Wczoraj gdy księżyc wschodził, mniemałem, że chyba słońce porodzi: tak szeroko i brzemiennie zaległ on na widnokręgu.
Lecz kłamcą był on wraz ze swoją brzemiennością; zaś ja raczej w owego chłopa na księżycu gotów jestem uwierzyć, niźli w kobietę.
Oczywiście, niewiele z męża jest w tym płochliwym łazędze nocnym. Zaprawdę, ze złym sumieniem snuje on się po dachach.
Jako że lubieżny i zazdrosny jest ów mnich w księżycu, on tuży za ziemią i za wszystkimi uciechami kochanków.
Nie! znieść ja nie mogę tego koczura na dachach! Wstręt budzą we mnie ci wszyscy, co wokół odchylonych okiennic szwendają się po nocach!
Pobożnie i milcząco sunie oto księżyc po gwiezdnym dywanie: — nie cierpię ja jednak wszelkich cicho stąpających męskich nóg, przy których ostroga nie szczęka.
Krok rzetelnego głosi się, kot wszakże pomyka ponad ziemią. Patrz, kocim pomykaniem zbliża się oto księżyc, zbliża się nierzetelnie. —
Tę przypowieść daję wam, tkliwe obłudniki „czystego poznania”! Was to zwę — lubieżnikami!
I wy kochacie ziemię oraz wszystko, co ziemskie: przejrzałem ja was przecie! — lecz wstyd jest w tej waszej miłości i złe jest jej sumienie, — jesteście mi jako księżyc!
Co mówili krytycy
Ludovici dowodzi, że Zaratustry, choć jest to opus magnum Nietzschego, nie należy czytać jako pierwszego: wiele rozdziałów jest niemal pozbawionych sensu bez znajomości życia i przyjaźni Nietzschego, a jego poglądy filozoficzne najlepiej objaśniają inne dzieła, które sam uważał za przygotowanie do tej książki.