Menu
Tako rzecze ZaratustraIdeeBiblioteka
Część trzecia · L. Na górze oliwnej

Niebo zimy i długie światłe milczenie

Czytaj w książce →

Złośliwością dzień każdy poczynam: drwię z zimy chłodną kąpielą: mruczy przeto surowy mego domu przyjaciel.

Rad go przy tym łechczę świeczką woskową: aby mi niebo wreszcie wyzwolił z popielistego zmierzchu.

Osobliwie złośliwy bywam rankiem: o wczesnej godzinie, gdy kubeł przy studni zgrzyta, a konie ciepło po szarej ulicy parskają: —

Niecierpliwie wyczekuję wonczas, póki mi jasne nie wzejdzie niebo, niebo zimy śnieżnobrode, starzec ów białogłowy, —

— niebo zimy, milczące, co nieraz i słońce swe przemilcza!

Od niego to nauczyłem się ja snadź długiego światłego milczenia? Lub ono ode mnie przejęło je może? Lub czyżby każdy z nas sam je sobie wynalazł?

Wszelkich dobrych rzeczy poczynanie tysiąckrotnym bywa, — wszelkie dobre, ochocze rzeczy w skok się ujawniają, sama ochota do istnienia je woła: jakżeby one miały czynić to — raz jeden tylko!

Dobrą, ochoczą rzeczą jest i długie milczenie; jako zimowe niebo spozierać światłym, krągłookim obliczem: —

— jak ono, słońce swe przemilczać i swą nieugiętą wolę słoneczną: zaprawdę, sztukę tę i tę zimy swawolę przejąłem ja *dobrze*!

Najdroższą mą złośliwością i sztuką mą jest to, że się me milczenie nauczyło, jakby się milczeniem nie zdradzać.

Słowami i kośćmi grzechocząc, zwiodłem wszystkich wyczekiwaczy uroczystych: wszystkim tym surowym baczycielom wymknąć się winna ma wola i cel mój.

Aby mi nikt na dno me i wolę ostatnią nie zajrzał, — ku temu oto wynalazłem swe długie światłe milczenie.

Niejednegom widział z przezornych, co lice swe przysłaniał i wodę swą mącił, aby go nikt wskroś i wgłąb nie przejrzał.

Lecz do niego to właśnie zbliżali się najprzebieglejsi z nieufnych i orzechów najlepsi wyłuskiwacze: jemu to właśnie wyławiano najbardziej ukryte ryby!

Lecz ci jaśni, ci żwawi, ci przejrzyści, — oto mi są najmądrzejsi z przemilczających: których dno tak głębokie bywa, że nawet najjaśniejsza woda dna tego nie — zdradzi. —

Każdego ranka drwi z zimy i wyczekuje milczącego, śnieżnobrodego nieba zimy, które przemilcza nawet swe słońce. Od niego nauczył się milczenia, które się nie zdradza, tak by nikt nie dostrzegł jego ostatecznej woli.