Zaratustra milczał, zmieszany i wzburzony do głębi, wreszcie zapytał, jak ten, co się z postanowieniem waha: „I któż to jest, co mnie tam woła?”
„Wszak ty sam wiesz o tym, odparł wróżbiarz, czemu się ukrywasz? *Wyższy człowiek* wzywa cię krzykiem!”
„Wyższy człowiek?” krzyknął Zaratustra, grozą przejęty: „czegóż on chce? Czegóż on chce? Wyższy człowiek! Czegóż on chce tutaj?” — i cały potem się pokrył.
Wróżbiarz nie odpowiadał wszakże na trwogę Zaratustry, lecz słuchał i nadsłuchiwał ku głębi. Gdy jednak przez długi czas cisza tam zalegała, zwrócił swe spojrzenie i ujrzał, jak Zaratustra, z miejsca nieporuszony, drży na całym ciele.
Co mówili krytycy
Ludovici utożsamia wróżbiarza z rozdziału „Krzyk trwogi” z Schopenhauerem, którego pesymistyczna etyka stawia litość najwyżej, i odczytuje tę scenę jako kuszenie Nietzschego przez Schopenhauera do ostatniego grzechu poprzez jego najgłębsze uczucie, współczucie dla ludzi wyższych.