Fragmenty: 5
— O, Zaratustro, tu jest wielkie miasto: ty nie znajdziesz tu niczego, a stracić możesz wszystko. Czemuż to chcesz w tym mule grząźć? Pożałowanie miej dla nogi własnej! Spluń lepiej na bramę miejską i — zawróć! To…
Błazen namawia Zaratustrę, by splunął na miasto i zawrócił. Mówi, że wielkie myśli są tu gotowane na miałkość, i atakuje jego gazety, chucie, służalczą cnotę i pobożność oraz rządy złota kramarzy.
Czytaj w książce →
Tu przerwał Zaratustra spienionemu błaznowi i zatkał mu usta dłonią. — Zaprzestań wreszcie! — krzyknął Zaratustra — mierzi mnie i mowa twa i osoba twoja! Czemuś tak długo u bagna przebywał, żeś sam żabą i ropuchą się…
Zaratustra zatyka błaznowi usta i mówi, że gardzi jego gardzeniem. Nazywa go nie swoją małpą, lecz rechczącą świnią, i mówi, że błazen nadużywa jego słowa, nawet gdy ma rację.
Czytaj w książce →
Z miłości jedynie winna wzbijać się ma wzgarda i ptak mój ostrzegawczy: lecz nie z bagna! —
Zaratustra odróżnia własną wzgardę, zrodzoną z miłości, od wzgardy błazna, zrodzonej z bagna.
Czytaj w książce →
Tako rzekł Zaratustra, spojrzał na miasto wielkie i zamilkł na długo. Wreszcie w te odezwał się słowa: Obmierzłe jest mi to miasto wielkie i nie tylko błazen ten. I tu, i tam nic polepszyć, nic pogorszyć się nie da.…
Po długim milczeniu Zaratustra przyznaje, że i jemu obmierzłe jest to miasto. Pragnie ujrzeć słup ognisty, w którym ono spłonie.
Czytaj w książce →
Lecz tę ci naukę daję, błaźnie, na pożegnanie: gdzie kochać nie można, tam należy — *mijać*!
Zaratustra daje błaznowi naukę na pożegnanie i mija zarówno błazna, jak i wielkie miasto.
Czytaj w książce →
Co mówili krytycy
Brandes streszcza wstręt Zaratustry do drobnych cnót, które czynią ludzi mniejszymi, nazywanie go bezbożnikiem, odstępstwo jego dawnych towarzyszy oraz jego obrzydzenie do wielkiego miasta i do państwa.
Ludovici dowodzi, że błazen z rozdziału „O przechodzeniu mimo” jest skrajnym przeciwieństwem Nietzschego i jego naśladowcą, burzycielem niszczącym z resentymentu i zemsty, z którym publiczność myli Nietzschego, niszczącego z miłości; nagana, jakiej udziela mu Zaratustra, powinna przestrzec czytelników przed łączeniem Nietzschego z hałaśliwymi rewolucjonistami.
Ludovici dowodzi, że błazen z rozdziału „O przechodzeniu mimo” jest skrajnym przeciwieństwem Nietzschego i jego naśladowcą, burzycielem niszczącym z resentymentu i zemsty, z którym publiczność myli Nietzschego, niszczącego z miłości; nagana, jakiej udziela mu Zaratustra, powinna przestrzec czytelników przed łączeniem Nietzschego z hałaśliwymi rewolucjonistami.