O duszo ma, jam cię nauczył mawiać „dziś”, jako „niegdyś” lub „ongi” i ponad wszelkim „tu”, „tam” i „ówdzie” w pląsach się ponosić.
O duszo ma, jam cię wyzwolił ze wszystkich starych zakamarków, omiotłem z ciebie pył, pajęczynę i mroki.
O duszo ma, omyłem cię z drobnej wstydliwości i podmówiłem, abyś naga w oczach słońca stanęła.
Nawałnicą, która zwie się „duchem”, zadąłem ponad twym rozfalowanym morzem; wszystkie chmury zdmuchnąłem precz, zdławiłem nawet tego dławca, co się „grzechem” zowie.
O duszo ma, nadałem ci prawo powiadać „nie!” jako nawałnica, i głosić „tak!”, jako się jasne głoszą niebiosa: oto jesteś mi cicha jak światło, i cicha przechodzisz przez nawałnice przeczenia.
O duszo ma, zwróciłem ci wolność nad wszystkim, co stworzone i jeszcze niezdziałane: któż zasię zna, jako ty znasz, rozkosz rzeczy przyszłych?
O duszo ma, nauczyłem cię wzgardy, co się nie rodzi, jako zaczerw toczący, uczyłem cię wielkiego miłującego gardzenia, które najbardziej kocha, gdzie najbardziej gardzi.
O duszo ma, uczyłem cię tak przekonywać, abyś i słuszności same ku sobie nakłaniała: jako słońce, co nawet i morze ku swojej podmawia wyżynie.
O duszo ma, odjąłemć wszelką uległość, wszelkie kolan uginanie i „jasny pan” mawianie; sam ci nadałem imiona: „odwrótnica niedoli” i „przeznaczenie”.
O duszo ma, dałem ci nowe imiona i jaskrawe bawidełka, zwałem cię „przeznaczeniem” i „obszarem obszarów” i „pępowiną czasu” i „dzwonem lazurowym”.