To, tak, to jest goryczą trzewi moich, że — nagich czy odzianych — znieść was nie mogę, współcześni moi!
Cała tajemnicza groza przyszłości, i to wszystko, co kiedykolwiek trwożyło ptaki zabłąkane w polotach, jest stokroć pewniejsze, przytulne niemal, w porównaniu z tą waszą „rzeczywistością”!
Bo oto gdy mówicie: „Jesteśmy rzeczywiści, na wskroś prawdziwi, bez wiary i bez przesądów”: wydymacie chełpliwie piersi — ach, piersi nawet nie mając!
Jakże byście wy *mogli* wierzyć, wy pstrokacizną wszelaką zbryzgani! — wy, co jesteście malowanymi obrazami wszystkiego, w co kiedykolwiek wierzono!
Jesteście żywym zaprzeczeniem samej wiary i torturowym kołem dla wszelkich myśli. *Niewiarogodni*! tako zwę was, wy rzeczywiści!
Wszystkie czasy swarzą się kłótliwie w waszych duchach; a wszystkich czasów sny i gawędy były stokroć prawdziwsze od waszych rzeczywistości!
Bezpłodni jesteście: *dlatego* wiary wam brak. Kto tworzyć musiał, ten miewał zawsze swe sny prawdziwe i znaki gwiezdne na swoim niebie: on wierzył w wiarę! —
Jesteście na pół otwartymi wrotami, u których czuwają grabarze. Jedyna *wasza* rzeczywistość: „Wszystko wokół jest godne, aby zniszczało”.
Co mówili krytycy
Ludovici twierdzi, że rozdział „O krainie cywilizacji” streszcza atak Nietzschego na uczonych jego czasów jako jałowych, bo w nic nie wierzą, a jego ostatnie wersety wyjaśniają jego altruizm: odrzuca chrześcijańską litość i miłość bliźniego zarówno jako zwyrodniałe wartości niewolnicze, jak i dlatego, że może kochać jedynie ziemię swoich dzieci, odkupując w dzieciach błędy ojców.