Tu przerwał Zaratustra spienionemu błaznowi i zatkał mu usta dłonią.
— Zaprzestań wreszcie! — krzyknął Zaratustra — mierzi mnie i mowa twa i osoba twoja!
Czemuś tak długo u bagna przebywał, żeś sam żabą i ropuchą się stał?
Czy w twoich oto żyłach nie płynie już ta gnilna i pienna krew bagniska, żeś się nauczył tak rechotać i złorzeczyć? Czemuś w lasy nie poszedł?
Czemu ziemi nie orzesz? Wszak pełne są morza ogrójców zielonych?
Gardzę ja twym gardzeniem; a zanim mnie ostrzegać, — przecz siebie samego nie ostrzegłeś?
Z miłości jedynie winna wzbijać się ma wzgarda i ptak mój ostrzegawczy: lecz nie z bagna! —
Zwą cię moją małpą, błaźnie ty spieniony: lecz ja zwę cię świnią mą rechczącą, — rechtaniem twym popsujesz ty mi me sławienie błazeństwa.
Lecz cóż to cię przede wszystkim rechtać nauczyło? Że ci nie dość *schlebiano*: — i przetoś przy tym ścieku zasiadł, abyś miał powody do rechtania, —
— abyś miał powody do wielorakiej zemsty! Zemstą oto, błaźnie ty próżny, jest twe pienienie się całe, — odgadłem ja cię przecie!
Lecz twe słowa błazeńskie szkodę mi czynią, nawet wówczas, gdy słuszność jest za tobą. I gdyby słowo Zaratustry po stokroć prawem *było*: jedno twoje słowo zawsze by tylko — nieprawość *czyniło*!
Co mówili krytycy
Ludovici dowodzi, że błazen z rozdziału „O przechodzeniu mimo” jest skrajnym przeciwieństwem Nietzschego i jego naśladowcą, burzycielem niszczącym z resentymentu i zemsty, z którym publiczność myli Nietzschego, niszczącego z miłości; nagana, jakiej udziela mu Zaratustra, powinna przestrzec czytelników przed łączeniem Nietzschego z hałaśliwymi rewolucjonistami.