Fragmenty: 9
„Zaratustro! Zaratustro! Zgadnij mą zagadkę! Powiadaj! Mów! Czym jest *zemsta na świadku*? Ja cię wstecz przywabiam, gładki tu jest lód! Baczże, bacz, aby duma twa nóg tu nie połamała! Mądrym się mniemasz, dumny…
Głos wzywa Zaratustrę, by odgadł jego zagadkę. Opada go litość i runie, lecz powstaje i mówi, że ten człowiek jest mordercą Boga, który zemścił się na świadku, co go oglądał.
Czytaj w książce →
— Poznaję ja cię — rzekł spiżowym głosem:— *tyś jest mordercą Boga*! Puśćże mnie.
Zaratustra rozpoznaje tę istotę i próbuje odejść.
Czytaj w książce →
Tako rzekł Zaratustra i chciał odejść precz; lecz owo niewypowiedzialne pochwyciło go za brzeg szaty, poczęło znów bełkotać i szukać słów. „Pozostań!” — rzekło wreszcie — — pozostań! Nie mijaj mnie! Zgadłem, jaka to…
Zatrzymuje Zaratustrę i błaga, by ten stał się jego ucieczką przed prześladowaniem litością. Mówi, że milczący rumieniec Zaratustry świadczył, iż go poznał. Jest zbyt bogaty w brzydotę, by być żebrakiem proszącym o jałmużnę.
Czytaj w książce →
Ponad tymi wszystkimi spozieram ja górą, jako pies ponad grzbietami rojnego stada owiec. Drobne to, miękką wełną porosłe, dobrochętne i szare plemię. Jako czapla, z zarzuconą w tył głową, wzgardliwie na miałkie spogląda…
Spogląda ponad małymi ludźmi, jak pies ponad stadem owiec. Wini ich świętego, kaznodzieję litości, który mówił „ja — jestem prawda”, i przyznaje Zaratustrze zasługę odpowiedzi trzykrotnym „nie”.
Czytaj w książce →
Sam jednak — przestrzeż siebie przed *własną swą* litością! Gdyż wielu jest już w drodze ku tobie: wielu cierpiących, wątpiących, rozpaczających, tonących, marznących. — Ostrzegam cię i przed sobą. Odgadłeś wszak mą…
Ostrzega Zaratustrę przed jego własną litością wobec wielu, którzy do niego zdążają. Wyjaśnia, że wścibski, litościwy Bóg, który widział wszystko, nawet i człowieka, musiał umrzeć.
Czytaj w książce →
Bóg, co widział wszystko, *nawet i człowieka*, Bóg ten umrzeć musiał! Człowiek *nie ścierpi*, aby taki świadek żył.
Najszpetniejszy człowiek streszcza, dlaczego Bóg został zabity.
Czytaj w książce →
Tak oto mówił najszpetniejszy człowiek. Zaratustra wszakże powstał w zamiarze odejścia: gdyż mroziło go aż do głębi trzew. — Ty niewypowiedzialny — rzekł — ostrzegasz mnie przed swoją drogą. W podzięce za to sławię ci…
Zmrożony do głębi trzew Zaratustra dziękuje mu, sławiąc własną drogę. Odsyła go do jaskini i do najdumniejszego i najprzebieglejszego zwierzęcia, po czym idzie dalej, zamyślony i powolny.
Czytaj w książce →
„Jakże ubogi jest człowiek! myślał w swym sercu, jakże szpetny, bełkotliwy i jakże pełen ukrytego wstydu! Powiadają mi, że człowiek samego siebie kocha: och, jakże wielka musi być ta miłość siebie! Ileż wzgardy ma ona…
Sam, Zaratustra rozmyśla, że wielkiej miłości siebie odpowiada wielka wzgarda. Kocha wielkich gardzicieli i powtarza, że człowiek jest czymś, co przezwyciężonym być winno.
Czytaj w książce →
Kocham wielkich gardzicieli. Człowiek jest czymś, co przezwyciężonym być winno”. — —
Końcowa myśl Zaratustry.
Czytaj w książce →
Co mówili krytycy
Ludovici dowodzi, że w spotkaniu z najszpetniejszym człowiekiem Zaratustra pokazuje jedyną właściwą odpowiedź na wielką nędzę, wstyd i cześć, wbrew natrętnej litości, która jest samouwielbieniem; Nietzsche rumieni się za swoją rasę i chce świata, w którym nie trzeba się rumienić za bliźnich.
Ludovici odczytuje najszpetniejszego człowieka jako zabójcę Boga z ateizmu wielkiego, brzydkiego człowieka, który czci piękno: przed litością wszechwiedzącego Boga, pozbawioną wstydu i czci, nie można było się uchylić, więc Bóg nie mógł istnieć; Zaratustra czci jego pogardę dla siebie jako znamię wielkiego wzgardziciela.
Ludovici odczytuje najszpetniejszego człowieka jako zabójcę Boga z ateizmu wielkiego, brzydkiego człowieka, który czci piękno: przed litością wszechwiedzącego Boga, pozbawioną wstydu i czci, nie można było się uchylić, więc Bóg nie mógł istnieć; Zaratustra czci jego pogardę dla siebie jako znamię wielkiego wzgardziciela.