Menu
Tako rzecze ZaratustraIdeeBiblioteka
Część trzecia · XLV. Pielgrzym

W obliczu morza: zstąpić głębiej, by się wznieść

Czytaj w książce →

Tako przemawiał do siebie Zaratustra, wspinając się na górę, twardymi przypowieściami krzepiąc swe serce: gdyż okaleczone było ono, jako nigdy przedtem nie bywało. Gdy zaś na przełęcz wstąpił, patrzy, oto w dali widnieje rozłogiem inne morze: Zaratustra stanął i milczał długo. Noc zaś mroźna była na tej wysokości, widna i gwiaździsta.

— Poznaję dolę mą, rzekł wreszcie w smutku. Niech się stanie! Jam gotów. Oto poczęła się w tej chwili ma ostatnia samotność.

Och, to czarne, smutne morze pode mną! Och, ten brzemienny ponocny smętek mój! O, dolo ma i morze! Ku wam to *zstąpić* muszę!

Przed najwyższą swą górą staję i przed najdłuższą pielgrzymką: przeto głębiej zstąpić muszę, niźlim kiedykolwiek zstępował: — głębiej w ból, niźlim kiedykolwiek to czynił, w najczarniejszą zanurzać się muszę falę! Dola ma tego chce. Niech się ma dola dokona! Jam gotów.

Skąd pochodzą największe góry? — pytałem się niegdyś. Nauczono mnie, że z morza one pochodzą.

Świadectwo to w głazie wypisane mają i w skalnych ścianach swych wierzchołków. Z największej głębi muszą najwyższe szczyty ku swojej wydźwigać się wyży. —

Na przełęczy, z innym morzem rozpostartym przed sobą, przyjmuje swą dolę i mówi, że musi zanurzyć się w najczarniejszą falę. Przypomina sobie, że najwyższe góry wychodzą z morza.