Fragmenty: 10
Gdy pośród żeglarzy gruchnęła wieść, że Zaratustra bawi na okręcie, — wraz z nim wsiadł był na okręt jeden człowiek z wysp szczęśliwości, — powstała wonczas ciekawość wielka i oczekiwanie. Lecz Zaratustra milczał dwa…
Na okręcie Zaratustra milczy dwa dni, potem poruszony opowieściami żeglarzy o dalekich podróżach zaczyna mówić. Zwraca się do odważnych poszukiwaczy przygód i opowiada o posępnej wspinaczce samotną górską ścieżką.
Czytaj w książce →
Wzwyż: — temu duchowi na przekorę, co je wstecz, w przepaść ciągnął, duchowi ciężkości, szatanowi memu i wrogowi najzaciętszemu. Wzwyż: — aczkolwiek na mnie on siedział, na poły karzeł, na poły kret, bezwładny,…
Wspinającego się Zaratustrę przygniata karzeł, który szepcze, że kamień wyrzucony tak wysoko musi opaść na niego samego. Milczenie między nimi dławi bardziej niż samotność.
Czytaj w książce →
Jest we mnie jednak coś, co się odwagą zowie: zabijała ona zawsze wszelkie pognębienie. Odwaga ta nakazała mi wreszcie stanąć i zapytać: „Karle! Ty! Albo ja!” Odwaga jest najlepszym zabójcą, — odwaga, która *naciera*:…
Odwaga Zaratustry każe mu stanąć i rzucić karłowi wyzwanie: „Karle! Ty! Albo ja!”. Wysławia odwagę jako najlepszego zabójcę, który przemaga ból, przepaście, litość i śmierć.
Czytaj w książce →
Odwaga jest najlepszym zabójcą: odwaga, co naciera: ona zabija nawet śmierć, gdyż mawia: „Byłoż to życie? Dalejże! Jeszcze raz!”
Odwaga zwycięża śmierć, odpowiadając jej żądaniem, by przeżyć to wszystko raz jeszcze.
Czytaj w książce →
„Stój! karle! — rzekłem. — Ja! Albo ty! Jam silniejszy z nas dwóch —: ty nie znasz mej myśli przepaścistej! *Jej* byś udźwignąć nie zdołał! — Wówczas stało się coś, co mnie lżejszym uczyniło: zeskoczył mi z ramion…
Zaratustra strąca karła i pokazuje mu bramę zwaną „chwila”, gdzie zbiegają się dwie wieczne drogi. Dowodzi, że wszystkie rzeczy, także pająk, światło księżyca i oni dwaj, muszą wiecznie powracać.
Czytaj w książce →
Przeczą sobie te drogi; zderzają się one ze sobą głowami: — i tu oto przy tej bramie zbiegają się ze sobą. Imię podbramia stoi oto wypisane: „chwila”.
Zaratustra nazywa bramę, przy której zbiegają się dwie przeciwne drogi wieczności.
Czytaj w książce →
Takom mówił, a coraz to ciszej: gdyż trwożyły mnie myśli me jawne i ukryte. I oto, nagle, usłyszałem psa wyjącego. Czyżbym ja już słyszał psa tak wyjącego? Myśl ma wstecz pobiegła. Tak jest! Ongi, gdy dziecięciem byłem,…
Przestraszony własnymi myślami Zaratustra słyszy wyjącego psa i przypomina sobie podobne wycie z dzieciństwa, przy księżycu w pełni. Karzeł i brama znikają, a on stoi sam pośród skał, gdzie pies wzywa pomocy nad leżącym człowiekiem.
Czytaj w książce →
I, zaprawdę, com ujrzał, tegom nigdy jeszcze nie widział. Ujrzałem młodego pastucha, miotającego się po ziemi, dławiącego się w kurczowych podnietach, o twarzy potwornie wykrzywionej: długi czarny wąż zwisał mu z gęby.…
Zaratustra znajduje młodego pastucha dławiącego się ciężkim czarnym wężem, który wgryzł mu się w gardziel. Nie mogąc go wydrzeć, krzyczy: „Ukąś! Gryź! Głowa precz! Gryź!”.
Czytaj w książce →
Do mnie, odważni! Wy poszukiwacze, usiłowacze, wy wszyscy, co, podstępnym powierzając się żaglom, na niezbadane wypływacie morza! Wy zagadką weselni! Zgadnijcież mi oto zagadkę, na którą wonczas patrzałem, wytłumaczcież…
Zaratustra prosi żeglarzy o wyłożenie widzenia: kim jest pastuch i kto musi kiedyś przyjść? Pastuch ugryzł, jak mu kazano, i daleko od siebie wypluł głowę węża.
Czytaj w książce →
Nie pasterz to, nie człowiek już, — przeistoczony, olśniony, co *śmiał się* wraz! Przenigdy nie śmiał się na świecie człowiek, jako *ten* się śmiał. O, bracia moi, śmiech jam słyszał, co człowieczym nie był śmiechem, —…
Pastuch zrywa się na nogi, olśniony, śmiejąc się tak, jak nigdy nie śmiał się żaden człowiek. Zaratustrze pozostaje niegasnąca tęsknota za tym śmiechem.
Czytaj w książce →
Co mówili krytycy
Ludovici dowodzi, że duch ciężkości, karzeł, którego Zaratustra dźwiga i któremu się przeciwstawia, oznacza poczucie winy i grzechu, jakie wartości chrześcijańskie i żydowskie zaszczepiły w instynktach ludzi, i że Nietzsche może potwierdzić powrót życia dopiero wtedy, gdy zrzuci tego karła, ogłaszając tę naukę na przekór niemu.
Ludovici dowodzi, że duch ciężkości, karzeł, którego Zaratustra dźwiga i któremu się przeciwstawia, oznacza poczucie winy i grzechu, jakie wartości chrześcijańskie i żydowskie zaszczepiły w instynktach ludzi, i że Nietzsche może potwierdzić powrót życia dopiero wtedy, gdy zrzuci tego karła, ogłaszając tę naukę na przekór niemu.
Ludovici określa Nietzscheańskiego „ducha ciężkości” jako przytłaczające, paraliżujące poczucie winy i grzechu.
Ludovici przyznaje, że wiele można powiedzieć na rzecz hipotezy wiecznego powrotu, ale uważa ją za bardzo śmiałe przypuszczenie i wątpi, czy Nietzsche kiedykolwiek należycie ocenił jej wpływ jako dogmatu na umysły ludzi.
Ludovici odczytuje pasterza jako człowieka dzisiejszego, dławiącego węża jako paraliżujące wartości społeczne zagrażające ludzkości, a „Gryź!” jako wołanie Nietzschego do ludzkości, by zmieniła swoje wartości, zanim będzie za późno.