Menu
Tako rzecze ZaratustraIdeeBiblioteka
Część czwarta i ostatnia · LXXVII. Przebudzenie

Zaratustra na zewnątrz: goście zdrowieją

Czytaj w książce →

Po pieśni pielgrzyma i cienia rozbrzmiała nagle jaskinia wrzawą i śmiechem; a że wszyscy zebrani goście mówili równocześnie, że i osieł wobec takiej zachęty nie pozostawał milczący, ogarnęła Zaratustrę nieznaczna szydercza niechęć do tych odwiedzin: chociaż cieszył się ich weselem, gdyż uważał je za znak ozdrowienia. Wymknął się więc z jaskini i rzekł do swych zwierząt.

— Gdzież się podziała ich niedola? — rzekł i wraz pozbył się sam swej przelotnej niechęci, — oduczyli się u mnie, mniemam, krzyczenia na ratunek!

— wszakże krzyków, niestety, nie oduczyli się jeszcze. — I Zaratustra zatkał sobie uszy, gdyż w tej właśnie chwili mieszał się przedziwnie krzyk ośli „ta-ak!” z radosną wrzawą ludzi wyższych.

— Weselą się — rzekł po chwili — i kto wie? może kosztem gospodarza; bo choć się ode mnie śmiechu nauczyli, nie mojego nauczyli się oni śmiechu.

Lecz cóż na tym zależy! Starzy to ludzie: ozdrowiewają na swój sposób, na swój sposób śmieją się też; uszy me znosiły już gorsze rzeczy i nie stały się przez to oporne.

Zwycięstwem jest ten dzień: ustępuje już i pierzcha *duch ciężkości*, mój stary wróg pierworodny! Jakże dobrze kończy się ten dzień, co rozpoczął się tak dokuczliwie i ciężko!

A kończy się już oto. Idzie już wieczór: poprzez morze cwałuje dzielny jeździec ten! Jakże kołysze się on, powracający jeździec ów błogi w purpurowym siodle swym!

Niebo spogląda na to jasno, świat w głębiach się nurza: O, wy wszyscy dziwaczni, coście mnie nawiedzili, wszak warto ze mną tutaj żyć!

Tako rzekł Zaratustra. I znowu śmiechy i wrzawa ludzi wyższych dochodzić poczęły z jaskini: wszczął więc ponownie:

— Chwycili wędkę, ma przynęta działa, ustępuje też ich wróg, pierzcha duch ciężkości. Już uczą się oto z samych siebie śmiać: wszak dobrze słyszę?

Działa ma strawa męska, me soczyste i krzepkie słowo: i zaprawdę, nie żywiłem ich zjełczałą jarzyną! Lecz strawą wojowników, strawą zdobywców: nowe zbudziłem pożądania.

Nowe nadzieje tkwią w ich ramionach i nogach, rozpiera się ich serce. Już nowe znajdują słowa, niebawem duch ich swawolą odetchnie.

Strawa taka nie jest oczywiście dla dzieci, ani dla tęskniących starych i młodych niewiast. Ich trzewia inaczej przekonywać należy; dla nich lekarzem ani mistrzem nie jestem.

*Wstręt* odstępuje od tych wyższych ludzi: hejże! moje to zwycięstwo. W moim państwie pewności nabywają, wszelki głupi wstyd pierzcha od nich, wywnętrzają się.

Wywnętrzają swe serca, dobre godziny powracają im, świętują i przeżuwają, — stają się *wdzięczni*.

*To* jest mi znakiem najlepszym: stają się wdzięczni. Niezadługo, a święta sobie obmyślą i postawią tablice pamiątkowe swym starym radościom.

*To są ozdrowieńce*! — Tak rzekł Zaratustra radośnie do serca swego i poglądał w dal; zwierzęta garnęły się ku niemu, oddając cześć jego szczęściu i milczeniu.

Zaratustra wymyka się z gwarnej jaskini i rozmawia ze zwierzętami. Jest lekko szyderczy wobec gości, lecz zadowolony, a ich rosnącą wdzięczność uważa za najlepszy znak.

Komentarze do tego rozdziału

Co mówili krytycy

Forma książki i bluźnierstwo części IVH. L. Mencken · The Philosophy of Friedrich Nietzsche, 1908interpretacja

Mencken opisuje Zaratustrę jako odległego mędrca w towarzystwie węża i orła, którego mowy przypominają biblijnych rapsodów, i dowodzi, że pod koniec Nietzsche oddaje się bluźnierstwu: parodii ostatniej wieczerzy, oddawaniu czci osłu przez uczniów, a Wagner i inni wrogowie pojawiają się pod przejrzystą maską błaznów.

Wiara w wiarę: oddawanie czci osłuAnthony M. Ludovici · Notes on Thus Spake Zarathustra, 1909interpretacja

Ludovici odczytuje cześć, jaką ludzie wyżsi oddają osłu, jako przestrogę, że myśliciele, którzy odzyskują zaufanie do wiary jako takiej, padają ofiarą najciaśniejszych zabobonów, z aluzją do pogańskich oskarżeń, że chrześcijanie czczą osła, i do średniowiecznych asinaria festa.