motyw Wielkie południe
der große Mittag
Godzina, w której człowiek stoi w połowie drogi między zwierzęciem a nadczłowiekiem i święci swą drogę ku wieczorowi jako najwyższą nadzieję.
Rozdziały, które głównie o niej mówią
W książce · fragmenty: 14
Część pierwsza
I raz jeszcze przyjaciółmi mymi się staniecie oraz dziećmi jednej nadziei: zaczem po raz trzeci nawiedzę was, abyśmy społem wielkie święcili południe. I tym jest to wielkie południe, iż człowiek staje wówczas na połowie…
Wielkie południe to chwila, gdy człowiek staje na połowie drogi między zwierzęciem a nadczłowiekiem i swą drogę ku zachodowi święci jako swą najwyższą nadzieję.
Czytaj w książce →
Część trzecia
Własnym ja tu poprzednikiem pośród tego ludu, własnym kura pieniem po ciemnych zaułkach. Lecz *ich* godzina wybije! Nadejdzie wonczas i moja! Z godziny na godzinę stawać się będą mniejsi, ubożsi, bezpłodniejsi, — biedne…
Przewiduje, że uczyni z małych ludzi zwiastunów, którzy będą wołać, że zbliża się wielkie południe.
Czytaj w książce →
Tako rzekł Zaratustra, spojrzał na miasto wielkie i zamilkł na długo. Wreszcie w te odezwał się słowa: Obmierzłe jest mi to miasto wielkie i nie tylko błazen ten. I tu, i tam nic polepszyć, nic pogorszyć się nie da.…
Słupy ogniste trawiące miasto mają poprzedzać wielkie południe.
Czytaj w książce →
A kto ludzkie ja uzdrowi i uświęci, samolubstwo wyzwoli, zaprawdę, wywróży on wróżbiarz i to, *co* się jemu zwiastuje: „*Patrzcie, oto idzie, oto się zbliża, wielkie idzie południe*! —
Wielkie południe jest dniem sądu, który objawi prawdę o samolubstwie.
Czytaj w książce →
A gdybyś ty teraz zemrzeć chciał, o Zaratustro, wiemy i to, jakbyś w tej chwili do się przemawiał: — wszakże zwierzęta twe błagają cię — abyś jeszcze nie umierał! Przemawiałbyś bez drżenia, raczej z przydechem błogości:…
Znów wyrzekłby słowo o wielkim południu i zwiastowałby nadczłowieka.
Czytaj w książce →
A skoro nie chcesz płakać, nie chcesz wypłakać purpurowego smętku swego, *śpiewać* więc będziesz musiała, o duszo ma! — Patrz, ja sam się uśmiecham, ja, coć na to wróżę: — śpiewać będziesz musiała, śpiewem jak fala…
Złocista łódź sunąca po uciszonych morzach i winobraniec z diamentowym nożem zapowiadają spełnienie, do którego tęskni dusza.
Czytaj w książce →
Część czwarta i ostatnia
Cóż to nadejść musi i minąć nie powinno? Nasz wielki hazard, nasze wielkie dalekie królestwo człowiecze, królestwo Zaratustry, tysiącletnie — — Jakże daleka może być ta „dal”? cóż mnie to obchodzi! Krzepko stojęć mimo…
Jest pewien, że dalekie królestwo musi nadejść, choć nie mówi, jak daleko ono jest.
Czytaj w książce →
— Śpieszył więc Zaratustra i śpieszył coraz dalej, i nie spotykał już nikogo, i był sam jeden, i raz wraz myślą do siebie powracał, i rozkoszował się samotnością, i chłonął ją, i rozmyślał o wielu dobrych rzeczach, —…
Scena rozgrywa się w godzinie doskonałego południa, gdy słońce stoi wprost nad głową.
Czytaj w książce →
„Cicho! Cicho! Czyż nie doskonałym stał się właśnie świat? Cóż to ze mną dzieje się? Jak pieściwe wiatru tchnienie po taflowej morza toni tańczy niewidzialnie, lekko, jak puch zwinnie: tak oto — sen po mnie pląsa. Oka…
Cisza południa jawi się jako chwila spełnienia, gdy świat stał się doskonały, krągły i źrzały.
Czytaj w książce →
— Cóż się dzieje ze mną: bacz! Czyż nie pierzchnął czas? Czy nie spadam ja? Czy nie spadłem — bacz! w studnię wieczności? — Cóż się dzieje ze mną? Cicho! Razi mnie — o biada — w serce? W serce mnie uraża! O złam się,…
W południe czas zdaje się znikać, a Zaratustra spada w studnię wieczności.
Czytaj w książce →
„Wstawaj — rzekł Zaratustra — ty złodziejko mała, mitrężąca dzienny czas! Jakże to? Jeszcze ciągle przeciągać się chcesz, ciągle ziewać, wzdychać i w głębokie studnie padać? Kimże jesteś! O duszo ma!” (i tu przeraził…
Zaratustra budzi się, gdy słońce wciąż stoi nad jego głową, i zwraca się do nieba jako do pogodnej, dreszczem rozkoszy wstrząsającej przepaści południowej.
Czytaj w książce →
Hejże! Hej! Ludzie wy wyżsi! Teraz dopiero rodzi góra ludzkiej przyszłości. Bóg umarł: niechże za *naszą* wolą, — nadczłowiek teraz żyje.
Wielkie południe nadchodzi, jak mówi, dopiero teraz, gdy Bóg leży w grobie.
Czytaj w książce →
Me czucie i współczucie — cóż na tym zależy! Baczęż ja *szczęścia*? *Dzieła* mego baczę! Hejże więc! Przyszedł lew, dzieci me w pobliżu są, Zaratustra źrzałym się stał, godzina ma nadeszła: — *Mój* to poranek, mój dzień…
Przyzywa wielkie południe, gdy zaczyna się jego poranek i jego dzień.
Czytaj w książce →
*Mój* to poranek, mój dzień świta: *bywaj mi, bywaj, wielkie ty moje południe*! — —
Końcowe wezwanie księgi do wielkiego południa.
Czytaj w książce →
Co mówili krytycy
Förster-Nietzsche twierdzi, że książka narodziła się w sierpniu 1881 roku w Sils Maria, gdy idea wiecznego powrotu, którą Nietzsche w Ecce Homo nazywa zasadniczą myślą dzieła i najwyższą formułą mówienia „tak”, uderzyła go przy skale koło Surlei, i że postanowił wówczas objawić ją ustami Zaratustry; pierwszy plan nosił tytuł „Południe i wieczność”.
Pierwszy plan, „Południe i wieczność”, zwraca się do „braci południa” pod słońcem poznania w południe.
Ludovici wyjaśnia, że przez „wielkie południe” Nietzsche rozumiał obecną epokę jako południe dziejów człowieka: dzieciństwo ludzkości się skończyło, teraz wiemy i nie ma już usprawiedliwienia dla błędów, które psują typ „człowiek”.
Objaśnia południe historycznie jako obecną epokę, w której ludzkość osiągnęła dojrzałość i ponosi odpowiedzialność.
Ludovici broni proroczej powagi tysiącletniego królestwa Zaratustry przed angielskimi czytelnikami skłonnymi do śmiechu, dowodząc, że bez takiej żarliwej wiary w swój Hazar ludzie wyżsi staliby się pesymistami, samobójcami albo kupcami.
Nietzsche żarliwie wierzył, że jego tysiącletnie królestwo nadejdzie.
Ludovici wyjaśnia, że wraz z Nietzschem człowiek osiągnął dojrzałość w południe życia: bogowie i zabobony naszego dzieciństwa ustępują, jesteśmy odpowiedzialni za swe czyny, a przeżywszy poranek pod władzą przypadku, musimy uczynić popołudnie naszym własnym.
Południe jako dojrzałość i odpowiedzialność ludzkości.
Ludovici odczytuje „Znak” jako ostateczne odcięcie się Nietzschego od ludzi wyższych: lew i gołębie pokazują, że łączy on wielką moc z czułością i opanował to, co w naturze straszliwe, na co ludzie wyżsi nie są gotowi, i odwraca się od współcierpienia ku swemu dziełu i wielkiemu południu.
Rozdział kończy się wezwaniem do wielkiego południa.