Gdy pośród żeglarzy gruchnęła wieść, że Zaratustra bawi na okręcie, — wraz z nim wsiadł był na okręt jeden człowiek z wysp szczęśliwości, — powstała wonczas ciekawość wielka i oczekiwanie. Lecz Zaratustra milczał dwa dni, był tak zimny i głuchy w zasmuceniu swym, że na spojrzenia i pytania nie odpowiadał zgoła. Pod wieczór wszakże dnia drugiego, aczkolwiek milczał wciąż jeszcze, rozwarł przecie uszy swoje: gdyż wiele rzeczy dziwnych a niebezpiecznych usłyszeć można było na tym okręcie, co, z dalekich stron wracając, w dalekie udawał się kraje. Zaratustra zaś miłował tych wszystkich, co dalekie podróże czynią i bez niebezpieczeństwa żyć nie potrafią. I tak oto w słuchaniu rozwiązał się wreszcie i jego język, a lody wokół serca stopniały: — wonczas w te przemówił słowa:
Wam, odważni poszukiwacze, usiłowacze, wam wszystkim, którzy, podstępnym powierzając się żaglom, na groźne wypływacie morza, — wam, upojeni zagadką, radośni zmrokiem, wam, których duszę w każdą błędną czeluść fletnie wabią:
— bo tchórzliwą dłonią dzierżyć się nici przewodnich wy wszak nie pragniecie; a gdzie *odgadnąć* zdołacie, tam nienawidzicie *dochodzenia* —
— wam to wyłącznie opowiem zagadkę, którą *ujrzałem*, — widmo najsamotniejszego. —
Ponury szedłem oto poprzez trupio siny zmierzch, ponury i twardy na duchu, z zaciśniętymi wargi. Niejedno bo słońce zaszło było już dla mnie.
Ścieżka, co hardo po żwirze się wspina, ścieżka złośliwa, samotna, której już ani chwast, ani krzew nie dogadza: perć górska zgrzytała pod hardym stąpaniem nogi mojej.
Kroczyłem niemy pośród szyderczego zgrzytu krzemieni, depcząc nogą kamienie, które w ruch wprawiałem: tak oto zmagały się me nogi ku górze.
Co mówili krytycy
Ludovici dowodzi, że duch ciężkości, karzeł, którego Zaratustra dźwiga i któremu się przeciwstawia, oznacza poczucie winy i grzechu, jakie wartości chrześcijańskie i żydowskie zaszczepiły w instynktach ludzi, i że Nietzsche może potwierdzić powrót życia dopiero wtedy, gdy zrzuci tego karła, ogłaszając tę naukę na przekór niemu.
Ludovici dowodzi, że duch ciężkości, karzeł, którego Zaratustra dźwiga i któremu się przeciwstawia, oznacza poczucie winy i grzechu, jakie wartości chrześcijańskie i żydowskie zaszczepiły w instynktach ludzi, i że Nietzsche może potwierdzić powrót życia dopiero wtedy, gdy zrzuci tego karła, ogłaszając tę naukę na przekór niemu.
Ludovici określa Nietzscheańskiego „ducha ciężkości” jako przytłaczające, paraliżujące poczucie winy i grzechu.
Ludovici przyznaje, że wiele można powiedzieć na rzecz hipotezy wiecznego powrotu, ale uważa ją za bardzo śmiałe przypuszczenie i wątpi, czy Nietzsche kiedykolwiek należycie ocenił jej wpływ jako dogmatu na umysły ludzi.
Ludovici odczytuje pasterza jako człowieka dzisiejszego, dławiącego węża jako paraliżujące wartości społeczne zagrażające ludzkości, a „Gryź!” jako wołanie Nietzschego do ludzkości, by zmieniła swoje wartości, zanim będzie za późno.