Albowiem i w cnocie nawet skromni są, — gdyż pragną lube uczucia niecić. Z lubością wszakże godzi się wyłącznie skromna cnota.
Uczą się wprawdzie i oni kroczyć na swój sposób, kroczyć naprzód: *chromaniem* zwę to u nich. Tym stają się też przeszkodą dla każdego, komu pilno.
A niejeden z nich przed się patrzy, a prężąc szyję wstecz się obziera. Takiego w mym biegu rad z nóg powalam.
Noga i oczy kłamać nie powinny, ani sobie kłamu zadawać. Wiele jest wszakże kłamliwości pośród małych ludzi.
Niektórzy pośród nich mają chęci, większość wszakże podlega chęciom. Niektórzy z nich są prawdziwi, większość jest złymi aktorami.
Bywają między nimi aktorzy wbrew wiedzy i aktorzy wbrew woli —, prawdziwi są zawsze rzadkością, osobliwie prawdziwi aktorzy.
Męskości w tym wszystkim niewiele i dlatego też wymężniają swe kobiety. Lecz ten tylko, kogo na twardą męskość stać, zdoła w kobiecie *kobietę* — *wyzwolić*.
Zaś ta obłuda zda mi się u nich najgorszą: że nawet i ci, którzy rozkazują, naśladują cnoty tych, co służą.
„Ja służę, ty służysz, my służymy” — tak modli się tu obłuda panujących, — a biada, gdy pierwszy pan jest *tylko* pierwszym sługą!
I śladem ich obłudy wybiegało również oko mej ciekawości; i dobrzem ja odgadł całe to ich szczęście much, oraz to ich bzykanie po słonecznych szybach.
Ile dobroci, tyle słabości widzę. Ile sprawiedliwości i współczucia, tyle słabości.
Gładcy, poczciwi i dobroduszni bywają między sobą; jako ziarnka piasku, gładko, poczciwie i dobrodusznie przylegają do ziarn piasku.
Skromnie małe szczęście przygarnąć — to się u nich nazywa „poddaniem się”! a przy tym już zerkają skromnie w stronę nowego małego szczęścia.
Z głębi serca pragną najpoczciwiej jednego tylko: aby im nikt dolegliwości nie przyczyniał. Uprzedzają tedy każdego, czyniąc mu miło.
Jest to wszakże *tchórzostwem*: aczkolwiek zwie się „cnotą”. —
A gdy nagle szorstko przemówią owi mali ludzie, ja słyszę tu tylko ich chrypkę, — każde wiatru tchnienie przyprawia ich o chrypkę.
Roztropni oni są, ich cnoty mają mądre palce. Lecz brak im pięści, ich palce nie potrafią pod pięściami się przyczajać.
Cnotą jest dla nich to, co skromnym i obłaskawionym czyni: i tak oto robią z wilka psa, a z człowieka najlepsze zwierzę domowe.
„My w złotym usadawiamy się *środku* — tyle mi mówią ich umizgi — równie daleko od umierających zapaśników, jak i od zadowolonych świni”.
Jest to wszakże *miernością*: aczkolwiek zwie się umiarkowaniem.
Co mówili krytycy
Brandes streszcza wstręt Zaratustry do drobnych cnót, które czynią ludzi mniejszymi, nazywanie go bezbożnikiem, odstępstwo jego dawnych towarzyszy oraz jego obrzydzenie do wielkiego miasta i do państwa.