Fragmenty: 9
Gdy Zaratustra znowuż do stałego lądu przybił, nie ruszył on na schwał w góry ku jaskini swej, lecz na drogach okólnych i wśród pytań wielu czynił wywiady o tym i owym, aż wreszcie zaśmiał się z siebie w te słowa:…
Powróciwszy na stały ląd, Zaratustra wędruje, by się dowiedzieć, czy człowiek stał się większy, czy zmalał. Widzi małe domy i niskie drzwi, wzdycha, że musi się schylać, i jeszcze tego dnia wygłasza swą mowę.
Czytaj w książce →
Chadzam ja pośród tego ludu i otwartymi spoglądam oczyma: nie wybaczą mi tego nigdy, żem nie jest zazdrosny o ich cnoty. Gryźć mnie chcą za to, że pouczam: dla małych ludzi potrzebne są małe cnoty, — oraz że z trudem…
Zaratustra opisuje, jak mali ludzie gryzą go, plotkują o nim, chronią dzieci przed jego wzrokiem i obdarzają go kolczastą pochwałą. Pozostaje dla nich uprzejmy jak dla każdej małej zgryźliwości.
Czytaj w książce →
Chadzam pośród tego ludu i otwartymi oczyma spoglądam: zmaleli mi oni i maleją coraz bardziej: — *sprawia to ich nauka o szczęściu i cnocie*.
Zaratustra podaje przyczynę malenia: własną naukę małych ludzi o szczęściu i cnocie.
Czytaj w książce →
Albowiem i w cnocie nawet skromni są, — gdyż pragną lube uczucia niecić. Z lubością wszakże godzi się wyłącznie skromna cnota. Uczą się wprawdzie i oni kroczyć na swój sposób, kroczyć naprzód: *chromaniem* zwę to u…
Zaratustra wylicza ich przywary: chromający postęp, aktorstwo, obłudnych władców, którzy twierdzą, że służą, i skromne zabieganie o małe szczęście. Ich tak zwaną cnotę nazywa tchórzostwem, a umiarkowanie miernotą.
Czytaj w książce →
A gdy wołam: „Przekleństwo wszystkim tym tchórzliwym diabłom w was, co skwierczą, ręce składają i bogomolstwa czynić gotowi”: wonczas krzyczą: „Zaratustra jest bezbożnikiem”. Osobliwie mistrze uległości —; lecz im to…
Gdy przeklina tchórzliwe diabły, co skwierczą i bogomolstwa czynią, mistrzowie uległości krzyczą, że jest bezbożnikiem. On odpowiada: „Jam jest Zaratustra, bezbożnik” i mówi, że przypadek musi ugiąć się przed jego wolą.
Czytaj w książce →
— od tych wielu małych cnót swoich, od wielu swoich małych zaniechań, od wielu małych uległości! Nazbyt oszczędzające, nazbyt ulegające: takim jest królestwo wasze! Lecz, aby drzewo *wielkim* wyrosło, winno wokół…
Woła ku wiatrom, że mali ludzie kruszą się i ubywają. Aby drzewo wyrosło wielkim, musi wokół twardych skał zarzucić twarde korzenie, a nawet to, czego nie chcą, snuje tkaninę przyszłości.
Czytaj w książce →
„Kochajcież swych bliźnich, jako samych siebie, — lecz bądźcież mi wprzódy takimi, którzy *samych siebie kochają* —
Maksyma Zaratustry: czyńcie, co chcecie, lecz wprzódy stańcie się zdolnymi do chcenia.
Czytaj w książce →
— wielką miłością i wielką wzgardą miłujący!” Tak mówi Zaratustra, bezbożnik. Lecz po cóż ja to głoszę, skoro nikt moich uszu tu nie posiada. Jeszczem ja tu o godzinę za wczesny.
Każe im kochać bliźnich jako samych siebie, lecz wprzódy być takimi, którzy samych siebie kochają, wielką miłością i wielką wzgardą.
Czytaj w książce →
Własnym ja tu poprzednikiem pośród tego ludu, własnym kura pieniem po ciemnych zaułkach. Lecz *ich* godzina wybije! Nadejdzie wonczas i moja! Z godziny na godzinę stawać się będą mniejsi, ubożsi, bezpłodniejsi, — biedne…
Mówi, że jest tu jeszcze o godzinę za wczesny. Przepowiada, że staną znużeni jak sucha trawa, ognia żądni, a on uczyni z nich zwiastunów wielkiego południa.
Czytaj w książce →
Co mówili krytycy
Brandes streszcza wstręt Zaratustry do drobnych cnót, które czynią ludzi mniejszymi, nazywanie go bezbożnikiem, odstępstwo jego dawnych towarzyszy oraz jego obrzydzenie do wielkiego miasta i do państwa.
Brandes streszcza wstręt Zaratustry do drobnych cnót, które czynią ludzi mniejszymi, nazywanie go bezbożnikiem, odstępstwo jego dawnych towarzyszy oraz jego obrzydzenie do wielkiego miasta i do państwa.
Ludovici wyjaśnia, że przez „wielkie południe” Nietzsche rozumiał obecną epokę jako południe dziejów człowieka: dzieciństwo ludzkości się skończyło, teraz wiemy i nie ma już usprawiedliwienia dla błędów, które psują typ „człowiek”.
Ludovici dowodzi, że w rozdziale „O starych i nowych tablicach” wolność jako powszechne dezyderatum otrzymuje cios śmiertelny: Nietzsche uważał wolność za niebezpieczną w niegodnych rękach, pytając „wolny do czego?” i wymagając, by najpierw być kimś, kto potrafi chcieć.