Lecz *zbliżyłem* ja się ku wam: i oto dzień mi nastał, — nastaje on wreszcie i dla was, — przyszło wreszcie na koniec księżycowym miłostkom!
Spojrzyjcież bo tylko! Przydybany i blady stoi oto księżyc — wobec jutrzni!
Gdyż oto nadchodzi już, płomienna! — nadchodzi jej miłość ku ziemi! Niewinnością i twórczym pożądaniem jest wszelka miłość słoneczna!
Patrzcież, jak niecierpliwa wschodzi ona ponad morzem! Nie czujecież jej pragnienia i gorącego oddechu jej miłości?
Morze chce ona wyssać i głębię jego ku swojej wyżynie wypić: i oto morza pożądanie podnosi się ku niej tysiącznymi piersi.
Całowane *chce* być ono i pite przez słoneczne pragnienie; powietrzem stać się *chce* i wyżyną, ścieżką światła być pragnie i samo światłem się stać!
Zaprawdę, jako słońce kocham ja życie i wszystkie morza głębokie.
Zaś *dla mnie* poznaniem jest to: wszelka głębia dźwignięta ma być — ku mojej wyżynie! —
Co mówili krytycy
Ludovici dowodzi, że Zaratustry, choć jest to opus magnum Nietzschego, nie należy czytać jako pierwszego: wiele rozdziałów jest niemal pozbawionych sensu bez znajomości życia i przyjaźni Nietzschego, a jego poglądy filozoficzne najlepiej objaśniają inne dzieła, które sam uważał za przygotowanie do tej książki.