Menu
Tako rzecze ZaratustraIdeeBiblioteka
Część pierwsza · VIII. O drzewie na wzgórzu

Młodzieniec wyznaje swą wspinaczkę

Czytaj w książce →

— Tak jest, w zło! — wykrzyknął młodzieniec. — Jakimże to cudem odkryłeś mą duszę?

Zaratustra uśmiechnął się i odparł:

— Niejednej duszy nigdy się nie odkrywa, chyba że się ją wprzódy wymyśli.

— Tak jest, w zło! — wykrzyknął młodzieniec po raz wtóry. — Prawdę rzekłeś, Zaratustro. Nie dowierzam ja sobie od czasu, gdy się ku wyżynom garnę i nikt mi już nie dowierza, — czemuż to się dzieje?

Przeobrażam się zbyt szybko: moje dziś obala me wczoraj. Przeskakuję często stopnie, wspinając się wzwyż; — tego mi żaden stopień nie wybacza.

Gdy na wyżynie jestem, samego siebie tylko znajduję. Nikt do mnie nie przemawia, mróz samotności dreszczem mnie przejmuje. I czegóż ja chcę na wyniosłościach?

Moja wzgarda i tęsknota ma wzrastają równomiernie; im wyżej się wspinam, tym bardziej gardzę tym, kto się wspina. I czegóż on chce na wyniosłościach?

Jakże ja się wstydzę wspinania i potykania mego! Jakże szydzę z mego gwałtownego zasapania! Jakże nienawidzę polotnych! O, jakżem umęczony na wyżynie!

Młodzieniec mówi, że Zaratustra odkrył jego duszę. Nie dowierza już sobie, przeobraża się zbyt szybko, na wyżynach jest sam i gardzi tymi, którzy wspinają się jak on.