W tym miejscu litanii nie mógł się Zaratustra dłużej pohamować, krzyknął sam „tak!” jeszcze głośniej, niźli osieł, i poskoczył między swych oszalałych gości.
— Ludzie, cóż wy tu wyrabiacie? — wołał, podnosząc klęczących z ziemi. — Biada, gdyby was podpatrzył kto inny niż Zaratustra.
Każdy myślałby, że wraz z tą nową wiarą jesteście najgorszymi bluźniercami lub najgłupszymi starkami!
Zaś ty, stary papieżu, jakże to się godzi w tobie, to oddawanie boskiej czci osłu? —
— O, Zaratustro, — odparł stary papież — daruj mi, lecz w tych rzeczach jestem bardziej od ciebie uświadomiony. I tak być powinno.
Lepiej tak oto do Boga się modlić, w takiej go czcić postaci, niźli w żadnej! Pomyśl nad tym wyrzeczeniem, czcigodny mój przyjacielu, a odgadniesz rychło, że tkwi w nim mądrość.
Ten, co rzekł: „Bóg jest duchem” — uczynił dotychczas na ziemi największy skok ku niewierze: słowo takie niełatwo da się znów naprawić na ziemi!
Stare me serce skacze i pląsa z radości, że na ziemi jest jeszcze coś, ku czemu modlić się można. Daruj to, Zaratustro, staremu pobożnemu sercu papieskiemu! —
— Zaś ty, — zwrócił się Zaratustra do pielgrzyma i cienia — mianujesz się wszak i mniemasz duchem wolnym? A uprawiasz tu oto takie bałwochwalstwa i kapłańskie służby?
Gorzej, zaprawdę, sprawujesz się tutaj, niźli nawet pośród swych zgubnych brunatnych dziewcząt, ty lichy nowy wyznawco!
— Cóż czynić, — odparł pielgrzym i cień — masz słuszność: lecz cóżem ja temu winien! Stary Bóg żyje, o Zaratustro. Cokolwiek byś mówił, o Zaratustro, stary Bóg ożył.
Najszpetniejszy człowiek winien jest wszystkiemu: on go wskrzesił. A jeśli utrzymuje, że go niegdyś zabił: *śmierć* jest u bogów tylko przesądem.
Co mówili krytycy
Mencken opisuje Zaratustrę jako odległego mędrca w towarzystwie węża i orła, którego mowy przypominają biblijnych rapsodów, i dowodzi, że pod koniec Nietzsche oddaje się bluźnierstwu: parodii ostatniej wieczerzy, oddawaniu czci osłu przez uczniów, a Wagner i inni wrogowie pojawiają się pod przejrzystą maską błaznów.
Ludovici odczytuje cześć, jaką ludzie wyżsi oddają osłu, jako przestrogę, że myśliciele, którzy odzyskują zaufanie do wiary jako takiej, padają ofiarą najciaśniejszych zabobonów, z aluzją do pogańskich oskarżeń, że chrześcijanie czczą osła, i do średniowiecznych asinaria festa.
Ludovici wyjaśnia, że Zaratustra, zganiwszy ludzi wyższych, uznaje ośle święto za niemądre, ale potrzebne, za wytchnienie dla mędrców wymyślone przez ozdrowieńców, i każe im obchodzić je znowu z miłości do siebie i do niego.