Fragmenty: 7
— I znowuż minęły i miesiące, i lata ponad duszą Zaratustry, nie baczył na nie; wszakże osiwiał włos jego. Pewnego dnia, gdy zasiadł na kamieniu przed jaskinią swoją i przed się wyglądał, — a wyziera się stamtąd na…
Zwierzęta pytają, czy wypatruje szczęścia. Odpowiada, że dąży do swego dzieła, a jego szczęście jest ciężkie jak smoła. Potem to odwołuje: dojrzewa jak owoc, z miodem w żyłach. Postanawia wejść na wysoką górę i złożyć obiatę miodową.
Czytaj w książce →
Gdy Zaratustra na górze się znalazł, odprawił zwierzęta, które mu towarzyszyły, i znalazł się wreszcie sam ze sobą: — wówczas śmiał się z całego serca, obejrzał się raz jeszcze i tak oto przemówił: Żem o obiacie i o…
Sam, śmieje się i przyznaje, że „obiata miodowa” była tylko podstępem. Miód jest w istocie przynętą, a świat — bogatym morzem pełnym cudów.
Czytaj w książce →
Osobliwie świat człowieczy, morze ludzkie: — w jego to wody zanurzam swą złotą różdżkę wędkową i mówię: roztwórz się, ludzka ty przepaści! Roztwórz się i wyrzuć mi swe ryby i raki błyskotliwe! Najlepszą nętą wabię dziś…
Zanurza swą złotą wędkę w ludzkie morze. Chce ukrytymi ostrzami zwabić ku swej wyży najdziwaczniejszych, najbarwniejszych ludzi. Nazywa siebie przewódcą i hodowcą.
Czytaj w książce →
Albowiem tym ci jestem z głębi duszy i z przedpoczątku: pociągającym, przyciągającym, naprowadzającym, — ja przewódca, hodowca, sfornego chowu mistrz, co nie darmo samego siebie niegdyś nawoływał: „Stań się, kim jesteś!”
Przypomina sobie radę, którą niegdyś dał samemu sobie.
Czytaj w książce →
Przeto niechaj ku mnie oto *wschodzą*: gdyż na znak jeszcze oczekuję, zali nie nadszedł czas mego znijścia; jeszcze sam między ludzi nie schodzę, jako to uczynić będę musiał. Na toż to oczekuję podstępnie i szyderczo na…
Oczekuje znaku swego znijścia. Nie jest zniecierpliwiony i oduczył się cierpliwości, bo już nie „cierpi”. Cieszy się, że los zostawia mu czas, i nie jest jak ziejący gniewem kaznodzieje, którzy krzyczą w doliny.
Czytaj w książce →
Cóż to nadejść musi i minąć nie powinno? Nasz wielki hazard, nasze wielkie dalekie królestwo człowiecze, królestwo Zaratustry, tysiącletnie — — Jakże daleka może być ta „dal”? cóż mnie to obchodzi! Krzepko stojęć mimo…
Nadejść musi wielki hazard, królestwo Zaratustry, tysiącletnie. Stoi pewnie na twardym pragłazie, gdzie wszystkie wichry pytają: Gdzie? i Skąd? i Kędy?
Czytaj w książce →
Śmiej się tu, śmiej, ma jasna, krzepka złośliwości! Z wysokich gór rzuć swój migotliwy szydu śmiech! Przynęć mi twym migotaniem najpiękniejsze ryby ludzkie! Oraz wszystko, co w morzach wszelkich *do mnie* należy, me…
Wzywa swój śmiech, wędkę i miód, by wyłowiły z mórz to, co do niego należy. Spogląda na mnogość mórz i świtających przyszłości ludzkich, pod różaną ciszą.
Czytaj w książce →
Co mówili krytycy
Ludovici broni maksymy „Stań się tym, kim jesteś”, podkreślając, że nauka Nietzschego jest ezoteryczna, jest prawem tylko dla jego własnych: zastosowana do wszystkich byłaby zgubna, lecz ludzkość potrzebuje, by jej najwyższe jednostki osiągnęły pełny rozwój, bo tylko przez swoich bohaterów rasa jest prowadzona w górę.
Ludovici broni proroczej powagi tysiącletniego królestwa Zaratustry przed angielskimi czytelnikami skłonnymi do śmiechu, dowodząc, że bez takiej żarliwej wiary w swój Hazar ludzie wyżsi staliby się pesymistami, samobójcami albo kupcami.