Z przytłumionymi prawdy, z ręką głupca i ogłupiałym sercem, zasobny w małe kłamstwa współczucia: — tak oto żyłem ja między ludźmi.
W przebraniu siedziałem pośród nich, gotów *samego siebie* nie poznawać, aby ich móc znieść, i rad w siebie wmawiając: „głupcze, ty nie znasz ludzi!”
Przestaje się ludzi rozumieć, gdy się między ludźmi żyje: za wiele planów przednich jest we wszystkich ludziach, — cóż by miały *tu* do czynienia dalekowidzące, dalekodążne oczy!
A gdy mnie oni nie poznawali: oszczędzałem ich, głupiec, bardziej, niźli siebie samego: nawykły do surowości dla siebie i nieraz jeszcze na sobie się mszczący za to oszczędzanie.
Od much jadowitych zakłuty, wydrążony jak kamień od wielu kropel złośliwości, tak oto tkwiłem między nimi, mawiając jeszcze do się: „niewinne jest wszystko małe małości swej!”
Osobliwie zaś między tymi, których „dobrymi” zwą, znajdowałem muchy najjadowitsze: ci kłują z całą niewinnością, kłamią z całą niewinnością; jakżeby oni *zdołali* być dla mnie — sprawiedliwi!
Kto między dobrymi żyje, tego litość uczy kłamać. Litość zagęszcza powietrze wszystkim wolnym duszom. Głupota dobrych jest snadź niezgłębiona.
Samego siebie ukrywać i własne swe bogactwo, — oto, *czego* się nauczyłem tam na dole: gdyż każdy okazał mi się tam ubogim na duchu. I tym było kłamstwo litości mej, żem co do każdego świadom był,
— żem widział i przeczuwał, ile z ducha było dlań *dosyć*, a ile z ducha było już *za dużo*!
Sztywnych mędrców ich: zwałem mędrcami, nie sztywnymi: i tak oto nauczyłem się słowa połykać. Grabarzy ich: zwałem badaczami i zgłębiaczami, — tak oto nauczyłem się słowa zmieniać.
Co mówili krytycy
Brandes twierdzi, że największe niebezpieczeństwo Zaratustry wśród ludzi tkwiło w pobłażliwości i litości, które nauczyły go kłamać wśród dobrych, i że wraca on w wolne górskie powietrze, by siedzieć wśród potrzaskanych i do połowy zapisanych tablic, czekając godziny, gdy lew przyjdzie z gołębiami.
Ludovici odczytuje „Powrót do domu” jako autobiografię: Nietzsche wyznaje, że litość była jego największym niebezpieczeństwem, przeciwstawiając dalekowzroczną miłość prawodawcy do potomności pośledniejszemu współczuciu dla bliźniego, z którego powodu cierpiał, i wraca do samotności, by dojść do siebie po próbie bycia wszystkim dla wszystkich.