Własnym ja tu poprzednikiem pośród tego ludu, własnym kura pieniem po ciemnych zaułkach.
Lecz *ich* godzina wybije! Nadejdzie wonczas i moja! Z godziny na godzinę stawać się będą mniejsi, ubożsi, bezpłodniejsi, — biedne zielsko, biedna kraina!
I *niebawem* będą mi jak sucha trawa i step, i zaprawdę! sobą umęczeni i bardziej niźli wody, *ognia* żądni!
O, błogosławiona godzino błyskawicy! O, tajemnico przedpołudniowej pory! — Biegnące ognie uczynię z nich kiedyś i zwiastunów o płomiennych językach: —
— aby zwiastowały kiedyś płomiennymi języki: Oto idzie, zbliża się, *wielkie* idzie *południe*.
Tako rzecze Zaratustra.
Co mówili krytycy
Ludovici wyjaśnia, że przez „wielkie południe” Nietzsche rozumiał obecną epokę jako południe dziejów człowieka: dzieciństwo ludzkości się skończyło, teraz wiemy i nie ma już usprawiedliwienia dla błędów, które psują typ „człowiek”.