Tako rzekł Zaratustra, spojrzał na miasto wielkie i zamilkł na długo. Wreszcie w te odezwał się słowa:
Obmierzłe jest mi to miasto wielkie i nie tylko błazen ten. I tu, i tam nic polepszyć, nic pogorszyć się nie da.
Biada temu wielkiemu miastu! — Chciałbym już widzieć ten słup ognisty, w którym ono spłonie!
Gdyż takie słupy ogniste poprzedzać muszą wielkie południe. Lecz to ma własnych dziejów czas i dolę swą własną. —
Co mówili krytycy
Brandes streszcza wstręt Zaratustry do drobnych cnót, które czynią ludzi mniejszymi, nazywanie go bezbożnikiem, odstępstwo jego dawnych towarzyszy oraz jego obrzydzenie do wielkiego miasta i do państwa.
Ludovici dowodzi, że błazen z rozdziału „O przechodzeniu mimo” jest skrajnym przeciwieństwem Nietzschego i jego naśladowcą, burzycielem niszczącym z resentymentu i zemsty, z którym publiczność myli Nietzschego, niszczącego z miłości; nagana, jakiej udziela mu Zaratustra, powinna przestrzec czytelników przed łączeniem Nietzschego z hałaśliwymi rewolucjonistami.
Ludovici dowodzi, że błazen z rozdziału „O przechodzeniu mimo” jest skrajnym przeciwieństwem Nietzschego i jego naśladowcą, burzycielem niszczącym z resentymentu i zemsty, z którym publiczność myli Nietzschego, niszczącego z miłości; nagana, jakiej udziela mu Zaratustra, powinna przestrzec czytelników przed łączeniem Nietzschego z hałaśliwymi rewolucjonistami.