Cóż to nadejść musi i minąć nie powinno? Nasz wielki hazard, nasze wielkie dalekie królestwo człowiecze, królestwo Zaratustry, tysiącletnie — —
Jakże daleka może być ta „dal”? cóż mnie to obchodzi! Krzepko stojęć mimo to —, obu nogami stoję mocno na tej podwalinie,
— na wiecznej podwalinie, na twardym pragłazie, na tym najwyższym, najtwardszym pragórzu, do którego wszystkie wichry ciągną, jak do burzowej rubieży, pytając: Gdzie? i Skąd? i Kędy?
Co mówili krytycy
Ludovici broni proroczej powagi tysiącletniego królestwa Zaratustry przed angielskimi czytelnikami skłonnymi do śmiechu, dowodząc, że bez takiej żarliwej wiary w swój Hazar ludzie wyżsi staliby się pesymistami, samobójcami albo kupcami.