Najtroskliwsi pytają dziś: „jak zachować człowieka?” Zaratustra wszakże pyta, jako pierwszy i jedyny: „jak *przezwyciężyć* człowieka?
Nadczłowiek leży mi na sercu, *on* jest mą pierwszą i jedyną rzeczą, — a *nie* człowiek: nie bliźni, nie najbiedniejsi, nie najbardziej cierpiący, nie najlepsi. —
O, bracia moi, kochać mogę w człowieku to, iż jest on przejściem i zanikiem. I w was jest wiele takiego, co mnie do umiłowania i nadziei zmusza.
A że gardzicie, wyżsi wy ludzie, to nadzieję mieć mi każe. Albowiem wielcy wzgardziciele są wielkimi czcicielami.
To, że rozpaczacie, w tym wiele uszanować należy. Gdyż nie nauczyliście się ulegać, nie nabyliście małych przezorności.
Albowiem dziś mali ludzie panami się stali: każą oni wszyscy uległość, przestawanie na małym, roztropność, pilność oraz to długie „i tak dalej” małych cnót.
Wszystko, co kobiece, co ze służalczego pochodzi rodu, zwłaszcza ta motłochu mieszanina: panem doli człowieczej stać się to wszystko chce — o, wstręt! wstręt! wstręt!
*Wszystko* to pyta bez końca i nie nuży się tym pytaniem: „jak zachować człowieka najlepiej, najdłużej, najprzyjemniej?” I tym stają się oni — panami dnia.
Panów dnia dzisiejszego przezwyciężcie mi, o bracia moi, — tych małych ludzi: *oni* to są największym niebezpieczeństwem nadczłowieka!
Przezwyciężcie mi, o ludzie wyżsi, te małe cnoty, małe roztropności, te pyłkowe względy, to rojenie się mrówcze, tę żałosną błogość, to „szczęście najliczniejszych” —!
I raczej rozpaczajcie, niżbyście ulegać mieli. I, zaprawdę, kocham was za to, że dzisiaj żyć nie umiecie, wy ludzie wyżsi! Gdyż to właśnie jest *waszym* życiem — najlepszym!
Co mówili krytycy
Mencken dowodzi, przytaczając odpowiedź Zaratustry dla tłumu na rynku, że Bóg umarł, iż wiara w równość i braterstwo jest moralnością tłumu starożytnych Żydów, przypisaną ich bogu, a skoro ludzie wykształceni już w tego boga nie wierzą, śmieszne jest zachowywać etykę na nim ugruntowaną.
Mencken dowodzi, że nadczłowiek będzie doskonały ciałem i umysłem, będzie rozkoszował się walką, mówił „tak” przyjemnościom i niedolom życia, będzie wzgardliwy, bezlitosny i wolny od lęku przed bogami i prawami, nie będzie nic winien bliźnim i poświęci się tylko dla nienarodzonych pokoleń; będzie odróżniał instynkt od namiętności i wyrzekał się z celowości, co mają pokazywać słowa Zaratustry do braci i do ludzi wyższych.
Ludovici dowodzi, że pozbawienie człowieka wyższego jego tak zwanej niegodziwości może zadać gwałt temu, co w nim największe, i że najszlachetniejsza niegodziwość, niegodziwość odwagi i stanowczości, zanika pod rządami moralności niewolniczych, dlatego Nietzsche wołał, że najgorsze w człowieku jest tak małe i że dobrze jest być dzielnym.
Ludovici utrzymuje, że powitanie Zaratustry potwierdza jego tezę, iż filozofia ta ma dać ludziom wyższym wielką nadzieję, lecz surowo: Nietzsche chce być dla ludzi wyższych twardym łożem, czynić ich twardszymi, a nie ułatwiać im drogę.
Ludovici uznaje za bardzo ważną zasadę Nietzschego, że im wyższy typ, tym rzadziej się udaje: najbardziej opłakane marnotrawstwo dotyczy jednostek wyższych, bo istoty wysoko zorganizowane rzadko osiągają pełny rozwój, więc ślepa wola mocy w naturze potrzebuje kierownictwa człowieka.
Ludovici wyjaśnia, że końcowe ustępy rozdziału „O człowieku wyższym” są protestem przeciw demokratycznej powadze: wszystko, co dobre, jest pogodne, umiejętność żartowania z najgłębszych uczuć sprawdza ich wartość, a największym grzechem było słowo „Biada wam, którzy się teraz śmiejecie!”
Ludovici wyjaśnia, że końcowe ustępy rozdziału „O człowieku wyższym” są protestem przeciw demokratycznej powadze: wszystko, co dobre, jest pogodne, umiejętność żartowania z najgłębszych uczuć sprawdza ich wartość, a największym grzechem było słowo „Biada wam, którzy się teraz śmiejecie!”