Gdy nadepnięty usłyszał imię Zaratustry, przeistoczył się nagle.
— Jakaż dola mnie ściga! — wykrzyknął,— *któż* bo obchodzi mnie jeszcze w życiu, prócz tego jednego człowieka, prócz Zaratustry i tego zwierzęcia, co krwią żyje: prócz pijawki?
Łowiąc pijawki, leżałem w tym oto bagnie i już zanurzone me ramię dziesięć razy ukąszone było, gdy oto wgryza się po krew moją jeszcze jedna piękna zdobycz, sam Zaratustra!
O szczęście! O cudzie! Sławię dzień, co mnie w to bagno zwabił! Sławioną niech będzie najlepsza żywa bańka z tych, co dziś żyją, sławioną największa pijawka sumienia, Zaratustra! —
Tak oto mówił nadeptany. Zaratustrę radowały te jego słowa oraz słów tych subtelna pokora.
Co mówili krytycy
Ludovici odczytuje sumiennego z ducha jako uczciwego naukowego specjalistę, takiego jak Darwin, który opanowuje piędź wiedzy i jest w niej rygorystyczny, a poza nią ślepy; to człowiek wyższy, którego Zaratustra szanuje.