Menu
Tako rzecze ZaratustraIdeeBiblioteka
Część czwarta i ostatnia · LXVII. Najszpetniejszy człowiek

Czemu wszechwidzący Bóg musiał umrzeć

Czytaj w książce →

Sam jednak — przestrzeż siebie przed *własną swą* litością! Gdyż wielu jest już w drodze ku tobie: wielu cierpiących, wątpiących, rozpaczających, tonących, marznących. —

Ostrzegam cię i przed sobą. Odgadłeś wszak mą najlepszą i najzgubniejszą zagadkę, odgadłeś mnie samego i wszystko, com czynił. Znam ja siekierę, która ciebie obali.

On jednak — umrzeć *musiał*: oczyma, które *wszystko* widzą, — widział człowiecze głębie i dna, całą jego zatajoną sromotę i szpetność.

Jego litość wstydu nie znała: wpełzał w me najbrudniejsze zakątki. Ten najciekawszy, nad miarę natrętny, ten nadlitościwy umrzeć musiał.

On zawsze *mnie* widział: na takim świadku zemstę wywrzeć musiałem — lub też sam przestać żyć.

Bóg, co widział wszystko, *nawet i człowieka*, Bóg ten umrzeć musiał! Człowiek *nie ścierpi*, aby taki świadek żył.

Ostrzega Zaratustrę przed jego własną litością wobec wielu, którzy do niego zdążają. Wyjaśnia, że wścibski, litościwy Bóg, który widział wszystko, nawet i człowieka, musiał umrzeć.

Komentarze do tego fragmentu

Co mówili krytycy

Ateizm najszpetniejszego człowiekaAnthony M. Ludovici · Notes on Thus Spake Zarathustra, 1909interpretacja

Ludovici odczytuje najszpetniejszego człowieka jako zabójcę Boga z ateizmu wielkiego, brzydkiego człowieka, który czci piękno: przed litością wszechwiedzącego Boga, pozbawioną wstydu i czci, nie można było się uchylić, więc Bóg nie mógł istnieć; Zaratustra czci jego pogardę dla siebie jako znamię wielkiego wzgardziciela.

Komentarze do tego rozdziału

Co mówili krytycy

Wstyd, nie litość, wobec nędzyAnthony M. Ludovici · Notes on Thus Spake Zarathustra, 1909interpretacja

Ludovici dowodzi, że w spotkaniu z najszpetniejszym człowiekiem Zaratustra pokazuje jedyną właściwą odpowiedź na wielką nędzę, wstyd i cześć, wbrew natrętnej litości, która jest samouwielbieniem; Nietzsche rumieni się za swoją rasę i chce świata, w którym nie trzeba się rumienić za bliźnich.