Menu
Tako rzecze ZaratustraIdeeBiblioteka
Część czwarta i ostatnia · LXX. W południe

Upadek w studnię wieczności

Czytaj w książce →

— Cóż się dzieje ze mną: bacz! Czyż nie pierzchnął czas? Czy nie spadam ja? Czy nie spadłem — bacz! w studnię wieczności?

— Cóż się dzieje ze mną? Cicho! Razi mnie — o biada — w serce? W serce mnie uraża! O złam się, złam me serce po szczęściu tym, po razie tym serdecznym!

— Jakże to? Czyż nie doskonały stał się właśnie świat? Krągły, źrzały? O, ta złota, krągła obręcz — dokąd mknie też ona? Hejże, za nią sam polecę! W mig!

Cicho” — (tu przeciągnął się Zaratustra i poczuł, że śpi.)

„Wstawaj! — wołał do siebie samego — ospalcze ty! Ty śpiochu o południu! Hejże, hejże, stare nogi! Czas już na was, czas najwyższy, dobry kawał drogi jeszcze na was czeka —

Wszak wyspałyście się już, jakże długo trwało to? Połowę wieczności. Hejże, hejże stare serce! Jakże długo będziesz ty po takim śnie — docucać się?”

(Lecz tu zasnął Zaratustra ponownie, a dusza przeciwiała mu się, broniła i zległa znowuż.) — „Zaniechaj mnie! Cicho! Czyż nie doskonały stał się właśnie świat? O, ta krągła złota piłka!” —

Czas zdaje się pierzchać, a Zaratustra czuje, że spadł w wieczność, ugodzony w serce. Goni umykającą złotą obręcz, potem każe nogom i sercu wstawać, lecz dusza broni się i znów zapada w sen.

Komentarze do tego rozdziału

Co mówili krytycy

Południe: człowiek osiąga dojrzałośćAnthony M. Ludovici · Notes on Thus Spake Zarathustra, 1909interpretacja

Ludovici wyjaśnia, że wraz z Nietzschem człowiek osiągnął dojrzałość w południe życia: bogowie i zabobony naszego dzieciństwa ustępują, jesteśmy odpowiedzialni za swe czyny, a przeżywszy poranek pod władzą przypadku, musimy uczynić popołudnie naszym własnym.