— Pochwalasz mnie tym odłączeniem od siebie, — odparł sumienny — rad o tym słyszę! Lecz tu obecni, — co widzę? Wszak wy wszyscy macie wciąż jeszcze lubieżne oczy —:
Dusze wolne, gdzież się wasza wolność podziała! Wyglądacie mi nieomal jak ci, co swawolnym nagim tancerkom przyglądali się zbyt długo: dusze wasze tańczą!
W was, ludzie wyżsi, jest snadź więcej tego, co wiła nazywa swym duchem czarów i omamu: — jesteśmy snadź odmienni.
I zaprawdę, zbyt długo mówiliśmy i rozmyślaliśmy razem, zanim Zaratustra powrócił do swej jaskini, abym tego nie wiedział: *jesteśmy* odmienni.
Wy i ja, my *poszukujemy* rzeczy odmiennych nawet tu na górze. Ja mianowicie szukam więcej *pewności* i przeto trafiłem do Zaratustry. Albowiem on jest najmocniejszą jeszcze wieżą i wolą —
— dziś, gdy wszystko się chwieje, gdy cała ziemia drży. Wy zaś, gdy spojrzę w te wasze oczy, jakimi teraz spoglądacie, zda mi się niemal, że wy szukacie *więcej niepewności*,
— więcej dreszczów, większego niebezpieczeństwa, większego trzęsienia ziemi. Zachciewa się wam, ludzie wyżsi, tak mi się nieomal widzi, wybaczcież temu zwidzeniu, —
— zachciewa się wam najgorszego, najniebezpieczniejszego życia, które *mnie* trwogą najbardziej przejmuje, życia dzikich zwierząt, lasów, jaskiń, stromych gór i błędnych czeluści.
I nie przewodników, wyprowadzających z niebezpieczeństwa, upodobaliście sobie najbardziej, lecz tych, którzy ze wszystkich dróg sprowadzają, was pociągają uwodziciele. Aczkolwiek takie zachcenia prawdziwe są w was, mnie wydają się one mimo to *niemożliwe*.
Co mówili krytycy
Ludovici dowodzi, że czyniąc sumiennego specjalistę jedynym, który opiera się melancholijnej muzyce czarownika, Nietzsche oddaje wysoki hołd uczciwości naukowca, a sporu o strach używa, by powtórzyć, że odwaga to cała pierwotna historia człowieka.