Menu
Tako rzecze ZaratustraIdeeBiblioteka
Część trzecia · XLVII. O szczęśliwości wbrew woli

Odpychanie szczęsnej godziny

Czytaj w książce →

Tymczasem snuję się jeszcze po niepewnych morzach; zdradliwy schlebia mi przypadek; przed się i wstecz spozieram —, wszakże końca jeszcze nie widzę.

Jeszcze nie wybiła godzina mej ostatniej walki, — lub czyżby się ona teraz oto zbliżała. Zaprawdę, podstępnym pięknem spogląda na mnie zewsząd morze i życie!

O, popołudniowa życia mego godzino! O, szczęście me na podwieczerz! O, przystani na pełnym morzu! O, spokoju wpośród niepewności. Jakże ja wam wszystkim nie dowierzam!

Zaprawdę, nie ufam ja podstępnemu pięknu waszemu! Jestem jak ów kochający, co na zbyt aksamitny uśmiech podejrzliwie baczy.

I swą kochankę od siebie odpycha, w surowości nawet jeszcze tkliwy, zazdrośnik ten, — tako i ja odpycham od siebie tę błogą godzinę.

Precz mi stąd, błoga ty godzino! Wraz z tobą nawiedza mnie szczęśliwość wbrew woli! Oto staję tu zwolon ku najgłębszemu cierpieniu: — nie w porę nawiedzasz mnie ty!

Precz mi stąd, błoga ty godzino! Zagość raczej tam — pośród dzieci mych! A śpiesz się! i błogosław je na ten podwieczór i *moim* szczęściem!

Oto wieczór się zbliża: chyli się słońce. Przepadło — me szczęście! —

Spokój i piękno morza i życia wydają mu się podstępne. Jak zazdrosny kochanek odpycha tę godzinę, nazywa swą szczęśliwość mimowolną i nie w porę i każe jej iść błogosławić jego dzieci przed wieczorem.