Pięćdziesięcioma kleksami pomazani na twarzy i członkach: takich ujrzałem was ze szczerym zdumieniem, współcześni moi!
I pięćdziesiąt luster wokół was, co te pstre plamy powtarzają bez końca i schlebiają wam nimi!
Dalibóg, lepszych byście masek nie mogli znaleźć, moi współcześni, nad własne wasze twarze. I któż by mógł was — *poznać*!
Zapisani od góry do dołu znakami przeszłości, zaś te znaki zasmarowane nowymi znakami: takeście się znakomicie ukryli przed wszystkimi, co znaki tłumaczyć umieją!
I choćby się było badaczem nerek: któż by uwierzył, że wy nerki posiadacie! Z farb was upieczono i ze sklejonych świstków.
Wszystkie czasy i ludy wyzierają pstro spoza waszych zasłon; wszystkie obyczaje i wiary wołają natrętnie z gestów waszych.
A gdyby kto z was wyzbył się swych zasłon, zawojów, barw swych i gestów swoich, — pozostałoby właśnie dość, aby straszyć ptaki tą pozostałością.
Zaprawdę, sam jestem tym wystraszonym ptakiem, co niegdyś nago was ujrzał i bez farby; i uciekałem w popłochu, gdy ten kościotrup miłośnie mnie przyzywał.
Wolałbym raczej być wyrobnikiem w jakimś dawnym piekle u cieniów. — Pełniejsi, jędrniejsi od was byli z pewnością nawet ci podziemnicy!
Co mówili krytycy
Ludovici twierdzi, że rozdział „O krainie cywilizacji” streszcza atak Nietzschego na uczonych jego czasów jako jałowych, bo w nic nie wierzą, a jego ostatnie wersety wyjaśniają jego altruizm: odrzuca chrześcijańską litość i miłość bliźniego zarówno jako zwyrodniałe wartości niewolnicze, jak i dlatego, że może kochać jedynie ziemię swoich dzieci, odkupując w dzieciach błędy ojców.