Menu
Tako rzecze ZaratustraIdeeBiblioteka
Część trzecia · LII. O odszczepieńcach

Zwiędłe błonie młodych wyznawców

Czytaj w książce →
1

Biada, więdło i brunatnie rozpościera się oto błonie, tak niedawno jeszcze zielone i barwiste! Ileż miodu i nadziei zebrałem ja z niego w ule swe!

Postarzała się cała ta młodzież, — lub bodaj że nie postarzała się nawet! Stała się tylko zmęczona, pospolita, wygodna: — zwą to oni „pobożnymi staliśmy się znowuż”.

Wszak niedawno jeszcze patrzałem na to, jak na skore nogi o wczesnym zrywali się zaranku: lecz pomęczyły się ich nogi, a teraz oto wypierają się nawet męstwa swego jutrzennego!

Zaprawdę, niejeden z nich podnosił niegdyś swe nogi jako tancerz, wabił go śmiech w mej mądrości: — lecz oto namyślił się inaczej. Widziałem go właśnie, jak w pałąk zgięty — do krzyża się czołgał.

Wokół światła trzepotali się niegdyś jak ćmy i młodzi poeci. Nieco starsi, nieco chłodniejsi: a już oto zacofańcy, nury i piecuchy.

Struchlało im może serce na widok, jak mnie oto samotność, niby wieloryb, połknęła? Lub może uszy ich oczekiwały długo tęsknie, a *daremnie* na mojej trąbki głos i heroldowe wołania?

— Och! niewielu zawsze takich bywało, których serce zdolne jest do długiej odwagi i otuchy; takich ludzi duch cierpliwym bywa. Pozostali to *tchórze*.

Pozostali: to są zawsze ci najliczniejsi, ci codzienni, zbyteczni, ci, których jest o wiele za wiele, — oni wszyscy tchórzami są! —

Kto mojego jest zachowania, temu tylko moje wydarzenia przytrafiać się mogą: tak, że za pierwszych towarzyszy mieć będzie trupa i poliszynela.

Wtórymi towarzyszami zaś będą mu jego *wyznawcy*: żywotny to rój, wiele tam miłości, wiele szaleństwa, wiele gołowąsego uwielbienia.

Do tych wyznawców sercem lgnąć nie powinien, kto między ludźmi mojego jest zachowania; w te wiosny i łany barwiste wierzyć nie powinien, kto płochość i tchórzliwość ludzkiej zna natury!

Gdyby inaczej *mogli*, inaczej by też *chcieli*. Połowiczni psują wszystko całe. A że liście więdną, — czegóż tu biadać!

Zaniechaj więc ich, o Zaratustro, i nie biadaj już! Raczej zadmij gwałtowniejszymi wichry między nich, —

— zadmij między te liście, o Zaratustro, aby wszystko *powiędłe* jeszcze prędzej *ciebie* odbiegło! —

Zaratustra widzi, że jego niegdyś zieloni i pełni nadziei młodzi uczniowie zmęczyli się i znów stali się pobożni. Dochodzi do wniosku, że większość ludzi jest tchórzliwa, że jego pierwszymi towarzyszami są trupy i błazny i że należy pozwolić zwiędłym liściom odejść.

Komentarze do tego rozdziału

Co mówili krytycy

Drobna cnota, odstępcy i wielkie miastoGeorg Brandes · Aristocratic Radicalism, 1889wykład

Brandes streszcza wstręt Zaratustry do drobnych cnót, które czynią ludzi mniejszymi, nazywanie go bezbożnikiem, odstępstwo jego dawnych towarzyszy oraz jego obrzydzenie do wielkiego miasta i do państwa.