Pewnego razu w dzień upalny zasnął Zaratustra pod drzewem figowym, zarzuciwszy ramiona na głowę. I oto podpełzła żmija i ukąsiła go w szyję tak mocno, że Zaratustra krzyknął z bólu. Gdy odjął ramię sprzed twarzy, ujrzał żmiję, która, poznawszy oczy Zaratustry, zwinęła się niezręcznie i chciała umknąć. „Stój — rzekł Zaratustra — jeszczem ci podziękować nie zdążył. Zbudziłaś mnie w porę, długa oczekuje mnie droga”. — „Krótka jest już twa droga — rzekła żmija smutnie; — mój jad zabija”. Roześmiał się Zaratustra. „Kiedyż to umarł smok od wężowego jadu? Lecz weźże z powrotem twą truciznę! Nie jesteś mi dosyć bogata w jady, abyś je rozdawać mogła”. I oto żmija rzuciła mu się ponownie na szyję i lizała zadaną ranę.
Żmija kąsa śpiącego Zaratustrę w szyję. On dziękuje jej, że go zbudziła, mówi, że żaden smok nie umiera od jadu węża, i każe jej odebrać jad z powrotem. Żmija liże jego ranę.
- Cnota darzącaZaratustra dziękuje żmii za przebudzenie i odmawia przyjęcia jej jadu, bo żmija nie jest dość bogata, by go dawać; opowieść ukazuje dawanie, którego nie waży się jak długu.