„Tam do licha! — rzekł — czyż nie działy się z dawien dawna najśmieszniejsze rzeczy pomiędzy nami, starymi pustelnikami i świętymi?
Zaprawdę, nierozsądek mój wyrósł wysoko pośród gór! Oto słyszę, jak sześć starych błazeńskich nóg skrzypi w gonitwie za sobą!
Czyż godzi się Zaratustrze lękać cienia? I zda mi się wreszcie, że posiada on dłuższe nogi, niźli ja”.
Tako rzekł Zaratustra, śmiejąc się śmiechem oczu i trzewi, po czym zatrzymał się i zawrócił nagle — i omal że nie zwalił z nóg swego naśladowcę i cienia: tak blisko następował mu on na pięty i tak wątły był on zarazem. Gdy Zaratustra oczyma go zmierzył, przeraził się jego, jak upiora: tak chudy, sczerniały, czczy i przeżyty wydał mu się ten jego naśladowca.
— Kim jesteś? — pytał Zaratustra gwałtownie — i czego tu się snujesz? I dlaczego zwiesz się moim cieniem? Nie podobasz ty mi się.
Co mówili krytycy
Ludovici odczytuje cień jako śmiałego, krnąbrnego wolnego ducha, który podąża za każdym zuchwałym ruchem swojej epoki, aż traci wszelki cel i dom, woła „Nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone” i staje się wrakiem, podatnym na pochwycenie przez ciasną wiarę.
Ludovici odczytuje cień jako śmiałego, krnąbrnego wolnego ducha, który podąża za każdym zuchwałym ruchem swojej epoki, aż traci wszelki cel i dom, woła „Nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone” i staje się wrakiem, podatnym na pochwycenie przez ciasną wiarę.