O duszo ma, pojmuję ja uśmiech twego smętku: nadmiar twego bogactwa wyciąga oto dłonie tęskniące!
Pełnia twa zapatrzyła się na morza wzburzone i szuka, i oczekuje; tęsknota przepełni wyziera z oczu twych niebios uśmiechniętych!
I zaprawdę, o duszo ma! Jakież by oczy, uśmiech twój ujrzawszy, we łzach nie zatonęły? Aniołowie łzami opływają nad przedobrocią uśmiechu tego.
Dobroć i przedobroć twa, one to skarżyć się nie chcą i płakać nie umieją: a jednak uśmiech twój, o duszo ma, tęskni do łez, a drżące twe usta do załkania.
„Nie jest płacz wszelki skargą, a wszelaka skarga oskarżeniem? Tako do się przemawiająca, wolisz, o duszo ma, uśmiechać się raczej, niźli żal swój wynurzać,
— wytryskiem łez wynurzać rozżalenie swe całe nad własną pełnią i nad tym krzewu winnego wnętrznym parciem do winobrańcy i noża winobrańczego!