Przeto niechaj ku mnie oto *wschodzą*: gdyż na znak jeszcze oczekuję, zali nie nadszedł czas mego znijścia; jeszcze sam między ludzi nie schodzę, jako to uczynić będę musiał.
Na toż to oczekuję podstępnie i szyderczo na wysokich górach, ani zniecierpliwiony, ani też cierpliwy, raczej jako ten, co się cierpliwości oduczył, — ponieważ już nie „cierpi”.
Albowiem dola ma czas mi pozostawia, zapomniała mnie ona snadź? Lub też może gdzieś za wielkim głazem w cieniu przysiadła i muchy może łapie?
I zaprawdę, wdzięczny jej za to jestem, tej swojej doli wiecznej, że mnie nie szczuje i nie prze, pozostawiając czas na psoty i złośliwości: tak iż dziś dla połowu ryb na tę wysoką wspiąłem się górę.
Czy ławiał człowiek kiedykolwiek ryby na wysokiej górze? I choć to nawet szaleństwem jest, co tu zamierzam i sprawuję: lepszeć to, niźli tam na dole stać się w oczekiwaniu uroczystym, zzielenieć i zżółknąć przy tym —
— stać się w oczekiwaniu rozfukanym i gniewem dyszącym, — zawyciem z gór idącej, niby świętej, nawałnicy, niecierpliwcem się stać, co w doliny woła: „Słuchajcie, albo was bożym biczem wychłostam!”
Nie złorzeczę ja wszakże gniewcom tym! zaledwie śmiechu są oni warci! Niecierpliwe muszą być te wielkie hałaśliwe bębny, głoszące się tylko dziś lub nigdy!
Ja zaś i dola ma — nie przemawiamy do dziś, nie przemawiamy też i do nigdy: do przemawiań mamy i cierpliwość, i czas, i nadmiar czasu. Gdyż kiedyś nadejść musi i minąć nas nie może.
Co mówili krytycy
Ludovici broni maksymy „Stań się tym, kim jesteś”, podkreślając, że nauka Nietzschego jest ezoteryczna, jest prawem tylko dla jego własnych: zastosowana do wszystkich byłaby zgubna, lecz ludzkość potrzebuje, by jej najwyższe jednostki osiągnęły pełny rozwój, bo tylko przez swoich bohaterów rasa jest prowadzona w górę.
Ludovici broni proroczej powagi tysiącletniego królestwa Zaratustry przed angielskimi czytelnikami skłonnymi do śmiechu, dowodząc, że bez takiej żarliwej wiary w swój Hazar ludzie wyżsi staliby się pesymistami, samobójcami albo kupcami.