Menu
Tako rzecze ZaratustraIdeeBiblioteka
Część pierwsza · VIII. O drzewie na wzgórzu

Drzewo zginane przez niewidzialne wiatry

Czytaj w książce →

Dostrzegło oko Zaratustry, że jeden młodzieniec unika go. Gdy któregoś wieczora szedł samotny po wzgórzach okalających miasto zwane „pstrą krową”, spostrzegł wśród tej wędrówki owego młodzieńca; siedział on wsparty o drzewo i znużonym wzrokiem spoglądał w dolinę. Zaratustra chwycił oburącz pień drzewny, o który wspierał się młodzieniec, i rzekł w te słowa:

— Choćbym wysiłkiem rąk obu wstrząsnąć zapragnął tym drzewem, nie zdołam przecie tego uczynić.

Lecz wiatr, którego nie dostrzegamy, dręczy je i przegina, jako zechce. Najnielitościwiej dręczą nas i poginają niewidzialne dłonie.

I oto zerwał się młodzieniec spłoszony i rzekł:

— Słyszę Zaratustrę, właśnie o nim myślałem.

Zaratustra odparł:

— I czemuż cię to przeraża? — Jednak człowieka dola jest jako tego drzewa.

Im bardziej garnie się ku górze i ku jasności, tym gwałtowniej zapuszczają się jego korzenie w ziemię, w dół, w ciemnię w głąb, — w zło!

Zaratustra odnajduje młodzieńca, który go unikał, siedzącego pod drzewem na wzgórzu nad miastem. Mówi, że wiatr zgina drzewo, jak niewidzialne ręce zginają nas, i że im wyżej człowiek się wspina, tym bardziej jego korzenie dążą w zło.