpiącym, wygodniej na przyszłość słać? Wam niestatecznym, zbłąkanym, na górnych drogach zaprzepaszczonym nowe…
Zaratustra zaprzecza, że jest po to, by poprawiać, co oni licho zdziałali, czy wskazywać lżejsze ścieżki. Mówi, że cierpią nad sobą, nie nad człowiekiem, i że jego mądrość, zebrana jak chmura, zrodzi grom, który oślepi dzisiejszych ludzi.
Czytaj w książce →
Nie pragnijcie nigdy ponad to, co zdziałać jesteście w stanie: istnieje niedobry fałsz pośród tych, co ponad swą możność chcą. Osobliwie, gdy pragną wielkich rzeczy! Gdyż oni budzą nieufność do rzeczy wielkich, ci…
Zaratustra mówi ludziom wyższym, by nie chcieli ponad swą możność, i nad wszystko ceni rzetelność. Radzi nieufność wobec motłochu i jego prawd oraz wobec uczonych, którzy chlubią się tym, że nie umieją kłamać.
Czytaj w książce →
Jeśli ku wyżynie zmierzasz, własnych używaj nóg! Nie pozwalaj się *wnosić*, nie siadaj na cudze grzbiety i głowy! Lecz ty na konia oto wskakujesz? I oto cwałujesz szybko do swego celu? Pięknie, przyjacielu mój! Lecz oto…
Zaratustra przestrzega przed tym, by dać się wnosić na wyżyny czy siadać na cudze grzbiety. Chroma noga jeźdźca jedzie razem z nim i na swej wyżynie będzie się potykał.
Czytaj w książce →
Wy twórcy, wyżsi wy ludzie! Własnym dzieckiem brzemiennym się tylko bywa. Nie pozwalajcież wgadywać w siebie niczego i wmawiać! Któż to jest waszym bliźnim? Aczkolwiek działacie „dla bliźniego”, — nie tworzycie wszak…
Zaratustra mówi twórcom, by oduczyli się owego „dla” cnoty bliźniego, gdyż ich miłość należy do własnego dziecka. Dodaje, że kto rodzi, jest chory i nieczysty i musi obmyć swą duszę.
Czytaj w książce →
Nie bądźcie cnotliwi ponad własne siły! I nie wymagajcie od siebie niczego nad podobieństwo! Chodźcie tymi śladami, którymi już cnota waszych ojców chadzała! Jakże to chcecie wysoko się wspiąć, gdy cnota ojców waszych z…
Zaratustra radzi ludziom wyższym chodzić śladami, którymi chadzała cnota ich ojców, i nie chcieć być świętymi tam, gdzie ojcowie mieli nałogi. Drwi z klasztorów i mówi, że samotność nie jest dla wielu.
Czytaj w książce →
Bądźcie dobrej myśli, bo cóż na tym zależy! Ileż bo możliwości pozostaje jeszcze! Uczcie się śmiać z samych siebie, jako śmiać się należy!
Zaratustra przyrównuje ludzi wyższych do tygrysa, któremu skok się nie udał, i do graczy, którym rzut kośćmi chybił. Mówi, że im wyższy rodzaj, tym rzadziej się udaje, i zachęca ich, by się śmiali i otaczali małymi, doskonałymi rzeczami.
Czytaj w książce →
Krok wskazuje, czy ktoś po *swojej* drodze kroczy: patrzcież, jak chodzę! Kto zaś do celu swego się zbliża, ten tańczy.
Zaratustra mówi, że dobre rzeczy dochodzą do celu krętymi drogami i śmieją się. Kocha szybki bieg, mówi, że lekkie stopy przebiegają przez błoto, i każe słuchaczom podnieść serca i nogi.
Czytaj w książce →
Lepiej oszaleć ze szczęścia, niźli oszaleć z niedoli, lepiej niezdarnie tańczyć, niźli chromo chodzić. Nauczcież się wreszcie mej mądrości: nawet najlichsza rzecz ma dwie dobre strony, —
Zaratustra powtarza wezwanie, by podnieść serca i nogi, zauważając, że nawet ciężkie zwierzęta bywają szczęśliwe, jak słoń, który próbuje stanąć na głowie. Wzywa ludzi wyższych, by oduczyli się żałosnych westchnień.
Czytaj w książce →
Czyńcie mi jako wicher, gdy się z górskich czeluści rwie: w takt własnych dud pląsać on rad, a morza drżą i skaczą pod jego tąpaniem. Który osłom skrzydła daje, a lwice doi, sławiony niech będzie ten dobry niepohamowany…
Zaratustra sławi dziki duch wichru, który pląsa po trzęsawiskach i dmie pył w oczy czarnowidom. Kończy, rzucając ludziom wyższym koronę śmiechu i każąc im uczyć się śmiać.
Czytaj w książce →
Zaledwie jednak Zaratustra opuścił swą jaskinię, podniósł się stary wiła, obejrzał się chytrze naokoło siebie i rzekł: — Już wyszedł! I zaledwie to uczynił, o ludzie wyżsi — gdyż chcę wam tym samym schlebiać imieniem i…
Ledwie Zaratustra wyszedł, stary czarownik mówi, że opada go jego posępny szatan. Drwi z Zaratustry jako z maski świętego, po czym, gdy zapada wieczór, chwyta za harfę.
Czytaj w książce →
Tak śpiewał wiła; zaś wszyscy obecni wplątali się niepostrzeżenie, jak ptaki, w sieć jego chytrej i posępnej rozpusty. Tylko sumienny z ducha nie dał się omotać: czym prędzej odebrał wile harfę i wołał: — Powietrza!…
Po pieśni czarownika sumienny z ducha wyrywa mu harfę i woła o świeże powietrze i o Zaratustrę. Zarzuca czarownikowi, że wabi wolne duchy z powrotem do więzienia. Czarownik odpowiada, że ten niewiele z pieśni zrozumiał.
Czytaj w książce →
— Pochwalasz mnie tym odłączeniem od siebie, — odparł sumienny — rad o tym słyszę! Lecz tu obecni, — co widzę? Wszak wy wszyscy macie wciąż jeszcze lubieżne oczy —: Dusze wolne, gdzież się wasza wolność podziała!…
Mówi, że dusze wolnych duchów tańczą jak u tych, co zbyt długo patrzyli na nagie tancerki. On szuka pewności, oni zaś zdają się łaknąć grozy, niebezpieczeństwa i życia dzikich zwierząt. Uznaje tę tęsknotę za rzeczywiście niemożliwą.
Czytaj w książce →
„*Zaratustra*”! zawołali wszyscy obecni, jakby jednymi usty i wszczęli przy tym wielki śmiech, który wszakże oderwał się od nich jako ciężka chmura. Nawet wiła śmiał się i rzekł przezornie: — Niechże i tak będzie! Już…
Zgromadzeni wołają „Zaratustra!” i wybuchają śmiechem, a czarownik mówi, że prysnął jego zły duch. Docina, że Zaratustra kocha swych wrogów, lecz mści się na przyjaciołach. Zaratustra obchodzi gości, ściskając im dłonie, po czym tęskni za czystym powietrzem i swymi zwierzętami i chce się wymknąć.
Czytaj w książce →
— Nie odchodź, — rzekł wówczas pielgrzym, zwący siebie cieniem Zaratustry — pozostań z nami, — gdyż dawna głucha żałość gotowa nas znów ogarnąć. Już stary wiła swym najgorszym zadrwił z nas w najlepsze i spojrzyj tylko,…
Cień prosi Zaratustrę, by nie odchodził. Mówi, że pieśń czarownika, łzy papieża i udawany spokój królów pokazują, że dawny posępek wciąż się czai. Przypomina pieśń poobiednią, którą ułożył niegdyś wśród dziewcząt Wschodu, po czym bierze harfę czarownika i zaczyna śpiewać.
Czytaj w książce →
Po pieśni pielgrzyma i cienia rozbrzmiała nagle jaskinia wrzawą i śmiechem; a że wszyscy zebrani goście mówili równocześnie, że i osieł wobec takiej zachęty nie pozostawał milczący, ogarnęła Zaratustrę nieznaczna…
Zaratustra wymyka się z gwarnej jaskini i rozmawia ze zwierzętami. Jest lekko szyderczy wobec gości, lecz zadowolony, a ich rosnącą wdzięczność uważa za najlepszy znak.
Czytaj w książce →
Nagle przeraziło się ucho Zaratustry: w jaskini, dotychczas pełnej wrzawy i krzyku, zapanowała martwa cisza; — nos jego węszył błogo wonne dymy i kadzidła jakby tlących się szyszek piniowych. — Cóż się dzieje tam? Co…
W jaskini zapada cisza i napełnia się ona wonią kadzideł. Zaratustra zagląda do środka i widzi wszystkich ludzi wyższych klęczących i modlących się do osła, a najszpetniejszy człowiek zaczyna litanię.
Czytaj w książce →
Amen! I chwała, i cześć, i mądrość, i dziękczynienie, i sława, i siła bogu naszemu na wieki wieków! — A osieł krzyknie na to: „ta-ak!” On dźwiga nasze brzemię, służalczą przybrał postać, cierpliwego jest serca, nigdy…
Najszpetniejszy człowiek intonuje litanię, sławiącą osła jako cierpliwego, milczącego, dźwigającego brzemię Boga poza dobrem i złem. Po każdej strofie osioł ryczy „ta-ak!”.
Czytaj w książce →
W tym miejscu litanii nie mógł się Zaratustra dłużej pohamować, krzyknął sam „tak!” jeszcze głośniej, niźli osieł, i poskoczył między swych oszalałych gości. — Ludzie, cóż wy tu wyrabiacie? — wołał, podnosząc klęczących…
Zaratustra przerywa litanię własnym „tak!” i podnosi gości z ziemi. Stary papież i cień tłumaczą swe bałwochwalstwo i winią najszpetniejszego człowieka za to, że wskrzesił Boga.
Czytaj w książce →
— Zaś ty, — rzekł Zaratustra — ty stary wiło, cóż ty czynisz! Któż w tych czasach wolnomyślnych w ciebie będzie wierzył, skoro ty sam wierzysz w takie ośle bałwochwalstwa? Głupstwo to było, coś popełnił; jakeś mógł, ty…
Zaratustra łaje czarownika, który przyznaje, że było to głupstwo i że sam się go brzydzi. Sumienny z ducha mówi, że to widowisko sprawia jego sumieniu rozkosz, i ostrzega, że sam Zaratustra mógłby z nadmiaru mądrości stać się osłem.
Czytaj w książce →
Wówczas Zaratustra, zdziwiony nawałem tych złośliwych odpowiedzi, cofnął się żywo ku wrotom swej jaskini i, zwróciwszy się do gości, krzyknął mocnym głosem: — O, wy sowizdrzały i figlarze! Czemuż to udajecie przede mną…
Zdziwiony łobuzerskimi odpowiedziami, Zaratustra cofa się do wrót jaskini i nazywa gości sowizdrzałami i figlarzami, którzy znajdują rozkosz w modlitwie jak dzieci. Wyprasza ich z bawialni i mówi: mężami staliśmy się, przeto chcemy królestwa ziemskiego.
Czytaj w książce →
I raz jeszcze jął przemawiać Zaratustra. — O przyjaciele moi, — rzekł — dziwni wy ludzie wyżsi, jakże podobacie mi się teraz, — — od czasu gdyście się znowuż radośni stali! Zaprawdę, rozkwitliście mi wszyscy: zda mi…
Zaratustra mówi swym nowym przyjaciołom, że takim kwiatom potrzeba nowych świąt. Ośle święto uważa za dobrą wróżbę i prosi, by je powtarzali dla własnej uciechy i na jego pamiątkę.
Czytaj w książce →
Tymczasem jeden gość za drugim wymykał się z jaskini w chłodną i zadumy pełną noc; Zaratustra zaś wiódł pod ramię najszpetniejszego człowieka, aby mu pokazać swe królestwo nocy, wielki krągły księżyc i srebrne siklawy…
Na dworze, w nocy, najszpetniejszy człowiek pyta, czy i oni nie powiedzieliby śmierci „Jeszcze raz!” przez wzgląd na Zaratustrę. Ludzie wyżsi tłoczą się, by uczcić Zaratustrę, a wróżbiarz tańczy.
Czytaj w książce →
Zaratustra jednak podczas tych wydarzeń z najszpetniejszym człowiekiem stał jak pijany: wejrzenie jego przygasło, język bełkotał i słaniały się nogi. I któż by wówczas odgadnął, jakie myśli przemykały przez jego duszę?…
Zaratustra stoi jak pijany, potem coś słyszy i trzykrotnie każe wszystkim ucichnąć i słuchać. Rozlega się głos dzwonu, a on mówi: wyjdźmy w noc.
Czytaj w książce →
O, ludzie wyżsi, północ się zbliża; chcę wam coś na ucho rzec, jak ten stary dzwon, co mi nieraz w ucho szepcze, — — tak tajemnie, tak okrutnie, tak serdecznie, jak przemawia ten północy dzwon, co przeżył więcej, niż…
W tajemniczej, sennej mowie Zaratustra powtarza za dzwonem: świat śpi, godzina pyta, kto ma być panem ziemi, a groby mamroczą. Oznajmia, że świat jest głęboki.
Czytaj w książce →
Czyście potwierdzali kiedykolwiek waszym „tak” jaką bądź rozkosz? O, przyjaciele moi, waszym potwierdzeniem rzekliście zarazem „tak” i na *wszelaki* ból. Wszystkie rzeczy spętane są ze sobą, splątane i zakochane w…
Zaratustra mówi, że północ jest zarazem południem, ból — rozkoszą, przekleństwo — błogosławieństwem. Dowodzi, że kto chciał, by jedna chwila powróciła, chciał, by powróciło wszystko.
Czytaj w książce →
Gdyż rozkosz wszelka chce wieczności rzeczy wszelkich, chce miodu, chce drożdży, chce upojnej północy, chce grobów, chce ukojenia łez nagrobnych, zorzy chce pozłocistej — — *czegóż* rozkosz bo nie pragnie! bardziej ona…
Rozkosz jest bogatsza i straszliwsza niż ból. Chce wszystkiego, nawet bólu i tego świata, a ludzie wyżsi muszą się nauczyć, że rozkosz chce głębokiej, głębokiej wieczności.
Czytaj w książce →
Nauczyliście się już pieśni mej? Odgadliście już, dokąd ona zmierza? Hejże! Hej! Ludzie wy wyżsi, śpiewajcież mi pieśń mą okrężną! Śpiewajcież mi tę pieśń, której imię „Jeszcze raz”, a treść „po wieki wieczne!” —…
Zaratustra prosi ludzi wyższych, by zaśpiewali jego pieśń okrężną, po czym podaje jej słowa: świat jest głęboki, rozkosz głębsza niż ból, a wszelka rozkosz chce wieczności.
Czytaj w książce →
Rankiem po owej nocy skoczył Zaratustra z łoża, opasał lędźwie i wystąpił ze swej jaskini, płomienny i potężny, jako słońce poranne, gdy zza ciemnych wschodzi gór. — Jasności ty olbrzymia — rzekł, jako niegdyś już…
Zaratustra wstaje płomienny jak słońce poranne i pozdrawia gwiazdę, jak niegdyś. Mówi, że ludzie wyżsi jeszcze śpią i nie są jego prawymi towarzyszami, i chwali swego orła jako prawe zwierzę, choć brak mu prawych ludzi.
Czytaj w książce →
Działo się to czas długi lub czas krótki: gdyż, mówiąc po prawdzie, dla takowych rzeczy *nie masz* czasu na ziemi —. Tymczasem jednak ludzie wyżsi w jaskini Zaratustry obudzili się wreszcie i ustawiwszy się do pochodu,…
Ludzie wyżsi budzą się i idą go pozdrowić; lew z rykiem skacze ku jaskini, a oni krzyczą i znikają. Zaratustra zostaje sam, oszołomiony.
Czytaj w książce →